19czerwiec2018     ISSN 2392-1684

W porcie o zmierzchaniu

PORT GDYNIA

Gdynia, 16 kwietnia 2018, poniedziałek, szary wieczór po szarym dniu. Wpadłem na chwilę z Dyziem pod Kapitanat, by pooddychać nadciągającym zmierzchem w porcie. Znad wody wstawała powoli mgła, dalsze plany szarzały i zacierały się z minuty na minutę. Ostatni wędkarze zbierali się właśnie do domu. Nic się nie działo.

Nic? Nie, to niemożliwe, w porcie nie ma takiej opcji, w porcie zawsze się coś dzieje! Zawsze jest tam jakaś historia do opowiedzenia, trzeba ją tylko dostrzec!

Nie zdążyłem się więc nawet obejrzeć, jak w awanporcie pojawił się malutki „Stralsund”, holowniczek Fairplaya, wykorzystywany sporadycznie do zadań holowniczych, najczęściej jednak przewożący pracowników firmy z miejsca na miejsce. Tak było i tym razem. „Stralsund” podszedł dziobem do zewnętrznego nabrzeża Ostrogi Pilotowej, wyrzucił samotnego pasażera i odszedł czym prędzej w głąb Basenu III w stronę Nabrzeża Indyjskiego. Większość holowników Fairplaya tam właśnie cumuje, tylko niektóre stają przy Nabrzeżu Polskim.

I to koniec tej krótkiej historyjki. Nic spektakularnego, nic wielkiego, ot, po prostu maleńki fragmencik portowego życia. Ja jednak uwielbiam takie sceny, jestem miłośnikiem krótkiego metrażu!

Ale to przecież nie wszystko. Obserwując manewry „Stralsunda” uwagę moją zwrócił stojący w drugim planie, przy Nabrzeżu Francuskim, czarno-rudy statek o klasycznej sylwetce drobnicowca. W przeciwieństwie do „Stralsunda” statek nie poruszał się, tańczyły tylko odblaski światła na poruszonej wodzie. Na masywnym czarnym kominie znak armatora – NSC, czyli Northern Shipping Company. Znaczy, Rosjanin! Potwierdzenie znalazło się, łatwe do odczytania, na rufie: nazwa „ Инженер Трубин” i port macierzysty Архангельск. Co tu robi rosyjski drobnicowiec? Już od dawna nie przeładowuje się na Francuskim drobnicy, kilka lat temu zniknęły stąd ostatnie żurawie portowe. Statek nie bierze też suwnic – jest do tego nieprzystosowany – ani nie idzie do stoczni. Więc co? Chyba po prostu na coś czeka. Na co? Na odprawę, na miejsce w kolejce, na nurka, który obejrzy pod wodą śrubę i ster? Rzut oka na wykaz planowanych wyjść zdradza, ze postoi tu jeszcze dwa dni – do 18 kwietnia. Dość czasu, by mu się bliżej przyjrzeć i znaleźć kilka informacji. Zbudowała go w 1998 roku Malta Shipyard w Marsie na Malcie jako „Kapitan Zuzenko” (będę się trzymał angielskiej pisowni, choć to idiotycznie wygląda), lecz nazwę tę zaraz zmieniono na „Pinega”. Od 2002 do 2012 z kolei statek pływał pod banderą Cypru i nazywał się „Sea Progress”, po czym króciutko po prostu „4”, by wreszcie stać się „Inzhenerem Trubinem”.

„Trubin” ma 131 metrów długości, pojemność brutto 6.418 GT i nośność 7.049 ton (DWT). Co przywiózł, co wywozi z Gdyni? Nie wiem i pewnie się nie dowiem. Ostatnimi czasy stacjonował wraz z gromadką innych jednostek rosyjskich, w tym fregaty rakietowej i dwóch okrętów podwodnych w syryjskim porcie Tartus. Jak wynika ze zdjęć satelitarnych, które pokazała amerykańska stacja FoxNews, okręty (z wyjątkiem jednego podwodniaka klasy Kilo- jak nasz „Orzeł”) opuściły syryjską bazę 11 kwietnia, udając się podobno na ćwiczenia. Stacja napisała też, że „Inzhener Trubin” jest najprawdopodobniej w służbie rosyjskiej marynarki. Ale to już nie nasza sprawa i nie mam zamiaru snuć w związku z tym jakichkolwiek teorii i domysłów. Statek jest w Gdyni i tyle! Koniec więc i tej historii.

Na ostatnim zdjęciu zza czarnego kadłuba „Inzhenera Trubina” wyłania się gdyńska pilotówka. To jednak już następna malutka historia i opowiem ją Wam kiedy indziej.

I niech mi jeszcze ktoś powie, że w porcie o zmierzchaniu nic się nie dzieje!

© Antoni Dubowicz 2018

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: