24wrzesień2018     ISSN 2392-1684

Rëbacczé bôtë na sztrądze

cDSC0674a

„Wieś Kuźnica rëbôków naszych stolëca”, głosi napis pod herbem wsi. To właśnie przy Kuźnicy Mierzeja Helska osiąga swoje najwęższe miejsce. Od brzegu Zatoki do Bałtyku jest tylko 200 metrów. Podczas wielkich, siejących rozległe zniszczenia sztormów, które dotknęły wieś w latach 1872, 1874, 1899, 1902, 1914, można było bôtëm „przepłynąć” od Małego do Dużego Morza. Dziś wydaje się to jednak nieprawdopodobne.

Znakomita większość lodzi rybackich z Kuznicy stacjonuje w wybudowanym kilka lat temu z unijną pomocą olbrzymim betonowym porcie na „Małym Morzu”, czyli po stronie Zatoki Puckiej. By znaleźć „rybaka” nad otwartym Bałtykiem trzeba udać się do wejścia numer 33. Tam na morskim piasku znajduje się przystań kilku zaledwie maleńkich łodzi.

We wtorek, 10 kwietnia 2018 aura na wybrzeżu była zgodna z prognozą, czyli dość pochmurna, chłodna i wietrzna. Temperatura nie chciała przekroczyć 8 stopni, a lodowaty wiatr, w porywach osiągający 80 km/godziną ciskał piaskiem ze wzmożoną siłą. Sztormowe, groźne morze nie pozwalało rybakom na wyjście na połów. Łodzie leżały więc sklarowane na plaży, obok nich zawinięte w tobołki sieci i osprzęt rybacki. Szliśmy z Dominikiem do Kuźnicy plażą od strony Jastarni, pod wiatr, czuliśmy więc na własnej skórze zarówno temperaturę, jak i porywy wiatru. Łodzie zobaczyliśmy już z daleka. Prawdę mówiąc, gdyby nie one, zeszlibyśmy z plaży dużo wcześniej. Spacer ten bowiem wcale nie należał do najprzyjemniejszych. Po kilku minutach wędrówki pod wiatr nasze nieprzyzwyczajone do „rybackich” klimatów organizmy wysyłały bardzo wyraźne sygnały, że mają dość i najchętniej schroniłyby się w miejscu bezwietrznym i zdecydowanie cieplejszym. Jednak my, dwa „wilki morskie” z głębi kraju za nic nie mogliśmy tego dać poznać po sobie. Brnęliśmy wiec dalej i dalej, a skoro już dostrzegliśmy łodzie, ambicja i ciekawość i tak nie zezwoliłyby nam na odwrót.

Nagrodzeni zostaliśmy hojnie, bo widok, jaki się nam trafił, przerósł nasze oczekiwania. Na białym piasku stały wyciągnięte z wody łodzie KUŹ-15 i KUŹ-20. Nie powinno was jednak zdziwić, jeśli na zdjęciach zobaczycie nie dwie, lecz trzy łodzie! Jeśli przypatrzycie się dobrze, zwrócicie uwagę, ze dwie z nich noszą na burcie ten sam znak KUŹ-20. To nie pomyłka, właściciel wymienił po prostu łódź na nowszą, starą pozostawiając jednak na plaży. Leży ona do góry dnem tuż przy wydmie, powoli zasypywana gnanym wiatrem morskim piaskiem.

Czy może być piękniejsze przeżycie niż znaleźć się w takim miejscu w takich warunkach, sam na sam z zapierającą dech naturą?

No właśnie, z tego nadmiaru wziął się teraz pewien kłopot, ponieważ, pisząc te słowa, nie mogłem zdecydować się na wybór tego lub innego kadru. Jest ich więc bardzo dużo. Być może znużycie się nawet oglądaniem, ale kto dobrnie do końca, będzie nagrodzony. Znajdzie się bowiem o krok bliżej do pokochania naszego morza. A kto inny miałby zaszczepiać Wam miłość do Naszego Bałtyku jeśli nie Nasz Bałtyk? Powiedzcie sami!

© Antoni Dubowicz 2018

PS:

Dominik to ważny gość - założyciel i wydawca Naszego Bałtyku w jednej osobie.

KUŹ-15 to niewielka, drewniana, 3,80 metrowa łódź rybacka z doczepianym silnikiem.

KUŹ-20 to trochę większa, mierząca 4,20 m łódź z laminatu poliestrowo-szklanego. Na fotografiach doczepny silnik na obu łodziach jest zdjęty.

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: