24wrzesień2018     ISSN 2392-1684

Rybacy z Oksywia / część 2, filetowanie

00 DSC0602a

Z wydatną pomocą Unii Europejskiej przystań rybacka w Gdyni Oksywiu została w roku 2008 zmodernizowana. Na szczycie 24 metrowego klifu w miejscu drewnianego baraczku stanął wówczas niewielki budynek socjalno-magazynowy. Jest w nim pomieszczenie, w którym świeżo złowiona ryba jest filetowana. Ręcznie. A w tym pomieszczeniu - stalowy stół, szafa chłodnicza marki „tanio” i zlew z gatunku „bardzo tanio”. Ale jest woda i gdzie usiąść, czyli standard godny XXI wieku. Inwestycja kosztowała 2,5 miliona złotych, z czego dwa miliony pochodziły z funduszy unijnych. Dzisiaj z przystani korzystają czynnie zaledwie dwie łodzie, OKS-1 i OKS-5.

Winda, która wciąga po torach wagoniki ze złowionymi rybami, była tam już wcześniej, lecz przy tej okazji także i ją zmodernizowano. Przy jej pomocy transportowane są jednak wyłącznie skrzynki, ludzie wdrapywać się muszą po stromych schodach, o czym wspomniałem już w części pierwszej: http://www.naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/3603-rybacy-z-oksywia-czesc-1-powrot-z-lowiska.html

Dziś wdrapali się po nich rybacy z łodzi OKS-5, pan Zbigniew Siewert, jego syn Adam oraz pan Zenon Wnuk. Rozładowanie wagonika nie trwa długo, kilka skrzynek z sieciami, kilka z rybą, we trzech praca idzie migusiem. Rybacy są przyzwyczajeni do wysiłku, tylko ja mam jeszcze zadyszkę po 24 – metrowej wspinaczce. Jakby nie liczyć to dobre 8 kondygnacji!

W nagrodę wolno mi jednak wejść do pomieszczenia i popatrzeć, jak wygląda filetowanie.

Potrzebne są do tego nożyczki, ostry nóż (w razie potrzeby trzeba go naostrzyć), drewniana deska, dwie wprawne ręce i wiadro z wodą. No i oczywiście – ryba! W tym wypadku jest to prawie wyłącznie flądra. Niewielkie ilości cennego turbota zostają chwilowo odłożone, będą oprawione w drugiej kolejności.

Cała reszta to wciąż te same szybkie i precyzyjne ruchy sprawnych rąk, przywykłych do tej pracy od zawsze, od pokoleń. Nie mogę się więc oderwać od nich, usiłując złapać w kadr poszczególne fazy filetowania. Wszystko idzie jednak tak szybko, że prawie niemożliwe jest zrobienie jakiegokolwiek ostrego zdjęcia! Jestem jednak uparty, próbuję do skutku, lub do braku dalszych możliwości, czytaj –do wyczerpania materiału! Ani się bowiem nie obejrzałem, jak wszystkie flądry zamieniły się w filety.

Na pożegnanie więc tych Morskich Kadrów – skrzynka pełna filetów. Nie oznacza to jednak bynajmniej końca pracy. Nie, nie myślcie sobie. Trzeba jeszcze po sobie posprzątać, sklarować i wyczyścić sprzęt – w tym i sieci  (co potrwa dłużej) – po czym przyjdzie czas na biurowo-papierkową robotę. Wszystko lubi bowiem być opisane i szczegółowo zrelacjonowane. Kontrola z urzędu jest tu sprawą zwyczajną, choć myślę, że trudno się do niej przyzwyczaić, nie mówiąc już o polubieniu!

Dziś jednak na panów czeka jeszcze jedna wyprawa na łodzi. Trzeba sprawdzić, co złapało się w żaki! Kończą więc krótką rozmowę, biorą swe gumowe ubrania (które już wyschły) i schodzą na przystań. Ciągnę za nimi jak ćma za świecą. Za nic w świecie nie chciałbym nie zrobić fotek, gdy będą odchodzić od brzegu!

Zobaczycie je w kolejnym, trzecim, ostatnim odcinku Morskich Kadrów z załogą łodzi OKS-5 w roli głównej. Już niebawem!

© Antoni Dubowicz 2018

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Komentarze   

0 #1 Michał Gdańsk 2018-08-31 14:02
o której należy być rano, żeby kupić tam świeżą flądrę? Powiem szczerze, że zdecydowanie wolę całe tuszki, niż filety, a płetwy przysmażone to jest dopiero chrupiący przysmak (tutaj odcinany). Świetna relacja!

pozdrawiam serdecznie Michał - Gdańsk.
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: