19czerwiec2018     ISSN 2392-1684

Statki żaglowe z polskich stoczni – wykład pana Zygmunta Chorenia

Wykład Zygmunta Chorenia 27.02.2018 - Gdańsk

Sala konferencyjna w gdańskim Ośrodku Kultury Morskiej była przepełniona i trzeba było wnosić dodatkowe krzesła z sąsiadującej z nią kawiarni. Na wykład wybitnego projektanta żaglowców, pana Zygmunta Chorenia, przyszły tłumy gości – dawnych i obecnych współpracowników, kolegów ze studiów i z różnych okresów pracy, kapitanów statków, przedstawicieli mediów i prasy oraz „zwykłych” zainteresowanych, miłośników żagli i żaglowców. Przyszli, bo okazja trafiła się rzadka. Pan Zygmunt nie ma wiele czasu na gościnne występy i niełatwo znaleźć w jego harmonogramie dziurę na tego typu publiczne popisy. Udało się to szczęśliwie organizatorom, Towarzystwu Przyjaciół Statku-Muzeum „Sołdek” we współpracy z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.

Pan Zygmunt to niewysoki mężczyzna z wyrazistą twarzą i tym szczególnym błyskiem w oku. Udało mi się zamienić z nim kilka słów przed rozpoczęciem wykładu. Zapytałem, czy zgadza się na fotografowanie, nagrania i publikację jego wystąpienia (lub jego fragmentów) na Naszym Bałtyku. Zgodził się bez wahania. - Wykształciła mnie Polska Ludowa za darmo i jestem jej za to bardzo wdzięczny – odparł skromnie,  – więc jeśli tylko czas mi na to pozwala, chętnie przyjmuję zaproszenia i zawsze gotów jestem do rozmowy -.

Po krótkim zagajeniu i przedstawieniu przez organizatorów osoby i osiągnięć pana Chorenia (piękne laudatio wygłosił pan Prezes Zarządu Towarzystwa Przyjaciół „Sołdka, kontradm. SG Piotr Stocki) przyszła kolej na niego samego.

Już na wstępie usłyszeliśmy kilka nadzwyczaj ważnych zdań, które pozwolę sobie przytoczyć:

„…Ja myślę, że tak – żeby osiągnąć sukces, kilka rzeczy musi się spotkać. Trzeba się urodzić w dobrym miejscu, w odpowiednim czasie, no i mieć dookoła siebie życzliwe otoczenie, bo człowiek jako jednostka – tak szczerze mówiąc – niewiele potrafi zrobić. Jak jestem chwalony jako ten twórca - przez grzeczność nie protestuję, ale to jest tylko część prawdy, bo twórcami tych statków, które pływają w tej chwili szczęśliwie po świecie, jest kilkadziesiąt osób…”

Skromne, szczere wyznanie. Dowodów skromności pan Zygmunt dawał zresztą dużo więcej. Choć nie tylko skromności, ale i zdrowego poczucia humoru, czego rezultatem były wybuchy śmiechu wśród zebranych. Po przedstawieniu swojej drogi do żaglowców przyszła kolej na popartą kilkoma zdjęciami prezentację jego „dzieci” – poczynając od pierwszej w ogóle - żaglowej barkentyny „Pogoria” (1980) oraz dwóch kolejnych, późniejszych, bardzo podobnych do niej jednostek - zbudowanej dla Marynarki Wojennej „Iskry”(1982) i bułgarskiej „Kaliakry” (1984). Specjalną pozycję w dorobku pana Zygmunta zajmuje czwarty w serii – podobny, choć zupełnie inny od pozostałych żaglowiec o nowatorskich rozwiązaniach - „Oceania”, zbudowany na zamówienie Instytutu Oceanografii PAN. Oczywiście był też czas na przedstawienie  sztandarowego projektu inżyniera Chorenia – naszej szkolnej fregaty „Dar Młodzieży” (1981) i jej pięciu bliźniaków dla Związku Radzieckiego – „Mir” (1987), „Drużba” (1987), „Chersonez”(1989), „Pałłada” (1989) i „Nadieżda” (1993). Kolejne produkty „Made by Choreń” to m.in. bryg „Fryderyk Chopin” (bud. 1980 – 1982), przebudowa starego niemieckiego latarniowca na trzymasztowy bark „Alexander von Humboldt” (1986-1988) aż po wycieczkowy żaglowiec „Gwarek” – którego budowy w wyniku zmienionej sytuacji gospodarczo-politycznej nie udało się ukończyć. W rezultacie „Gwarek” zniknął już prawie z powierzchni wody. Ratunek przyszedł niespodziewanie po latach – i dziś podziwiamy ten sam, acz zmieniony nie do poznania statek jako luksusowy wycieczkowiec pasażerski „Royal Clipper”(2000).

Ten i kolejne żaglowce powstały już we własnym, działającym od 1992 roku Biurze Projektowania Statków Choreń Design & Consulting. W dorobku firmy znajduje się odbudowa rękami wolontariuszy fińskiej barkentyny „Estelle”, użytkowanej dla celów Sprawiedliwego Handlu (1995), szkunera gaflowego „Mephisto” (2002), budowa mega-jachtu dla prywatnego armatora z Rosji, 64-metrowej, w pełni zautomatyzowanej barkentyny „Running on Waves” (2010), której firma pana Zygmunta jest nie tylko projektantem, ale i budowniczym! W roku 2015 na świat przyszło kolejne „dziecko” pana Chorenia, trzymasztowy bark szkolny „Le Quy Don”, zbudowany na zlecenie Polskiego Holdingu Obronnego dla Akademii Marynarki Wojennej Wietnamu. Najmłodszym w tej gromadzie jest „El-Mellah” – trójmasztowa fregata szkolna, zbudowana w 2017 roku na zamówienie Marynarki Wojennej Algierii. Pan Zygmunt mówi o niej z dumą, że to najszybszy, najpiękniejszy i najlepiej wyważony żaglowiec, jaki kiedykolwiek zaprojektował.

Na tym jednak wcale nie koniec – w budowie jest już większy brat „Royal Clippera” – powstający właśnie w stoczni Brodosplit w Chorwacji. Będzie to statek, który sam konstruktor wychwala, że pobije on wszelkie rekordy, jako że żaglowiec po prostu większy już być nie może! Będzie on miał 162 m długości i powierzchnię żagli 6.347 m²! Statek, wzorowany na zbudowanym w 1911 roku w stoczni La Gironde w Bordeaux „France II”, który w tamtym okresie był największym żaglowcem w historii świata, ma być oddany do użytku w przyszłym roku. Jego armatorem jest założona przez szwedzkiego żeglarza Mikaela Kraffta firma Star Clippers z Monako.

Po wykładzie była możliwość zadawania pytań oraz dyskusji, z czego skwapliwie skorzystali zebrani.

Rzadko, zdecydowanie za rzadko ma się okazję na spotkanie z ludźmi naprawdę wielkimi!

© Antoni Dubowicz 2018

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: