19kwiecień2019     ISSN 2392-1684

Środa z gdańskim Pilotem / „Maribo Maersk”

00-DSC 0008-nb

Spółka „Gdańsk-Pilot” (P.U.M. „Gdańsk-Pilot” Sp. z o.o.) powstała 1 marca 1990. Założyło ją 18 osób związanych z dotychczasowym pilotażem w Porcie Gdańsk, szukających dla siebie i dla firmy nowej, przyszłościowej, rozwojowej formuły. Obecnie w spółce pracuje 22 pilotów, w tym czterech z pierwszej, założycielskiej grupy. Jednym z nich jest pan kpt. ż. w. Jakub Szczerbiński. Właśnie z nim mam przyjemność wyruszyć w tą „Maerskową środę” w morze na „Pilocie-21”. Dla pana Jakuba to rzecz powszednia, wsiada on na „Pilota” ( i wysiada z niego) w piątki i świątki, bez względu na porę dnia i porę roku, w upalne dni lata, w jesienne sztormy czy grudniową śnieżycę. To jego praca. Dla mnie zaś to wyjątkowa okazja, jaka się nie trafia.

 Wróćmy jednak do środy, czyli „dnia Maerska”. Skąd to określenie? To proste, w środy wchodzą do Gdańska supernowoczesne, olbrzymie kontenerowce Maerska serii Triple-E. To jedne z największych statków handlowych świata i chyba największe jednostki, jakie kiedykolwiek wpłynęły na wody Bałtyku. Mają prawie czterysta metrów długości, szeroki na 59 metrów pokład (to 21, a nawet 23 kontenery ustawione jeden obok drugiego!), wysokość ich burty odpowiada 11-piętrowemu wieżowcowi (33m), a maksymalne zanurzenie wynosi 15,5 metra. Załadować mogą nominalnie 18.270 kontenerów 6-metrowych (20”). To teoria. W praktyce zaś rekordem były 17.603 kontenery, przewiezione na „Mary Maersk” latem tego roku (dokładnie 21 lipca, na trasie Albuciras/Hiszpania - Tanjung Pelepas/Malaysia). To również nowy rekord świata!

Statki te nie mieszczą się w Kanale Panamskim, ale też wcale ich na tę trasę nie zaprojektowano. W całej bowiem Ameryce Północnej nie ma ani jednego wystarczająco głębokiego portu. Pływają one z Chin do Europy przez Kanał Suezki, a Gdańsk jest jedną ze stacji docelowych. Głębokowodny Terminal Kontenerowy w Gdańsku jest w stanie przyjąć statki o zanurzeniu 15 m. Większe statki i tak nie mogą wejść na Bałtyk, Cieśniny Duńskie są na to zbyt płytkie.

Długą trasę z Dalekiego Wschodu do Europy kontenerowce Triple-E pokonują w rekordowym czasie 20 dni (łącznie z roz- i załadunkiem!) To trzeba sobie uzmysłowić!

„Maersków” tej serii powstać ma w sumie dwadzieścia. Pierwszy z nich, „Maersk Mc-Kinney Møller” przybył do Gdańska w sierpniu 2013 roku, czego byłem naocznym świadkiem (opisałem to w artykule „dziewiczy rejs Maerska” http://naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/737-dziewiczy-rejs-maerska.html). Obecnie w ruchu znajduje się ich już trzynaście, z pozostałych siedmiu sześć jest w budowie - wejdą do służby między styczniem i czerwcem 2015 roku - , ostatniego zaś jeszcze nie rozpoczęto.

Takiego właśnie kolosa mieliśmy spotkać tej środy na morzu, a pan Jakub miał go obsadzić. Długo marzyłem o tym, by taki moment zobaczyć, uwiecznić i opisać. Wreszcie się udało (za co dziękuję szczególnie panu Markowi Bieleckiemu, szefowi gdańskich pilotów).

O 15:15, była to już trzecia godzina rejsu na „Pilocie-21”, zobaczyliśmy wreszcie przed dziobem charakterystyczną sylwetkę Maerska, niebieski kadłub, na nim góra kontenerów ustawionych w kilku piętrach na stalowych „regałach” i dwie beżowe nadbudówki, jedna blisko śródokręcia, zwieńczona sterówką i druga w pobliżu rufy, ze sterczącymi wysoko dwoma prostymi, czarnymi kominami. Olbrzymi napis na burcie: MAERSK LINE nie pozostawiał wątpliwości, do kogo statek należy. Można to też było poznać po znaku armatorskim, umieszczonym na kominie: niebieskiej opasce z siedmioramienną gwiazdą o ostrych promieniach.

Podchodząc bliżej, odczytałem na dziobie nazwę: „Maribo Maersk”. To siódmy z kolei statek w serii, zbudowany w styczniu 2014. Jest więc bardzo nowy, choć po nim weszło w tym roku jeszcze 6 kolejnych jednostek. To się nazywa tempo budowania! Przypomnijmy, że wszystkie one budują się w jednej stoczni, którą jest Daewoo Shipbuilding w Korei Południowej.

Tymczasem moją uwagę zwrócił niewielki otwór w burcie, tuż pod wielkim I w napisie MAERSK LINE. Zwieszał się z niego sztormtrap. Jeden z jego szczebelków, wyraźniejszy, dłuższy, znajdował się dokładnie na wysokości podestu, z którego pan Jakub miał z „Pilota” na sztormtrap wejść. To taka drobna, acz nad wyraz ważna sprawa, mogąca zadecydować o bezpieczeństwie pilota. Dopiero w tym momencie uzmysłowiłem sobie, że to wszystko trzeba zawczasu ustalić, wymierzyć i przygotować. A przecież każdy statek jest inny, każdego dnia jest inna pogoda, inna fala, inny wiatr, inny „Pilot”, inne jego kołysanie itd itp... Jak starannie musi przygotować się do pracy sam pilot, załoga pilotówki i załoga statku! A gdzieś w tle czuwa nad tym jakiś anonimowy, niewidzialny „ktoś”. Jestem pod wrażeniem!

Tymczasem pilot, kapitan Jakub Szczerbiński jest już odpowiednio ubrany i czeka na podeście, aż podejdziemy do sztormtrapu na odległość kroku. Opuszczam kabinę i zakleszczam się na pokładzie, by mieć obie ręce wolne i móc złapać TEN moment.  

JEST! Mam go! Pan Jakub już na Maersku, a my oddalamy się od burty. Zamiast jednak zrobić zwrot W LEWO i wrócić do bazy, dowodzący naszym „Pilotem” pan Jan Tywoński przyśpiesza, minąwszy kontenerowiec robi zwrot za jego rufą W PRAWO i przechodzi na drugą stronę statku. To gest w moją stroneę, bym mógł w pełni nasycić się wymarzonym „Maerskiem”! Szczęście moje jest ogromne, dziękuję, kapitanie! Dziękuję też panu Waldemarowi Koriatowi, mechanikowi, który przez cały czas dyskretnie, bym tego nie zauważył, pilnuje by nic mi się nie stało. Ja zaś pilnuję, by nic nie stało się aparatowi, bo z jednej strony chcę zrobić dobre, „mokre” zdjęcia, a z drugiej dowieźć go cało, sucho i zdrowo do portu.

Po nawietrznej stronie Maerska morze jest zdecydowanie bardziej niespokojne, więc mam co robić, chroniąc sprzęt (i siebie) przed bryzgami zimnej wody. Mam już doświadczenia z zalanym aparatem i wiem, że nic dobrego z tego wyniknąć nie może!

Kiedy już wreszcie myślę, że mam dosyć mokrego materiału, zawracamy i rozpoczynamy drogę powrotną. „Maersk” prezentuje się świetnie, pogoda sprzyja, a my gnamy w kierunku portu wewnętrznego, pozostawiając niebieski kadłub coraz bardziej za sobą. Po lewej burcie widzimy idące na spotkanie „Maerska” holowniki, po prawej zaczyna się nami interesować jakaś samotna mewa.

Po drodze „łapiemy” jeszcze zbudowaną w Gdańsku „Bayagbonę”, nigeryjską jednostkę badawczo-szkoleniową, wychodzącą w swój dziewiczy rejs tuż po ceremonii chrztu. Poświęciłem jej osobny artykuł (http://naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/1834-statki-z-polski-bayagbona.html), więc teraz nie traćmy na nią czasu.

Jest godzina 16:03, kiedy mijamy główki portowe. Jeszcze ostatnie spojrzenie, podziękowania, uścisk dłoni - i opuszczam gościnny pokład „Pilota 21”. Staję na pewnym gruncie na Nabrzeżu Ziółkowskiego, lekko chwiejąc się po podróży, podczas gdy „mój” kuter zawraca i odchodzi w kierunku Portu Zewnętrznego, udając się być może po pana Jakuba Szczerbińskiego, który zejdzie z Maerska i będzie musiał jakoś dotrzeć z powrotem. W ciągu tej trwającej trzy i pół godziny podróży obsadził on trzy statki, wyprowadzając najpierw z Nowego Portu wycieczkowiec „Serenissima”, potem z Portu Zewnętrznego kontenerowiec „Helmut”, na koniec wprowadzając tam superkontenerowiec „Maribo Maersk” (nota bene z portem macierzystym w Maribo).

Jeszcze zanim minął mi mój morski „rozkołys”, zapragnąłem powtórzyć ten rejs, tym razem bardziej wnikliwie przyglądając się pracy pilota. Może kiedyś, kto wie?

Czasami marzenia się spełniają!

Gdańsk, 13 sierpnia 2014, środa

© Antoni Dubowicz 2014

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Komentarze   

0 #1 Damroka 2015-01-12 11:15
Te zdjecia to mistrzostwo swiata!
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: