19kwiecień2018     ISSN 2392-1684

GANDALF – strażnik nabrzeża!

00 DSC0341a

W strukturze Portu Gdynia Morski Terminal Masowy Gdynia (MTMG) pełni rolę „…terminalu uniwersalnego, świadcząc usługi przeładunkowe, składowania, big-bagowania (cóż za słowo!) i sortowania wszelkich ładunków masowych występujących w obrocie portowo-morskim…” Jednak na Molo Węglowym, wbrew jego nazwie, nie przeładowuje się już dzisiaj węgla i koksu, lecz prawie wyłącznie produkty rolne. Na Nabrzeżu Szwedzkim usytuowany jest magazyn ze stanowiskiem załadunkowym wyposażonym w wagę zbiornikową, połączony estakadą i systemem taśmociągów z drugim wielkim, czterokomorowym magazynem o łącznej pojemności około 60.000 ton przy Nabrzeżu Śląskim, co umożliwia swobodne dysponowanie powierzchnią.

Cumujące przy Szwedzkim statki są z reguły duże lub bardzo duże, maksymalnie mogą mieć nawet 300 metrów. W piątek, 9 lutego, odbywał się akurat wyładunek kilkudziesięciu tysięcy ton śruty z 230 metrowego masowca „Xing Huan Hai”. Statek ten, o pojemności brutto GT 44.398, zbudowany w 2017 roku, a więc całkiem nowiutki, pływa pod banderą Hong Kongu. Kilka portowych żurawi wyciągało olbrzymimi czerpakami sypki ładunek ze statku i wsypywało go do specjalnym „lejków” na nabrzeżu. Wokół unosiła się chmura rudego pyłu, jak zwykle przy tego typu przeładunkach.

Podchodząc do „Xing Huan Hai” spodziewałbym się jednak wszystkiego, tylko nie sokolnika!

Zaskoczony i zaciekawiony zaczepiłem go oczywiście. Skąd wziął się w porcie, co tutaj robi, czyżby był tu z ptakiem na łowach? Od słówka do słówka wywiązała się ciekawa rozmowa, a właściwie opowieść sokolnika, którym okazał się być pan Maciej Rzeszotowski, człowiek z kilkupokoleniowymi już morskimi tradycjami rodzinnymi. Owszem, pracuje w firmie, działającej między innymi na portowe zlecenia. Jej zadaniem jest trzymanie ptactwa, szczególnie gołębi, z dala od przeładowywanych materiałów żywnościowych, jak ziarno, pasze itp. Panoszące się w porcie ptaki nie tylko zżerają część ładunku, ale także go zanieczyszczają. Chodzi więc o to, by utrzymać higienę i zapobiec zagrożeniom chorobowym. Drapieżniki nie są więc ułożone do polowania, tylko do przegonienia fruwającego tałatajstwa z rejonu przeładunku.

Nie byłem niestety w stanie zapamiętać wszystkich wątków bogatej opowieści pana Macieja. Dostałem jednak od niego adres do sokolników, pod którym można zasięgnąć więcej informacji. Zapisałem go skrzętnie licząc na odświeżenie pamięci i powrót do przerwanej, nieplanowanej rozmowy przy najbliższej okazji.

Okazja się jednak jakoś nie trafiła, do sprawy wróciłem zaś przypadkiem, przeglądając ustrzelone w tamtym dniu fotografie. Spodobały mi się, zadzwoniłem więc pod wskazany na stronie (http://sokolnictwouzytkowe.pl/) numer i skontaktowałem się panem Maciejem Tomysem.

Sokolnictwo Użytkowe? Cóż to jest za organizacja? Otóż jest to grupa sokolników, prowadząca różnoraką działalność użytkową i edukacyjną. Grupa ta składa się z kilku osób i posiada około 70 ptaków drapieżnych, jak sokoły, rarogi i jastrzębie. Ich „…oferta ochrony obiektów przed ptakami obejmuje tereny otwarte i zamknięte: plantacje i uprawy, gdzie ptactwo powoduje obniżenie produkcji; lotniska i lądowiska przed ptactwem stwarzającym zagrożenie dla zdrowia i życia osób; wysypiska śmieci itp., które będąc potencjalnymi żerowiskami dla ptaków, rodzą możliwość rozprzestrzeniania chorób; zabytki, parki, siedliska ludzkie narażone na niekorzystne i uciążliwe działanie ptaków oraz hale targowe, hipermarkety, magazyny przed ptakami powodującymi szkody i straty…“ No i oczywiście porty – w każdym razie port w Gdyni. Sokolnika spotkać tam można najczęściej na wybranych nabrzeżach nawet i przez kilka dni w tygodniu.

Dowiedziałem się też od pana Macieja, ze sokół, jako ptak wysokiego lotu i długodystansowiec (goni za upatrzonym celem aż po horyzont, aż go złapie), nie nadaje się do zadań portowych. Tutaj potrzeba ptaka niższych lotów, wolniejszego, krótkodystansowca (do 50 m), za to zwinnego, potrafiącego lawirować między dźwigami, elewatorami czy regałami w magazynach równie dobrze jak między drzewami w lesie. Idealny do tego zadania jest myszołowiec towarzyski, ptak o długim ogonie i mniejszej od sokoła rozpiętości skrzydeł, za to zwrotniejszy.

Z opisu sfotografowanego ptaka wynikło (pan Maciej nie widział fotki, rozmawialiśmy przez telefon), iż „mój” sokół to właśnie jeden z myszołowców towarzyskich (naprawdę tak się ten typ nazywa) o imieniu Gandalf. Zdradziły go detale upierzenia!  

I to GANDALF jest naszym tytułowym strażnikiem nabrzeża, którego z dumą mam okazję wam dzisiaj  przedstawić.

Robotę swoją Gandalf wykonał na medal, przez cały czas ani jeden gołąb do statku nawet się nie zbliżył! Wystarczyła sama jego obecność. To się nazywa respekt! Tylko pozazdrościć!

Patrzcie więc i podziwiajcie, bo rzadko widuje się tak pięknego ptaka z tak bliska!

© Antoni Dubowicz 2018

PS: Zerknijcie przy okazji na stronę Sokolnictwa Użytkowego, naprawdę warto!

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: