17czerwiec2019     ISSN 2392-1684

KUŹ-67 / powrót z morza

00 DSC 5047 nb

Możecie powiedzieć, że KUŹ-67 to zwyczajna, niewielka łódź rybacka, jakich wiele. Z jednej strony to racja, rzeczywiście - łodzi o tej wielkości jest w Polsce kilkaset. Z drugiej jednak strony – jest w tej drewnianej konstrukcji  coś takiego, co przyciąga wzrok – a jak już przyciągnie, nie daje odpuścić. Ale co to może być? Nie są to przecież jej żółte burty, bowiem „żółtków” ci u nas dostatek. Nie jest to też specjalnie oryginalna sylwetka. Nie, to typowa łódź z kanciastą budką pokładzie, bez znaczenia jest również, czy to na niej, czy przed nią, czy za nią sterczy jakiś maszt i kręci się poziomy patyk radaru. Więc co? Nie wiem, może to po prostu piękna forma łupinkowatego kadłuba, może zestawienie czystych, kontrastowych kolorów żółtych burt i niebieskich dodatków, a może jest to coś zupełnie innego, bardziej emocjonalnego, bardziej abstrakcyjnego?

Co by to jednak nie było, faktem jest, że ta kolorowa plama na zimnym, nieprzyjaźnie szarym, grudniowym bezmiarze morza zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, że oczu od niej oderwać nie mogłem. Obrazu dopełniały newrwowo kręcące się wokół kutra mewy, zrazu niesłyszalne, potem coraz piskliwsze, coraz bardziej natarczywe. Ciekawe, że głośny przecież krzyk mew nie jest mi wcale niemiły. Wręcz przeciwnie, uwielbiam ich bezczelny jazgot , bez którego morze byłoby martwe i jałowe. Wyjeżdżając z Gdyni zawsze boleśnie odczuwam jego brak. Wprawdzie przyzwyczaiłem się z biegiem lat do braku buczków mgielnych – zniknęły już tak dawno temu -  ale morza bez mew wyobrazić sobie nadal nie jestem w stanie.

Kutry zaś i mewy to jeden nierozłączny zespół. Zawsze! Nie ma prawa być inaczej i KUŹ-67 jest tego najlepszym przykładem.

Łódź tę zbudowano z solidnej dębiny systemem gospodarczym w 1977 roku. Ma nieco ponad 9 metrów długości i prawie 3,5 m szerokości, jest więc dość pękata – czyli o klasycznych proporcjach. Napędza ją wysokoprężny silnik rodzimej produkcji (z zakładów w Andrychowie) o mocy 44 kW. W przeliczeniu na „siwki” to prawie 60 KM. Na rufie widać kilka ustawionych na sztorc „sztenderków”, co oznacza, że głównym narzędziem połowowym jest sieć zastawna. Właścicielami KUŹ-67 są trzej panowie Budziszowie z Kuźnicy - Roman, Sławomir i Brunon. W skład załogi mógłby wejść jeszcze jeden rybak, bo wg PRS-u dopuszczalne są cztery osoby, ale na pokładzie widzę tylko dwie. Trzecia znajduje się chyba w sterówce, choć głowy za to nie dam – nie mogę dostrzec z daleka. Ale może jest to właśnie komplet Budziszów? Nie zapytam. Kiedy dobrą godzinę później znalazłem się przy zacumowanej przy nabrzeżu łodzi, była ona już porządnie sklarowana i pusta.

Może to wszystko i błahostka - ale z tych, co na długo pozostają w pamięci!

(Hel, 28 grudnia 2013)

© Antoni Dubowicz

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: