19kwiecień2019     ISSN 2392-1684

Nowa marina w Gdyni foto1

Nowa marina w Gdyni jeszcze wiosną

Jeszcze tej wiosny, na przełomie kwietnia i maja zacznie działać nowa marina jachtowa. To część budowanego przez Polski Holding Nieruchomości kompleksu Yacht Park. Pomieści się w niej do 120 jednostek. Aktualnie inwestor buduje jeszcze bosmanat.

Postęp na placu budowy Yacht Parku jest widoczny na pierwszy rzut oka – na gdyńskim Molo Rybackim pojawiają się już szkielety nowych budynków. Obok już niemal gotowa jest też nowa marina jachtowa, która z pewnością ucieszy pasjonatów żeglarstwa. Firma realizująca projekt w tej chwili pracuje przy konstrukcji, w której będzie mieścił się bosmanat.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 99
Kutry w Porcie Władysławowo

Armatorzy kutrów i jachtów prowadzących połowy wędkarskie żądają traktowania na równi z rybakami

Ponieważ nie doczekali się obiecanych ustaleń ze strony władz centralnych, w piątek (5 kwietnia) przeprowadzili akcję zablokowania czterech portów morskich.

Od godziny 12:00 do 14:00 trwała blokada morska portu we Władysławowie. Podobnie było w Ustce, Darłowie i Łebie. Jak podkreślają armatorzy, ich protest nie jest skierowany przeciwko rybakom. Przede wszystkim są rozgoryczeni postawą władz.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 114
Wycieczkowce 2019 DSC 7676a

Wycieczkowce Gdynia 2019 [ lista awizowanych statków ]

Sezon wycieczkowców 2019 w Gdyni zapowiada się interesująco. Awizowanych jest 51 wejść 20 statków w terminach od 24 kwietnia (MSC Poesia) do 7 października (AIDAmar). Prawie wszystkie wycieczkowce to jednostki duże i bardzo duże – w tym dwie ponad trzystumetrowe (Norwegian Getaway - 325,7 m, Mein Schiff 1 – 315,7m). Zdecydowana większość mieści się w przedziale 250 – 300 m, tylko dwie mierzą poniżej 200 metrów ( AIDAcara – 193,3 m i World Odyssey – 175,3 m). Dla porównania, nasz Batory miał 160,3 m długości całkowitej, a jego następca Stefan Batory zaledwie 153,4 m.

Niewątpliwą atrakcją sezonu będzie wizyta Queen Victorii, jednego z jedenastu statków tzw. Vista class, budowanych między rokiem 2001 i 2010 we włoskiej stoczni Fincantieri Marghera dla operatorów Holland America Line, P&O Cruises, Cunard Line i Costa Cruises.

Wcielona do służby w 2007 roku Queen Victoria, której młodszą siostrę Queen Elizabeth (rocznik 2010) gościliśmy w Gdyni w ubiegłym roku, odwiedzi nas dwukrotnie. Po raz pierwszy w piątek 24 maja (wejście planowane na godzinę 8:00) , po raz drugi i ostatni we wtorek 3 września (wejście o godzinie 7:00). Będzie więc okazja, by znów tłumnie przyjść do portu, aby powitać lub pożegnać „Królową”. Nie co dzień gościmy przecież koronowane głowy!

Info: NB/AD

Lista awizowanych statków: Port Gdynia

Foto: © Antoni Dubowicz 2018

 Wycieczkowce 2019 Gdynia
Podane dane mają charakter informacyjny i podlegają ciągłej zmianie w trakcie sezonu wycieczkowego.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 184
MHV 903 Hjorto

Duńskie okręty z wizytą w Szczecinie

Dziś po południu (około godziny 17:30) do Szczecina wejdą dwa duńskie okręty, patrolowce MHV 903 Hjortø oraz MHV 905 Askø. Zacumują przy Bulwarze Chrobrego.

W sobotę od godziny 13:00 do 16:00 można będzie zwiedzać pokład jednego z nich, MHV 905 Askø.

  • Antoni Dubowicz
  • Odsłony: 78
wrak na dnie morza

NIK rozpocznie kontrolę służb monitorujących zagrożenia ekologiczne w Bałtyku

Najwyższa Izba Kontroli zbada jak polskie służby monitorują zagrożenia ekologiczne wynikające z zalegającego w zatopionych wrakach ropopochodnego paliwa oraz broni chemicznej. Kontrolę poprzedził panel ekspertów, który odbył się w delegaturze NIK w Gdańsku. Na dnie Bałtyku zidentyfikowano ok. 300 wraków okrętów, w tym ok. 100 w Zatoce Gdańskiej. Te najgroźniejsze to pochodzące z okresu II wojny światowej Stuttgart i Franken. Z pierwszego już wydobywa się paliwo, drugi, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować ogromną katastrofę ekologiczną. Do tego w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych iperyt siarkowy. Od czasów wojny kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów.

Od kilku lat media i naukowcy alarmują, że na dnie Bałtyku w pobliżu polskiego wybrzeża spoczywają bomby ekologiczne. Są to wraki z drugiej wojny światowej i zatopiona po jej zakończeniu broń chemiczna i amunicja. Dlatego też Najwyższa Izba Kontroli poprosiła naukowców, przedstawicieli władz oraz organizacji ekologicznych o opinie na temat możliwych zagrożeń i sposobów ich zapobieżenia. Otwierając dyskusję Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski podkreślił, że w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego szacuje się, że uwolnienie zaledwie jednej szóstej środków chemicznych ze zbiorników zalegających na dnie Bałtyku mogłoby całkowicie zniszczyć życie w Bałtyku na ok. 100 lat.

Podczas panelu ekspertów o konsekwencjach wynikających z zalegania we wrakach wielu tysięcy ton paliwa i broni chemicznej dyskutowali m. in. prof. Marek Górski z Uniwersytetu Szczecińskiego, prof. Jacek Bełdowski z Instytutu Oceanografii Polskiej Akademii Nauk, dr inż. Benedykt Hac z Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku.

Już w kwietniu ma się rozpocząć kontrola NIK ”Przeciwdziałanie zagrożeniom wynikającym z zalegania materiałów niebezpiecznych na dnie Morza Bałtyckiego”. Jest ona wynikiem informacji płynących od naukowców, ekologów i mediów. Badane będą Urzędy Morskie, Ministerstwa Środowiska oraz Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej a także urząd Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska. Krzysztof Kwiatkowski powiedział, że kontrola podjęta z inicjatywy własnej NIK ma przede wszystkim sprawdzić czy podjęto właściwe działania wobec zatopionych materiałów niebezpiecznych - wraków z paliwem i bojowych środków trujących, jak szacowane są ryzyka wystąpienia skażeń i jak urzędy monitorują miejsca, w których znajdują się wraki i broń.

Uczestnicy panelu są zgodni, że nikogo już nie trzeba przekonywać, że zagrożenie istnieje. Świadczy o nim wrak niemieckiego statku Stuttgart, który został zatopiony na redzie w Gdyni. Wydobyło się już z niego paliwo do Zatoki Puckiej. Według ekspertów przekroczenia dopuszczalnych stężeń związków niebezpiecznych dla środowiska są rzędu kilkunastu tysięcy. Dyskutanci zwrócili też uwagę na możliwą katastrofę związaną z wrakiem Frankena. Statek został zatopiony w kwietniu 1945 roku w pobliżu Helu. W zbiornikach może mieć co najmniej 1,5 mln ton mazutu i innych paliw. Ekolodzy uważają, że korozja już niedługo może doprowadzić do zapadnięcie się wraku i wycieku paliwa do Bałtyku.

Innym problemem są masowo zatapiane po wojnie bojowe środki trujące. Uznano wówczas, że zatapianie i zakopywanie to najtańsze sposoby na pozbycie się kłopotliwych, wojennych pozostałości.

Według różnych szacunków, w Bałtyku może zalegać od 50 do nawet 100 tys. ton broni chemicznej i amunicji. Zatapiano ją głównie w dwóch miejscach, Głębi Gotlandzkiej i Głębi Bornholmskiej. Trzecim obszarem, szczególnie ważnym z punktu widzenia Polski jest Głębia Gdańska, gdzie z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że znajduje się tam broń chemiczna. Niestety część broni była zatapiana w niezidentyfikowanych miejscach.

W konsekwencji w miejscach uznawanych za bezpieczne może czyhać niebezpieczeństwo. Najgroźniejszym wypadkiem, jaki zdarzył się na polskim wybrzeżu było poparzenie iperytem w 1955 r. na plaży w Darłówku. Przebywające na kolonii dzieci znalazły przerdzewiały pojemnik z brązową cieczą. Zaczęły się nim bawić. W rezultacie 102 zostało poparzonych, a czworo z nich straciło wzrok. Do incydentów dochodziło jeszcze kilkakrotnie, głównie z udziałem rybaków. W 1997 r. niedaleko Władysławowa znaleźli w sieciach niezidentyfikowany pojemnik. Jak się okazało była to bomba iperytowa. 8 rybaków zostało poważnie poparzonych. Jak piszą Małgorzata Kosmacz i Aleksander Astel z Akademii Pomorskiej w Słupsku ostatni taki przypadek miał miejsce w 2012 r. W okolicach Czołpina, na plaży między Ustką a Łebą znaleziono grudki fosforu białego. Skażeniu uległo 13 kilometrów wybrzeża. W sumie zneutralizowano ok. tony tego środka. Szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Podobne incydenty miały miejsce również w Niemczech, Danii i Szwecji, Litwie i Łotwie.

Odrębnym problemem jest uświadomienie rybaków czym grozi kontakt ze skorodowanym pojemnikiem lub nieznaną substancją.

Choć statystyki tego nie ujawniają, w badaniach ankietowych przeprowadzonych w ramach pracy magisterskiej bronionej w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w 2004 r. rybacy przyznawali anonimowo, że słyszeli o przypadkach wyłowienia przez kolegów podejrzanych pojemników. I tu pojawia się kolejny problem. Jeżeli takie przypadki nie zostały zgłoszone, to oznacza, że niebezpieczne znaleziska trafiły z powrotem do wody. Rybacy nie otrzymują też odszkodowania za przerwanie połowów ani oczyszczenie kutra z resztek po podejrzanym znalezisku.

Według naukowców kwestią czasu są kolejne znaleziska. Zagrożeniem jest również korodowanie pojemników z trującymi substancjami. Gwałtowne przeniknięcie ich do wody może spowodować katastrofę ekologiczną i zatrucie dużych obszarów Bałtyku, szczególnie, że jest on połączony z oceanem jedynie przez Cieśniny Duńskie, co powoduje bardzo wolną wymianę wody.

Wszystko to skłoniło Najwyższą Izbę Kontroli do zdefiniowania razem z ekspertami kluczowych trudności, luk systemowych oraz poziomu ryzyka związanych z przeciwdziałaniem zagrożeniom wynikających z zalegających wraków z paliwem i broni chemicznej.

Źródło: NIK

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 106