18grudzień2017     ISSN 2392-1684

JAS-76 wciąż młody!

00 DSC0494a

Patrząc na wchodzący do portu we Władysławowie lśniący, czyściutki, niebieściutki kuter JAS-76 nikt by nie pomyśał, że pięćdziesiątka stuknęła mu już przed dwoma laty! W niczym bowiem sylwetką swoją nie przypomina wysłużonego staruszka, urodzonego w 1965 roku w Gdyńskiej Stoczni Remontowej tak zwanego „superkutra”, jednego z liczącej ponad dwieście jednostek serii statków B-12 i B-25. On sam należy do odmiany B-25s. Literka s na końcu oznacza, że w przeciwieństwie do swych poprzedników zbudowany został całkowicie ze stali. W latach 1958 do 1971 przekazano rybackim armatorom siedemdziesiąt sześć kutrów tej wersji. Władysławowo znane mu jest doskonale, nieomal od kołyski, bo trafił właśnie tutaj, do rybackiej floty pańswowego jeszcze wówczas przedsiębiorstwa PPiUR „Szkuner”. Stąd też, jako WŁA-154, wychodził przez długie lata na łowiska.

Do Jastarni WŁA-154 przeniósł się w 1994 roku, przechodząc w ręce panów Pawła Buddy i Wojciecha Kohnke z Jastarni, do których nadal należy, nosząc oznaczenie rybackie JAS-76.

Tylko i wyłącznie z linii kadłuba, szczególnie po stronie niezabudowanej, można jeszcze z niejakim trudem odczytać jego pierwotny kształt. Na pokładzie wyrosła zupełnie inna, nowa nadbudówka, na rufie winda trałowa z wywieszonymi na burtach deskami trałowymi. Zmiany dokonały się także pod pokładem. W miejsce wysłużonej, 3-cylindrowej maszyny Völund DR330 o mocy 220/247 KM pracuje tam teraz dwa razy silniejszy duński silnik firmy A/S Grenaa Motorfabrik o mocy 368 kW (500KM). Dość długo więc trwało nim rozszyfrowałem, kogo właściwie mam przed sobą.

Kiedy go jednak nastąpiło, wszystkie przemiany wydały mi się logiczne, naturalne i zrozumiałe. Jedno jednak pytanie pozostało otwarte - kiedy z wyposażenia jednostki zginęły żagle? Żagle? – zdziwicie się. Tak, tak, żagle, do połowy lat 60-tych żagle były na „rybakach” standardem! Kutry B-25s były chyba ostatnimi, które je jeszcze posiadały - ożaglowanie pomocnicze typu kecz o powierzchni żagla 45 m², a więc calkiem niemało! Nie przypominam sobie jednak, bym kiedykolwiek widział jakieś zdjęcie z tamtych czasów, przedstawiające kutry pod żaglami. Kiedy skończyła się definitywnie ta era? Może dowiem się tego kiedyś od starszych rybaków – jeśli nie zapomnę spytać.

Tym razem nie zapytałem. Ale też nie było ku temu okazji. Akurat w momencie, w którym JAS-76 dobił do kei, odciągnęły mnie od niej inne obowiązki. Nie obejrzałem więc wyładunku. Zresztą – dotarło do mnie po chwili - i tak bym go nie zobaczył. Kuter bowiem wcale nie wracał z łowiska. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie, jakby – świeżutko odmalowany – przepłynął tylko kilkadziesiąt metrów, dzielące nabrzeże od basenu stoczniowego, by załadować puste skrzynki na rybę. Kiedyś były to beczki śledziowe, w ładowni mieściło się ich trzysta, każda o wymiarze 52 x 72 cm, ale to należy już do historii.

JAS-76 nie kojarzy mi się jednak wcale z jednostką historyczną. Jest w doskonałej formie i najwyraźniej przeżywa drugą młodość. Życzę mu, by trwała ona jak najdłużej. Na dobrą sprawę najlepiej to w ogóle nigdy nie wydorośleć, biorąc przykład z naszego mądrego pieska, który postanowił pozostać na zawsze szczeniakiem. Pieskie życie? Może, ale jakie wspaniałe! Tylko pozazdrościć!

© Antoni Dubowicz 2017

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: