20lipiec2019     ISSN 2392-1684

Jastarnickie „pomeranki” w okowach lodu

yDSC 0579 nb

Jedną z najpiękniejszych, najbardziej charakterystycznych łodzi rybackich, jaka dotarła i rozprzestrzeniła się na wybrzeżu kaszubskim, była pomeranka, zwana po kaszubsku pomarénk. Pomeranka dlatego, że pochodziła z Pomeranii, Pomorza Zachodniego. Wybrzeże zachodnie zawsze miało dobre łowiska, pozbawione jednak było portów i naturalnych zatok, w których schronić by się mogły głęboko zanurzone jednostki pełnomorskie. Pod koniec XIX wieku rozwinął się tam więc typ dużej, płaskodennej łodzi, zwanej po prostu Strandboot, mogącej operować bezpośrednio ze Strandu (po kaszubsku: strąd), czyli z plaży.

Na wybrzeże kaszubskie pierwsze pomeranki trafiły ok. 1870 roku. Charakterystyczne dla tych łodzi było zastąpienie stępki przez płasko położoną deskę, zwaną czilplónką. Łódź taka, o długości kadłuba około 8 metrów, szeroka, wyposażona w miecz i proste, lekkie ożaglowanie, cechowała się dobrą statecznością, dzięki czemu mogła też stosunkowo bezpiecznie żeglować po otwartym morzu również w zimie, a jej konstrukcja pozwalała wyciągnąć ją bezpiecznie i szybko nawet dość daleko na plażę, uciekając przed falami przyboju.

Wszystkiego o pomerankach dowiedzieć się możecie ze wspaniałej książki pana Aleksandra Celarka „Kaszubskie łodzie”. Niedawno wyszło jej czwarte wydanie, o czym donosiliśmy na łamach Naszego Bałtyku. Zacytujmy z niej kilka fragmentów:

„...Już przed drugą wojną światową pomerankę zaczęły wypierać łodzie motorowe (...) pewna liczba pomeranek dotrwała do 1945 r., ulegając częściowemu zniszczeniu w ostatnich dniach zawieruchy wojennej. Nieliczne egzemplarze które przetrwały zostały zniszczone w parę lat po wojnie, gdy w celu ochrony granic podjęto środki uniemożliwiające w zasadzie uprawianie rybołówstwa przybrzeżnego. Rybacy trzymający łodzie na otwartych plażach zmuszeni byli do ich likwidacji, brzeg bronowano i odgradzano zasiekami. Gdy sytuacja ta uległa złagodzeniu, rybacy zaczęli używać łodzi motorowych...”

Akcję ratowania ostatnich pomeranek propagowało szeroko „Morze” w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Niestety, akcja nie zakończyła się sukcesem. Pomeranki zginęły praktycznie wszystkie i wyglądało na to, że nawet i pamięć o nich zaginie, kiedy kilku szkutników zabrało się za wskrzeszanie kaszubskich tradycji i rozpoczęło budowę nowych łodzi, często wzorowanych właśnie na pomerance.

Nie są to już dziś łodzie stricte rybackie. Bardziej można je chyba zaliczyć do kategorii „łodzi tradycyjnych”, których coraz więcej pojawia się na wodach całego świata. Nowe pomeranki są prawdziwymi dziełami sztuki, cudeńkami kunsztu szkutniczego, który szczęśliwie nie do końca zginął. Na pewno zaś przetrwał w pracowni/warsztacie/stoczni (niepotrzebne skreślić) Struck-Boat, rodzinnej firmie, którą prowadzą wspólnie Jacek Struck (syn) i Juliusz Struck (ojciec) z Jastarni, artyści w swoim fachu!

Piszą o sobie:

„...Szkutnictwo tradycyjne w drewnie to nasza specjalność. Już od trzech pokoleń przekazywana jest sztuka budowania drewnianych łodzi. Manufakturalny charakter procesu budowy sprawia, że są one niepowtarzalne i wyjątkowe. Materiały stosowane do budowy łódek to drewno dębowe, modrzewiowe i świerkowe. Dla podkreślenia wysokiej estetyki i trwałości oraz nadania indywidualnego charakteru jednostce, stosujemy elementy wykonane z drewna egzotycznego. Specjalizujemy się w budowie łodzi otwarto-pokładowych z ożaglowaniem gaflowym, płaskodennych, wzorowanych na tradycyjnych kaszubskich łodziach rybackich z wód Zatoki Puckiej i Gdańskiej, nazywanych pomerankami. Każda nowo zbudowana jednostka jest oryginalna. Jej ostateczny kształt jest efektem naszego szkutniczego doświadczenia...”

To szczera prawda. Będąc w pierwszych dniach stycznia w Jastarni miałem okazję przyjrzeć się bliżej przecudnym łodziom, „zaparkowanym” w skutym lodem basenie portowym. Było okrutnie zimno, więc robienie zdjęć sprawialo wręcz fizyczny ból (trzeba było zdjąć rękawiczki!), do tego dotarłem tam dość późno i już się ściemniało, musiałem się więc bardzo śpieszyć, by po pierwsze -zdążyć przed zmrokiem i po drugie – by nie odpadły mi ręce.

Pozwólcie, że krótko przedstawię łodzie:

Na nabrzeżu, wyciągnięte z wody, stoją dwie pomeranki - „Òst” z Helu i „Lëdgôrn” z Jastarni. W wodzie, a w zasadzie w lodzie widać przy pomoście dwie dalsze pomeranki o wspólnej nazwie „Wasleuper” (przy czym stary „Wasleuper” jest już raczej pod, niż na lodzie). Stojącą tuż obok łódka pod nazwą „Trzënôstka” była wcześniej łodzią typowo rybacką, zbudowaną na początku lat 80-tych. Na prośbę właściciela została odnowiona i dostosowana do żagli. Nie jest to pomeranka, co łatwo rozpoznaćpo kształcie ściętej, pawężowej rufy. Jest nią natomiast „Dënëszka” z łopoczącą na topie masztu czarno-żółtą kaszubską flagą. Łódkę tę uważni czytelnicy pamiętają choćby z okazji odbytego w maju ub. roku dwutygodniowego rejsu KASZËBË W KRÔJ, prowadzącego z Jastarni do Szczecina (wodami śródlądowymi) i z powrotem (drogą morską), który Nasz Bałtyk miał zaszczyt śledzić i relacjonować. Nie był to pierwszy taki rejs, co roku bowiem należące do Stowarzyszenia Pomeranek łódki wypływają w dłuższy rejs, którego celem jest promocja pomeranek.

Ostatnia łódż to „Kwap” – wprawdzie nieco pomerankopodobna, lecz w charakterze bardziej jachtowo-turystyczna jednostka, wyposażona w dużą, zamkniętą kabinę, czym różni się zdecydowanie od otwartych pomeranek.

Wszystkie te łodzie wyszły spod ręki Jacka i Juliusza Strucka. Mam szczery podziw dla tych mistrzów swojego fachu i jestem pewnien, że po obejrzeniu zdjęć zachwyconych będzie dużo więcej!

© Antoni Dubowicz 2016

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Komentarze   

+1 #1 Damroka 2016-01-28 15:13
Jak zawsze - arcyciekawie i arcypieknie :)
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: