18listopad2017     ISSN 2392-1684

W nietypowej szacie - WILSON VOLOS

00 DSC0590a

Że w Gdańsku zawsze pada, kiedy udaję się do portu oglądać statki, pisałem już. Jasne więc, że padalo również, gdy w kwietniu tego roku popłynąłem w rejs po porcie – na Westerplatte i z powrotem bez wysiadania. Żaglowcem, choć przy kei stały bezczynnie aż dwa stateczki Żeglugi Gdańskiej - „Danuta” i „Elżbieta”. Ich załogi zajęte były zbijaniem bąków. Według rozkładu wycieczki po porcie i na Westerplatte powinny odbywać się od początku kwietnia (a może nawet dłużej), ale rozkład to rozkład, a życie to życie. Pani w kasie wytłumaczyła mi uprzejmie, że nie ma chętnych, więc statki stoją. I że jak koniecznie chcę, to mogę popłynąć z konkurencją. Zgadza się, kilka metrów dalej pirat na nabrzeżu zachęcał do rejsu na pokładzie żaglowca. I proszę bardzo, z dobrym skutkiem, ludzi było pełno, a załoga przyjazna i pomocna! Nawet osoby w wózku inwalidzkim nie były pozostawione na brzegu, po prostu wniesiono je po stromym trapie. Można? Można! Ale nie w Żegludze Gdańskiej. Najwyraźniej pasażer jest dla niej tylko niechcianym balastem.

Ech, szkoda gadać, przejdźmy lepiej do tematu.

Wracaliśmy już, oczywiście nadal w siąpiącym praktycznie bez przerwy dżdżu. Z aparatem przy oku składałem się właśnie do strzału w kierunku „Remontowej” (stały tam ciekawe statki), gdy w pole wizjera wtargnął jakiś intruz. Okazja czyni mistrza, wkomponowałem go więc w kadr i zacząłem mu się uważniej przyglądać. Niebieski kadłub, na dziobie znak armatorski – uskrzydlone kółeczko z literką G w środku oraz nazwa WILSON VOLOS.

- Któryś z Wilsonów – pomyślałem odruchowo, ale coś mi w nim nie pasowało. Niebieski ton na kadłubie był o jedno, dwa oczka za ciemny, na burcie brakowało wielkiego napisu WILSON, obraz psuły też białe nadburcia.

Kiedy jeszcze na szczytowej ścianie nadbudówkiprzeczytałem napis www.reederei-gerdes.de, sprawa się poniekąd wyklarowała. To nie może być Wilson! Dlaczego niemiecki armator miałby nazwać swój statek Wilson coś tam?

Zagadka znalazła rozwiązanie dużo później, (tak naprawdę dopiero dzisiaj), gdy zacząłem szperać w wykazach flot, żeby napisać te kilka słów. Do niedawna statek ten nazywał się GERHARD.G i należał do niemieckiego armatora Gerdes z Haren/Ems. To 114 metrowy general-cargo, zbudowany w 2011 roku w chińskiej stoczni Jiangsu Changbo Shipyard Co.Ltd. W dwóch dużych ładowniach pomieścić może około 8.500 m³ materiałów sypkich lub też 256 kontenerów dwudziestostopowych (TEU). Pojemność brutto GT wynosi 4.255, nośność DWT 6.060 t, moc silników 2.970 kW, prędkość 12 – 13 w.

Jakoś pod koniec 2016 roku GERHARD G. przeszedł w długoterminowy czarter do Wilsona. Wtedy to musiał też zmienić nazwę. W chwili naszego spotkania w kwietniu 2017 nosił już nowe imię WILSON VOLOS, cała reszta została po staremu.  I tyle! Chociaż nie, jednak jest jakaś zmiana! W papierach nie ma już wzmianki o przewozie kontenerów!

Za jego rufą szła dla asysty należąca do gdańskiego WUŻu VEGA. Tak ładna i zgrabna, że poświęciłem jej chyba więcej zdjęć niż tytułowemu Wilsonowi. No cóż, musicie mi to wybaczyć. Bo jak tu oderwać oczy od takiej piękności?

© Antoni Dubowicz 2017

PS

Wymalowana na rufie WILSONA VOLOS nazwa portu macierzystego St. John’s zdradza, że statek pływa pod tanią banderą Antigui i Barbudy. W sumie nie warto już nawet tego odnotowywać, robią to praktycznie wszyscy. Godna wzmianki byłaby raczej informacja, że jakiś statek NIE pływa pod tanią banderą!

 

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: