19czerwiec2018     ISSN 2392-1684

Basen Jachtowy w grudniu

00 172018a

W któryś grudniowy przedświąteczny wieczór (zimno było jak diabli) postanowiliśmy wpaść do Basenu Jachtowego w celu rozruszania psa Dyzia i jego pana. Dyzio od szczenięcych lat objawiał wielkie zamiłowanie do morza, ale – nie wiedzieć czemu - jakoś nigdy nie został prawdziwym wilkiem morskim (w tym punkcie życiorysy nasze są zresztą podobne). Nie znaczy to jednak wcale, że nie interesuje go, co się w porcie dzieje, kto na wodzie, a kto wyciągnięty na brzegu.

Powiem od razu, na wodzie stało całkiem sporo jednostek, dużo więcej, niż się spodziewaliśmy. Przy stacji benzynowej przyuważyliśmy „Litorala”. To jeden z serii statków typu B-306, budowanych w latach 1970-tych w Stoczni Rzecznej we Wrocławiu , obecnie wykorzystywany jako baza nurkowa. „Litoral” (z pewnością zaciekawi was, co oznacza to rzadko używane słowo), to „…przybrzeżna strefa wód (jezior, mórz), której granicę w jeziorach wyznacza głębokość, na jaką dociera światło, a w morzach wytycza ją zasięg przypływu i odpływu…” Pasuje więc idealnie do funkcji i obecnych zadań stateczku.    

Nieopodal „Litorala” niewielka łupinka o nazwie „Mort”. Sądząc po sylwetce musi to być wycofana ze służby gdyńska motorówka cumownicza - „Jagna” lub „Magdusia”. Stała ona przed laty w marnym stanie na lądzie przy Basenie Jachtowym, aż w 2015 roku wyremontowała ją firma Navy-San.

Na nabrzeżu wyciągnięte z wody jachty. W znakomitej większości są to już nowoczesne konstrukcje, coraz trudniej znaleźć wśród nich jakąś jednostkę drewnianą. Nieco zagubiony wśród nich ładny pomnik Mariusza Zaruskiego. Pod nim kilka wiązanek kwiatów. Widać żywe są tradycje i brać żeglarska nie zapomina o Nim!

Przy jednym z nabrzeży uderza w oczy nienormalnie przerośnięty masyw stateczku o nazwie „Kwazar”. To monstrualne coś to efekt przebudowy. „Kwazar” był swego czasu kutrem ratowniczym typu R-17, zbudowanym w 1974 roku w gdańskiej stoczni „Wisła” dla ratowników z NRD. Pływał u naszych zachodnich sąsiadów jako „Arkona”. Po zjednoczeniu Niemiec nie był tam już potrzebny (pozbywano się wówczas wszystkiego, co wschodnioniemieckie), więc podarowano go Polsce. W taki to sposób wrócił do kraju, w którym się urodził. Jako „Szkwał” stacjonował do 1999 roku w Kołobrzegu, po czym sprzedano go Mazurskiej Służbie Ratowniczej Okartowo, gdzie nazwano go „Kwazar”. Woził wędkarzy, był bazą nurkową itp. Zarejestrowany jest w Szczecinie. Czy wróci na Jeziora Mazurskie – zobaczymy.

Na wodzie trzymał się też jeszcze zgrabny, drewniany dwumasztowy szkuner gaflowy „Knudel” z Bremy. Widywaliśmy go z Dyziem stale w tym samym miejscu już od lat (z dużą wywieszką, że na sprzedaż), choć wg różnych informacji poruszał się od czasu do czasu, wychodząc w morze ze specjalną usługą morskich pogrzebów. Kilkanaście dni po naszym wieczornym widzeniu „Knudel” sam się jednak pogrzebał. Z niewiadomych przyczyn zatonął przy kei w środę, 17 stycznia 2018.

Biedny „Knudel”. Zawsze, przechodząc obok niego, snuliśmy z Dyziem wielkie morskie marzenia.

© Antoni Dubowicz 2018 

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: