03kwiecień2020     ISSN 2392-1684

„Atheny” kolejny sezon!

02-DSC 4095-nb

W „Dziesięciu wcieleniach Atheny” opisałem drogę życiową tego pięknego statku (zainteresowanych odsylam do lektury).

Dziś chciałbym relację tę uzupełnić. A są to dobre wieści! 

Otóż „Athena” ma się świetnie i wcale nie wybiera się na zasłużoną emeryturę. Wręcz przeciwnie, po rejsie powrotnym do Australii na przełomie listopada i grudnia powróci do roli flagowego statku Classic International Cruises.

W sezonie 2012/2013 wyjdzie z australijskiego Fremantle w 17 rejsów, od krótkiego, weekendowego „Cruising to Nowhere” aż po długą podróż do portów Chin i Japonii.

Zaś podczas australijskiej zimy, po przeszło miesięcznym rejsie do Europy w maju 2013, znów pokazywać się będzie w portach śródziemnomorskich i bałtyckich.

W rejsach tych dwukrotnie odwiedzi Gdańsk, dokąd zawita 14 sierpnia o 16:00 oraz 2 września o 8:30. Szykujcie się więc na jej spotkanie!

Tego roku „Athena“ była dwa razy w Gdyni. Pierwszy raz 1 lipca, po raz wtóry 7 sierpnia. Miałem szczęście być w tym dniu na miejscu i oczekiwać jej przybycia. Pogoda była dobra, słońce stało dogodnie, wysoko, nie musiałem więc zmagać się z fotografowaniem pod światło.

Wejścia do Gdyni są ciekawsze niż wyjścia, ponieważ statki zazwyczaj cumują przy Nabrzeżu Francuskim przodem w kierunku wyjścia, wchodząc muszą więc wykonać w basenie pełen obrót, prezentując się zgromadzonym widzom (jeśli tacy są) ze wszystkich stron. Nierzadko też wiatr i fala są na tyle niesprzyjające, iż statki zmuszone są do korzystania z pomocy holowników. Nie muszę mówić, iż manewry takie są zdecydowanie bardziej interesujące niż całkowicie niespektakularne wyjścia!

Tym razem przy Francuskim cumowała już „AIDAblu”, zajmując praktycznie całą długość nabrzeża. „Athenę” postanowiono więc postawić w głębi portu przy Nabrzeżu Stanów Zjednoczonych, w miejscu niestety absolutnie niedostępnym i niewidocznym.

Jedyną więc okazją do robienia zdjęć było wejście i wyjście statku. Szczególnie wejście zapowiadało się obiecująco, ze względu na dogodną porę wczesnym popołudniem, o 14:00. Wyjście zaś, planowane na 21:00, czyli już po zachodzie słońca, w szybko zapadających ciemnościach, nie rokowało większych nadziei na dobre ujęcie.

Kwadrans przed drugą pojawiła się nad falochronem sylwetka nadciągającego statku. Po wewnętrznej stronie falochronu stały już w pogotowiu kuter pilotowy oraz „Heros”, najsilniejszy holownik w Gdyni. Krótko potem obie jednostki wyszły „Athenie” na spotkanie.

Krótko potem statek w asyście asekurującego rufę „Herosa” minął główki wejściowe i wszedł do portowego basenu. Po pięknym manewrze na drugiej obrotnicy powolutku wsunął się tyłem pod wyznaczone mu nabrzeże. I tyle go widziałem!

Wieczorem próbowałem dostać się do portu, ale nie było na to najmniejszych szans. Czekałem więc przed Kapitanatem, licząc na przysłowiowy łut szczęścia w zapadajacym zmroku, ale nie doczekałem się.

„Athena” nie wyszła z Gdyni planowo, opuściła port dopiero pod osłoną nocy.

I to już cała historia. Na razie. Bo, być może, będzie kiedyś jej ciąg dalszy...

Mam nadzieję, że wybrane przeze mnie zdjęcia się Wam spodobają.

© Antoni Dubowicz 2012

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: