18grudzień2017     ISSN 2392-1684

Tajemnicze instalacje w Porcie Wojennym w Gdyni

001

(Poniższy artykuł nadesłał do redakcji pan Andrzej Patro. Zgadzamy się z nim, że opisana historia jest równie ciekawa, jak i tajemnicza, zachęcamy więc do lektury – red.)

________________________________________________________________________________________________________________________________

W połowie sierpnia 2013 roku, korzystając z zaproszenia do zwiedzania portu Marynarki Wojennej, pojechaliśmy razem z moim przyjacielem Krzysztofem Jóźwiakiem do Gdyni. Po zwiedzeniu interesujących nas okrętów mieliśmy jeszcze dużo czasu, a także – co nas trochę zdziwilo - nieograniczoną swobodę w poruszaniu się po porcie. Nikt też nie zabraniał nam robić zdjęć.

Krzysztof czuje się w Porcie Wojennym jak w domu, spędził tam dobrych kilkanaście lat. Tuż przed odejściem do cywila pływał jako chorąży na okręcie rakietowym ORP Hutnik. Teraz zwrócił moją uwagę na kilka nietypowych instalacji, znajdujących się na terenie bazy mniej więcej 60 m od nabrzeża w odstępach około 20 metrów. Każda z nich składała się z dwóch metalowych pierścieni cumowniczych, zwanych przez marynarzy „ringami”, przetkniętych przez zalane w betonowym fundamencie wielkie „ucho”, utworzone z dwóch innych pierścieni. Całość konstrukcji tworzyła jakby stempel o wymiarach około 4,0m x 4,7m. Po usunięciu wspólnymi siłami chwastów i śmieci zrobiłem im kilka zdjęć.

Krzysztof twierdził również, że pomiędzy tymi ringami znajdowała się kiedyś betonowa nisza o wymiarach mniej więcej 3 m x 3 m, zagłębiona na około 1 – 1,5 metra. Ścianki tej konstukcji wystawały około 1 m nad powierzchnię terenu. W niszy tej zamontowana miała być mechaniczna wyciągarka, służąca prawdopodobnie do podnoszenia z dna basenu portowego stalowej siatki – zapory przeciw okrętom podwodnym. Siatka ta miała również zapewniać ochronę przeciwtorpedową. Takie w każdym razie nasuwa się przypuszczenie. Potwierdzają je też koledzy Krzysztofa, podobnie jak i on, marynarze. Niestety, wśród zarastających port wojenny krzaków i chwastów nie udało się nam tej konstrukcji odnaleźć. Może została ona zasypana podczas niwelowania tej części portu wojennego? Mogło się tak stać, gdyż w pobliżu wyburzono trzy niskie budynki koszarowe, wykorzystywane w czasie II Wojny Światowej przez Kriegsmarine.

Prawdopodobnie cały ten system obronny był dziełem niemieckich inżynierów, nie jest to jednak pewne. Można snuć różne domysły, sprawa pozostaje jednak do dzisiaj zagadkowa i tajemnicza. Faktem jest, że to właśnie z tego miejsca, przy którym umieszczone są wzmiankowane ringi, wyruszył w swój ostatni, korsarski rejs pancernik „Bismarck”. Po wojnie zaś dokładnie w tym miejscu cumowały dwa kolejne niszczyciele o nazwie ORP „Warszawa”.

Takie same ringi zainstalowane mogły być również na przeciwległych nabrzeżach - w porcie handlowym. Wieści takie krążyły podobno wśród załóg polskich okrętów tuż po zakończeniu II wojny światowej. Śladów po nich jednak nie ma. Być może zniszczone zostały jeszcze w trakcie działań wojennych lub też usunięto je później, przy odbudowie portu i usuwaniu dokonanych przez okupanta zniszczeń.

Po tej wizycie w Porcie Wojennym długo szukałem w internecie jakiejkolwiek informacji na ich temat. Niestety, bez skutku. Nie znalazłem też żadnych odnośników, żadnych linków, nic! W sieci tych informacji po prostu nie ma.

Nie twierdzę, że Krzysztof Jóźwiak przekazał mi niesprawdzoną wiadomość, nie twierdzę też, że ja się nie mylę w swoich przypuszczeniach, ale jednego jestem pewny. Ta historia jest na tyle tajemnicza i ciekawa, że warto ją przekazać Wam, czytelnikom. Może wśród was znajdzie się ktoś, kto będzie mógł do niej coś dodać, coś uzupełnić ?

PS: Bardzo dziękuję Krzysztofowi Jóźwiakowi za pomoc przy pisaniu tego tekstu. AP

tekst i zdjęcia: © Andrzej Patro

opracowanie redakcyjne: naszbaltyk / AD

 

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież