18grudzień2017     ISSN 2392-1684

Statki ratownicze „R-1”, „R-2”, „R-3”, „R-4” - marynarskie wspomnienie Andrzeja Patro

00 ERKI

W połowie lat 50-siątych ubiegłego wieku Gdyńska Stocznia Remontowa, Gdynia wybudowała cztery siostrzane jednostki „R-1”, „R-2”, „R-3” i „R-4”, przeznaczone dla Polskiego Ratownictwa Okrętowego. Ostatnim kutrem z tej serii był „R-4”. Wszystkie statki charakteryzowały się podobnymi parametrami. Jerzy Miciński i Stefan Kolicki w książce „Pod polską banderą” (Wydawnictwo Morskie, Gdynia, 1962, str. 101) zaznaczają, że „wszystkie były nieco przebudowywane dla polepszenia stateczności”. Dodają także: „Budowa kompozycyjna – wręgi stalowe, poszycie burt drewniane; adaptowane kadłuby seryjnych kutrów rybackich typu „B-25”. Statki pełniły służbę w Polskim Ratownictwie Okrętowym (PRO): „R-1” w Helu, „R-2” w Ustce, „” w Darłowie, „R-4” w Kołobrzegu.

Załączam tu kilka zdjęć z mojego prywatnego domowego archiwum. Temat został wzbogacony o kolejne materiały, które gromadziłem kilka lat i przedstawiam je dziś czytelnikom. W 1957 roku mój ojciec, Józef Patro, pracował na R-4 jako starszy marynarz, a w latach 1960- 1963 był kapitanem tego kutra ratowniczego. Z opowiadań ojca pamiętam, że niejeden raz „R-4” brał udział w akcjach ratowniczych na Morzu Bałtyckim, ratując z opresji kilka statków różnych bander. Do historii tych jednostek mogę tylko dodać, że w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku jako załogant jednego ze statków Żeglugi Gdańskiej widziałem jedną z nich w porcie Gdynia. Z tego co wiem, któryś z „R-ów” był wtedy eksploatowany przy oczyszczaniu podwodnej części kadłuba statków przez nurków. Dopiero niedawno Dariusz Konkol - aktualnie kapitan jednej z jednostek ratowniczych PRO – dokumentalista tematu, zajmujący się historią floty PRO – ekspert w tematyce, uświadomił mi że tym statkiem była „Bożena” ex „R-3”.

Temat kutra „R- 4” tak on wspominał: „R–4” był bliźniaczą jednostką dla „R-1”. Wprowadzono go do służby w 1957 roku i pełnił pogotowie ratownicze głównie w Kołobrzegu. Został wycofany ze służby w 1975 roku, lecz wykorzystywany nadal pod nazwą „Renata” jako baza nurkowa. W 1985 roku przekazano go do Muzeum Pomorskiego w Szczecinie.”

Roman Burzyński ( 1907 – 1988) opisał swoje odwiedziny w 1960 roku na pokładzie „R-4” wymieniając kapitana tej jednostki Józefa Patro - najpierw w „Przekroju” nr 802 z 1960 roku, a potem poświęcił temu wydarzeniu jeden rozdział w książce „Szczury lądowe proszę czytać”, wydanej przez wydawnictwo Iskry w 1962 roku. Dzięki Panu Dariuszowi zamieszczam skany z „Przekroju”

Moja wiedza i dokumentacja na temat tych czterech statków na dzień dzisiejszy się wyczerpała, ale liczę na to, że czytelnicy po przeczytaniu artykułu pomogą i coś jeszcze uda się nam uzupełnić.

Pod fotografiami rodzinnymi i wspomnianymi już materiałami prasowymi, które znajdziecie poniżej, zamieszczam również tekst Dariusza Konkola, dotyczący historii wszystkich czterech statków „R-1” do „R-4”. Za zgodę na publikację tego tekstu i zdjęć z jego archiwum autorowi serdecznie dziękuję .

Gdynia, 24.01.2017, © Andrzej Patro

fotografia tytulowa: „R-4” i „R-1” w Gdyni (archiwum Dariusza Konkola)

fotografie poniżej:

01) Kapitan „R-4” Józef Patro w kabinie nawigacyjnej (fot. archiwum A. Patro)    

02) „R-4” w morzu. Na pokładzie pelengowym po lewej stronie kpt. J. Patro (fot. archiwum A. Patro)

03) Andrzej Patro jako chłopiec na pokładzie „R- 4” (fot. archiwum A. Patro)      

04) „R-4” w morzu (fot. archiwum A. Patro)

05) Wyciąg pływania Józefa Patro

06) „Morze”, artykuł z 1956 roku

07) Okładka książki Romana Burzyńskiego „Szczury lądowe proszę czytać”

08) Roman Burzyński, artykuł w „Przekroju” /1

09) Roman Burzyński, artykuł w „Przekroju” /2

10) „R-4” na zdjęciu z archiwum Dariusza Konkola

(kliknij w fotografię, by ją powiększyć)

________________________________________________________________________________________________________________________________

Dariusz Konkol, Statki Ratownicze „R-1”, „R-2”, „R-3” i „R-4”

W latach pięćdziesiątych XX wieku do utworzenia sprawnie funkcjonującego systemu ratownictwa morskiego w Polsce, poza skutecznym systemem łączności i obserwacji, niezbędne było posiadanie odpowiednich statków i łodzi ratowniczych, które pozwalałyby na utrzymanie w portach i na wybrzeżu stałej gotowości do udzielenia niezwłocznej pomocy dla ratowania życia i mienia zagrożonego na morzu.

W tamtym okresie najwięcej sygnałów wzywania pomocy i ratunku pochodziło od kutrów łowczych operujących na wodach przybrzeżnych, środkowym i południowym Bałtyku. Z tego powodu PRO musiało mieć odpowiedni tabor pływający, zdolny do działań ratowniczych na wodach wewnętrznych, przybrzeżnych i na pełnym morzu. Jednostki, które posiadało w tamtym okresie PRO, nie dawały możliwości organizacji skutecznego systemu ratownictwa morskiego obejmującego obszar polskiego wybrzeża.

Polskie Ratownictwo Okrętowe podjęło usilne starania o przyjęcie przez Centralny Zarząd PMH i Ministerstwo Żeglugi programu – budowy flotylli statków ratowniczych.

Z wielu powodów, w tym także politycznych, program ten napotykał na wiele przeszkód. Jednakże wielki sztorm w styczniu 1955 roku unaocznił Centralnemu Zarządowi PMH oraz Ministerstwu Żeglugi faktyczny, słaby stany ratownictwa morskiego oraz konieczność rozbudowy jego floty.

W 1955 roku kutry ratowniczo-holownicze typu „R” były już w budowie w Gdyńskiej Stoczni Remontowej „Nauta”, jednak przebiegała ona z wielkimi problemami. Podczas prób pierwszego kutra okazało się, że nie ma on odpowiedniej dzielności morskiej, a przede wszystkim specjalnie wymaganej stateczności dla kutrów ratowniczych. Inżynierowie w stoczni zdawali sobie z tego sprawę. Problemy z budową jednostek zaczęły się mnożyć, gdy wiadomość o nieudanych próbach morskich doszła do Ministerstwa Żeglugi. Zaczęto zaraz szukać winnych i próbowano odpowiedzialnością obarczyć dyrektora technicznego PRO, kpt Witolda Poinca. Rozpoczęto też starania, by anulować budowę dalszych jednostek, a do podjęcia dalszych decyzji wstrzymano ich budowę.

PRO w tamtym okresie było zbyt małym przedsiębiorstwem, aby mogło sobie pozwolić na samodzielne opracowanie nowych konstrukcji projektowanych statków ratowniczych. Musiało skorzystać ze sprawdzonych już rozwiązań dla superkutrów rybackich, które odznaczały się dużą dzielnością morską. Przy budowie pierwszego kutra ratowniczego wykorzystano nadający się do tego celu kadłub z seryjnej produkcji kutra rybackiego typu „B-25”. Stocznia wybudowała 16 takich kutrów do połowów na Morzu Bałtyckim. Kutry te miały jednak za słabe nadbudówki, zatem zdecydowano się zrobić stalową nadbudówkę i tutaj tkwił błąd, gdyż jej ciężar radykalnie zmniejszał stateczność kutra o małym zanurzeniu, okazała się ona poniżej dopuszczalnych norm.

Kierownik Działu Ratowniczego PRO Zbigniew Kowalski zaproponował zrobienie nowej nadbudówki ze znacznie lżejszego i odpornego na działanie fal morskich tworzywa, które produkowano w NRD pod nazwą „hydronalium”. Podczas prób na morzu okazało się, że była to trafna decyzja, nowe parametry statecznościowe kutra ratowniczego „R-1” były już na tyle dobre, że bez zastrzeżeń w nadbudówkę z hydronalium wyposażono również pozostałe kutry.

Zabrakło jednak przy budowie tych jednostek zastosowania stępek bocznych, co później skutkowało tym, że na morzu przy sile wiatru 10 °B przechyły boczne dochodziły do 50%. Wyposażenie tych jednostek w dobre i niezawodne silniki były zasługą kpt W. Poinca i szczęśliwego przypadku. Kpt. Poinc nie mógł się zgodzić na zainstalowanie na tych jednostkach silnika takiego jak na seryjnych jednostkach rybackich ze względu na zbyt małą moc (210 – 225 KM). Szczęśliwie za wykonane usługi dla Marynarki Wojennej kapitan otrzymał cztery silniki produkcji niemieckiej typu MWM o mocy 310 KM i właśnie one zostały na kutrach zainstalowane.

„R-1” - pełnił służbę ratowniczą stacjonując głównie w Helu. W latach 1956 – 1978 był flagową jednostką służby ratowniczej. Wycofany ze służby w 1978 roku, pod nazwą „Mariola” wykorzystywany był nadal do 1988 roku jako baza nurkowa. W 1989 sprzedany Szczecińskiemu Klubowi Jachtowemu „Amigo”.

„R-2” - pełnił służbę ratowniczą stacjonując głównie w Ustce. W 1974 roku wycofany, 31 grudnia tego samego roku przekazany Urzędowi Morskiemu w Słupsku. Tam po przebudowie przemianowany na „Kontroler 30” i skierowany do służby dozoru rybołówstwa.

„R-3”- pełnił służbę ratowniczą stacjonując głównie w Darłowie. Wycofany ze służby w 1975 roku, pracował nadal pod nazwą „Bożena” jako baza nurkowa. W 1988 roku przekazany WOPR w Gdańsku.

„R-4” - wprowadzony do służby w 1957 roku, pełnił służbę ratowniczą stacjonując głównie w Kołobrzegu. Wycofany w 1975 r., pracował nadal pod nazwą „Renata” jako baza nurkowa. W 1985 roku przekazany Muzeum Pomorskiemu w Szczecinie.  

11) Oryginalne plany ratownika „R-1”

Fotografie poniżej:

12) „R-1” w lodach (fot. Dariusz Konkol)

13) „R-1” - obraz Adama Werki

14) „R-1” w akcji ratowniczej - reprodukcja obrazu Marka Sarby

15) Statek Ratowniczy „R-1” - znaczek Poczty Polskiej z serii „Statki pod polską banderą” z roku 1971

16) „R-2” w Gdyni na zdjęciu Janusza Uklejewskiego

17) „R-2” w Darłowie (fot. archiwum Dariusza Konkola)

18) „R-3” (fot. archiwum Dariusza Konkola)

19) „R-3” przy zwodzonym moście w Darłowie (fot. archiwum Dariusza Konkola)

20) Załoga „R-3” na pokładzie kompletnie zalodzonego statku (fot. archiwum Dariusza Konkola)

21) „Bożena” ex „R-3” (fot. Archiwum Dariusza Konkola)

22) „Tumak” i „Bożena” ex „R-3” w Gdyni (fot W. Danielewicz, grudzień 1980)

23) „Tumak” i „Bożena” ex „R-3” w Gdyni (fot W. Danielewicz, grudzień 1980)

(kliknij w fotografię, by ją powiększyć)

________________________________________________________________________________________________________________________________

Redakcja NaszBałtyk / AD

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Komentarze   

0 #1 Michał Gdańsk Zaspa 2017-04-13 22:38
Kolejny świetny materiał, gratuluję cierpliwości i wnikliwości.
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież