24listopad2020     ISSN 2392-1684

Zdjęcie pilota z kontenerowca „OOCL Rauma”

00 cDSC 0959 nb

Noc z wtorku na środę, z 6 na 7 stycznia 2015 była bardzo zimna. Podobno nad ranem „Pilot-3” wyglądał jak sopel lodu, mimo ogrzewanego pokładu, poręczy, podestu i różnych innych części wyposażenia.

W ciągu dnia jednak mróz zelżał trochę, momentami próbowało się nawet przebić słońce. Po południu więc, gdy przybyłem na Nabrzeże Rybne, gdzie cumują gdyńskie „Piloty” – jednostka była już prawie „czysta”. Mnie jednak nadal wydawała się nieźle oblodzona. Chłonąłem więc relacje załogi z nocnej służby, wierząc święcie w każde słowo, żałując tyko, że nie da się uwiecznić takiej nocy na fotografii. Że też nie wymyślono jeszcze aparatu z noktowizorem! (choć może po prostu nic o tym nie wiem?)

Teraz też była już 14:35. Jak na tę porę roku – dość późno na robienie zdjęć. Miałem jednak nadzieję, że szczęście będzie mi sprzyjać i trochę światła pozostanie jeszcze przez trzydzieści, może czterdzieści minut. Na 15:00 zapowiedziane było bowiem wyjście kontenerowca „OOCL Rauma”.

To bardzo ciekawy statek, ostatni z serii sześciu „otwartopokładowców”, nazywanych klasą „Baltic Max Feeder”. Wyszły one z hamburskiej stoczni Sietas Schiffswerft jako typ 178 w przeciągu zaledwie kilkunastu miesięcy, między sierpniem 2008 i wrześniem 2009. O pierwszym z nich dopiero co pisałem dość szczegółowo ( http://naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/2086-baltic-max-feeder-heinrich-ehler.html ), nie będę się więc zanudzać Was szczegółami technicznymi ani historią budowy.

Faktem jest, że statek ten chciałem po prostu zobaczyć z bliska. Ale marzyłem również o tym, by znaleźć się kiedyś na pokładzie „Pilota” w zimie. Żałowałem więc trochę, że tegoroczna zima nie była akurat bardzo sroga i port nie był skuty lodem, ale pomyślałem, że może lepiej będzie, jeśli tego załodze nie powiem. Oni mogą to widzieć zupełnie inaczej!

Wewnątrz „Pilota-3” było wręcz gorąco. Skutkiem tego przy każdym wejściu do kabiny natychmiast zaparowywały zarówno okulary, jak i obiektywy. Postanowiłem więc pozostać na otwartym pokładzie - na mrozie (na wodzie jest dużo zimniej, niż na lądzie, wierzcie mi!). Mając jednak wybór „albo-albo” zdecydowalem się na zmarznięte rece. Zresztą i tak nie wziąłem ze sobą rękawiczek, przeklinać mogłem więc tylko własną głupotę.

Odeszliśmy od kei dokładnie o 15:08, wyjście „Raumy” nieco się przeciągnęło. Dość szybko znaleźliśmy się w awanporcie. Tu szyper zwolnił, a za chwilę nawet przystopował. Siłą rzeczy musiałem więc wejść do kabiny i zapytać, dlaczego stoimy (aparat zostawiłem przezornie na zewnątrz).

- Pilota będziemy odbierać jeszcze przed główkami wyjściowymi – dowiedziałem się, a „nasz” statek lada moment się pokaże. O, właśnie wychodzi z głębi portu, już go widać! -

Wyskakuję więc z powrotem na pokład. „OOCL Rauma” jest mocno wynurzona, podwodna część kadłuba wystaje z wody dobre 3,5 metra, nad nią wznosi sie jeszcze wysoka na kolejne 3,5 metra niebieska burta. W sumie 7 metrów! To droga, którą musi przejść pilot! Na dziobie dobrze widoczna jest wystająca z wody gruszka o ciekawym ksztalcie, na rufie, pod bardzo mocnymi skosami kadluba, pionowa płetwa, do której przyczepiony jest ster. Miejsce zejścia dla pilota zaprojektowane jest bardzo starannie. Znajduje się na wysokości śródokręcia. Idące wzdłuż burt odbojnice są tam przerwane, by można było bez przeszkód rzucić trap (czyli sznurową drabinkę, po której pilot wchodzi lub schodzi z pokładu). Żeby nie było żadnych wątpliwosci, na burcie znajduje się też wyraźnie czytelny napis: PILOT.

Trap jest już zwieszony, ale pilota jeszcze przy nim nie widać. Tymczasem szyper, pan Waldemar Razumenko, włączył silniki. Zadrżał poklad „Pilota-3”, śruba zaczęła miesić wodę i ruszyliśmy w stronę kontenerowca. Po zwrocie o 180° przez lewą burtę znaleźliśmy się na tym samym kursie, powoli dopasowując naszą prędkość do prędkości statku, zbliżając się do niego metr po metrze. Moment, w którym pilotówka dochodzi do burty „na styk”, jest dla fotografa na pokładzie jednym z najciekawszych. Pan Waldemar wykonał ten manewr tak delikatnie, że nie poczułem żadnego, nawet najmniejszego uderzenia. Tylko woda wytryskiwała co rusz zimnymi gejzerami ze szczeliny pomiędzy burtami. Widząc to pomyślałem, że pilot musi mieć nie tylko porządne, wodoszczelne obuwie, ale i równie wodoodporne spodnie. Jakimś cudem jednak pan Waldemar tak dyrygował naszą jednostką, że na schodzącego po drabince pilota nie chlapnęła nawet jedna kropla wody. To się nazywa precyzja!

Najbardziej jednak spektakularnym momentem jest przeskok pilota z trapu na „Pilota”. Udało mi się złapać go w kadr, choć wszystko odbywało sie tak szybko, że nie miałem czasu na ustawianie ostrości, co przy tak słabych warunkach oświetleniowych byłoby jednak wskazane. Ale co tam, wyszło calkiem, całkiem!

Podczas gdy pan Waldemar Tokarski (kapitan żeglugi wielkiej, jak i wszyscy inni gdyńscy piloci), kierował swoje kroki ku kabinie, pilotówka oderwała się od burty statku i zaczęła zwalniać, aż została za jego rufą. „OOCL Rauma” minęła główki portowe, my zaś wykonaliśmy zwrot w prawo i ruszyliśmy wzdłuż wewnętrznej strony falochronu, kierując się w stronę bazy.

Mnie natomiast zgrabiałe ręce przekonały ostatecznie, że drogę powrotną powinienem spędzić w kabinie. Na odchodnym złapałem jeszcze stojący przy Terminalu Gazowym czerwony chemikaliowiec norweski „Xanthia”. Chemikaliowiec to wyspecjalizowany, nadzwyczaj zaawansowany technologicznie rodzaj tankowca, spełniający najostrzejsze kryteria bezpieczeństwa. „Xanthia” zbudowana została w norweskiej stoczni Vard Aukra w 2003 roku, jest więc statkiem dość nowym. Stosunkowo rzadko widuje się zbiornikowce w Gdyni, więc zapomniałem na chwilę o braku czucia w zmarzniętych palcach. Przypomniały mi o tym oszronione relingi na „Xanthii”, schowałem się więc w końcu w dobrze ogrzanym wnętrzu.

Kiedy dochodziliśmy już do kei, zdążylem akurat na tyle odtajać, że mógłbym zacząć zadawać pilotowi pytania – a nagle miałem ich mnóstwo. Ale było już za późno. Doszliśmy do celu, pozostało mi tylko pożegnać się i zejść z gościnnego pokładu „Pilota-3”. Obiecałem sobie, że zachowam wszystkie pytania na następny raz. Od razu jednak przyznam się Wam, że obietnicy tej nie dotrzymałem!

© Antoni Dubowicz 2015

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: