31październik2020     ISSN 2392-1684

„Wawel” w Gdańsku

00 DSC 0798 nb

Nowy Port, 7 kwietnia 2016

O „Wawelu”, który w maju 2015 zastąpił „Scandinavię” na linii Gdańsk – Nynäshamn, krążą różne opinie, ale z pewnością nie jest on wielbiony z racji swojej urody.

Oto autentyczna rozmowa shipspotterów na jego temat, toczona całkiem niedawno w internecie na pewnej morskiej stronie:

- Chyba przydałoby się go pomalować? -

- Znam tę szkaradę od podszewki! -

- Wawelik, choć masywny, wygląda tak jak by go budowało z 20 stoczni i każda miała inny projekt -

- Dokładnie. I wredny do remontu jak moja była żona -

- Temu statku nic nie pomoże, taki odrapany nawet lepiej wygląda –

Pozwólcie, że wypowiedzi te pozostawię bez komentarza. Kto ten prom zna, kto go widział, ma i tak już wyrobione zdanie na jego temat, pozostali zaś teraz mają okazję, by mu się przyjrzeć i ocenić samemu. Trzydzieści kilka fotografii powinno do tego wystarczyć. Od razu jednak powiem szczerze, że nie miałem zamiaru wydobywać jego szpetoty, a wręcz przeciwnie, starałem się pokazać go ŁADNIE, a w każdym razie w ładnym świetle. Wprawdzie słońce robiło mi psikusy, pokazywało się tylko na krótkie momenty, a nad Gdynią wisiała ciężka, granatowa chmura burzowa, ale w Gdańsku było skwarno i nie padało. Zdjęcia są więc „suche”, a „Wawel” pokazują nawet ze wszystkich możliwych stron. Tego dnia udałem się bowiem na fantastyczne, nowe miejsce w Nowym Porcie - niedawno otworzony dla publiczności falochrom Zachodni (od strony Brzeźna). Stamtąd widok jest dużo szerszy niż z Nabrzeża Ziółkowskiego (to to przed Kapitanatem), statki widać już daleko w morzu i można je doskonale śledzić, jak płyną od strony Helu do pławy N10, po czym robią zwrot „lewo na burt” i wchodzą na długi na 2,6 mil morskich tor wodny, prowadzący bezpośrednio do ujścia Martwej Wisły.

Do Gdańska „Wawel” planowo przyjść miał o 12:00, ale pilot zamówiony był już na 10:00. Kwadrans po dziesiątej zauważyłem na horyzoncie niewyraźną sylwetkę promu. Czerwoną latarnię na końcu falochronu Wschodniego minął dwadzieścia minut później. Zanim jednak to się stało, w morze wyszedł mały, acz bardzo zgrabny holownik „Vega”, a kilka chwil po nim „Pilot-21”. Oba poszły w stronę zbliżającego się już wyraźnie „Wawelu”, lecz wcale nie on okazał się ich celem. Krótko przed nim zrobiły bowiem zwrot i odeszły w stronę Portu Głębokowodnego. Zniknęły za falochronem, a „Wawel” zupełnie bez ich pomocy płynął spokojnie w moją stronę. Przedefilował wzdłuż falochronu, po czym zwolnił praktycznie „do zera” i w najszerszym miejscu toru wodnego, mając z prawej burty basen wolnocłowy, a z lewej basen Straży Granicznej, wykonał obrót o 180 stopni, kierując dziób w stronę wyjścia (a wychodzić miał tego samego dnia o 18:00). Nie wiedziałem, że tam właśnie jest „obrotnica” portowa, zawsze obserwowałem, jak wchodzące do Gdańska wycieczkowce obracały się na Martwej Wiśle na wysokości Wisłoujścia. Myślałem więc, że również i „Wawel” właśnie tam się obróci. Tymczasem prom manewr wykonał tuż przede mną i miałem go prawie na wyciągnięcie ręki, mogłem więc fotografować do woli. Tłoku akurat nie było, oprócz mnie (i Dyzia) na falochronie stało tylko kilku wędkarzy i jacyś starsi państwo wyglądający, jakby znaleźli się tam przypadkiem. Wpadali też co rusz cykliści, jednak nie bawili tam długo i zaraz ruszali z powrotem (ruszyć „dalej” się nie da, to absolutny koniec kaźdej trasy). Widać jednak, że miejsce staje się powoli znane i modne. Nic dziwnego, trudno o lepszy punkt obserwacyjny. Zastanawia jednak, że tak długo to trwało. Wiem, że rozmowy na ten temat z zarządem portu toczyły się od wielu, wielu lat – niestety, bez rezultatów - i już wyglądało na to, że po postawieniu tuż obok wielkiej chłodni rybnej miejsce to zostanie ostatecznie zaryglowane, a turyści i shipspotterzy obejdą się smakiem, w końcu jednak się udało! Brawo Gdańsk!

Wracając do statku, po obrocie „Wawel” rozpoczął powolutku wchodzić tyłem w głąb portowego kanału. Po chwili wystrzelił cienki dymek z obu kominów, statek wykonał zwrot i miał już prostą drogę do Terminalu Westerplatte, który jest jego bazą. Zanim zniknął za zakrętem, z basenu Straży Granicznej wyszedł na tor wodny „Kaper” i zajął sobą pierwszy plan. „Kaper” jednak to następny temat, którym zajmę się innym razem. O ile nie zapomnę! Zdarza mi się bowiem często, pisząc artykuł, już mieć w głowie ciąg dalszy, lecz najczęściej nie udaje mi się „pójść za ciosem” i napisać go od razu. A jest rzeczą znaną, że co się odwlecze, to uciecze  - i nie wiadomo, czy i kiedy wróci.

W razie czego – przypomnijcie mi, że MIAŁ BYĆ KAPER!

© Antoni Dubowicz 2016

PS

Jeślli ktoś chciałby koniecznie porównać oba promy teraz zaraz, oto link na „Scandinavię”: http://www.naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/2023-m-f-scandinavia.html

 

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: