22październik2017     ISSN 2392-1684

„Merlina” trudności z lataniem

00 141747a

Ostatnio widziano go na wodzie w roku 2009. Od tego czasu stał na placu Bazy Remontowej Żeglugi Gdańskiej na Stogach i niszczał na słońcu i wietrze, w kurzu, w deszczu, na mrozie, zasypany śniegiem czy też skuty lodem. Nie wyglądało na to, że wyjdzie z tego obronną ręką. Wprawdzie przed każdym kolejnym sezonem prasa pełna była relacji o planowanym powrocie wodolotów, ale wszystkie one zawsze okazywały się nieprawdziwe. Dlatego tez z niewiarą przyjąłem podobne zapowiedzi w tym roku.

No i masz, pomyliłem się! W Gdyni naprawdę pojawił się cudownie zmartwychwstały, chciałoby się rzec, „Merlin 2” i w dniu 8 lipca, czyli już dobrze w połowie sezonu letniego, rozpoczął regularne loty na trasie Gdynia -Hel i Gdynia-Sopot-Hel. Rozpoczął? W każdym razie teoretycznie. Rozkład rejsów, opublikowany na stronie Żeglugi Gdańskiej przewiduje trzy rejsy dziennie na trasie Gdynia - Hel, dwa na trasie Sopot - Hel i jeden z Sopotu do Gdyni. Całkiem sporo jak na jeden wodolot!

Radość ostudzić jednak może cena przelotu, wynosząca 70 złotych w jedną stronę! Wyprawa przeciętnej rodziny, składającej się z rodziców z dwójką dzieci, kosztuje więc - tam i z powrotem – niebotyczne 560 złotych!

Uwagę zwraca również literka R przy godzinach wylotu, mówiąca, że są to loty „rezerwowe”. Rezerwowe, czyli uzależnione od odpowiedniej liczby pasażerów. Żegluga nie precyzuje tego, ale w kasie dowiedziałem się, że by wodolot poleciał, znaleźć się musi co najmniej 20 chętnych. Nawiasem zaś mówiąc, jako rezerwowe oznaczone są wszystkie bez wyjątku loty!

Niepokój mój budzi też fakt, ze „Merlin” już po trzech tygodniach doznał jakiejś usterki, która wyłączyła go czasowo z eksploatacji. Mówiło się o awarii maszyn, której Żegluga jednak nie potwierdziła. Jakby nie było, wodolot niezdolny był do poruszania się o własnych silach i odholowano go do Gdańska do bazy remontowej, gdzie naprawiono mu tę zepsutą turbinę.

Powrót wodolotu powinien zaowocować tysiącami zdjęć i filmików, które musiałyby wręcz zalać internet. Próżno jednak szukałem ich w sieci, relacje są nadzwyczaj skąpe, praktycznie żadne.

Pełen wiec złych przeczuć udałem się dzisiaj do kasy biletowej na Nabrzeżu Pasażerskim w Gdyni. No i proszę, na tablicy informującej o rejsach statków Żeglugi Gdańskiej „Merlina” w ogóle nie ma!

- Wodolot? Owszem, jest w Gdyni, stoi przy nabrzeżu. Ale lata tylko, jak zbierze się dość chętnych – dowiaduję się od pani bileterki.

- A jest ich wielu?-  pytam dalej.

- No, raczej nie –

- Czyli właściwie co, lata czy nie lata?-

- No nie, w zasadzie to on tu tylko stoi -

Stoi? Prawdę mówiąc, „Merlin” raczej leży niż stoi. Leży na wodzie, ledwo wystając nad poziom nabrzeża, lecz wszystko wskazuje na to, ze leży również na dobre.

Skąd to podejrzenie? Dzięki wiadomościom z pierwszej ręki. Przypadkiem, gdy stałem na nabrzeżu i robiłem „Merlinowi” zdjęcia, wyszedł z niego kapitan. Zapytałem go więc po prostu, kiedy ruszył ostatnio w rejs.

- Przeszłego tygodnia raz jeden – dowiedziałem się. Znaczy, w sierpniu jeden jedyny raz, choć to już połowa miesiąca, za dwa tygodnie większość turystów wyjedzie i sezon praktycznie się skończy. Szansa więc na to, by polecieć „Merlinem“ do Helu, jest raczej nikła, by nie powiedzieć – żadna.

Mam nadzieję, że armator poda nam po sezonie informacje o wynikach tegorocznej eksploatacji zapytaniem – również i w Waszym interesie.

© Antoni Dubowicz , Gdynia, 12 sierpnia 2017  

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Komentarze   

0 #2 Marcin 2017-08-13 22:05
Miałem przyjemność "latać " jeszcze kilka lat temu Niestety nie pamiętam nazwy jednostki . Cóż zrobić to już bardzo wiekowe jednostki jeszcze radzieckiego projektu i budowy . Typ "Matka " jeżeli mnie pamięć nie myli ... Chyba niedługo całkiem znikną z naszych portów
Cytować
0 #1 Olek 2017-08-12 23:21
2 tygodnie temu, będąc na Helu również wypytywałem o wodolot do Gdańska. Pani w kasie powiedziała, że jest wynajęty innej firmie. Kilka dni temu podczas rejsu po zalewie wislanym rozmawialem z kapitanem, ktory potwierdza wysoką awaryjność wodolotow i ogromną paliwozernosc, co wprost przeklada sie na cene. Szoda, ze tak wyglada sytuacja. Ostatni raz lecialem wodolotem ze 25-30 lat temu.
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: