16wrzesień2021     ISSN 2392-1684

Co się stanie z Polskim Hakiem?

00 DSC 0104 nb

Wcale nie tak dawno jeszcze na Polskim Haku pracowali i mieszkali ludzie. Przy ulicy Sienna Grobla 8 - 10 przetrwało nawet kilka historycznych budynków, lecz wraz z nadejściem nowych, wspaniałych czasów znalazły się one się wśród przegranych. Wystarczyło zaledwie kilka lat, by zawisło nad nimi widmo śmierci. Stoją więc, opuszczone i bezbronne, niszczejąc coraz bardziej, czekając na rychły już koniec. Pierwszy z nich, z podcieniami, pochodzi z końca XVIII wieku, dalej za nim stoją dwa domy o konstrukcji szkieletowej. Te są jeszcze starsze. Dlaczego nie zostały wpisane na listę zabytków - nie wiadomo, choć można snuć domysły. Patrząc bowiem z boku na działalność gdańskich konserwatorów trudno było odnieść wrażenie, by ochrona zabytków należała do priorytetów ich urzędowania.

Na Polskim Haku już od dawna straszy więc wizja gigantomanii. Od 2012 roku teren należy do warszawskiego dewelopera Eco-Classic, który zamierza wybudować tam absurdalnie wysoką, 170-metrową wieżę z hotelem, biurami i restauracją. Zaprezentowano już nawet projekt tego czegoś na Międzynarodowych Targach Inwestycyjnych MIPIM w Cannes. Pomysł na wieżowiec nie jest wcale nowy, swego czasu chęć postawienia tu jeszcze wyższego, ponad  200 metrowego drapacza chmur rzucił znany architekt Daniel Libeskind (ten sam, który zaprojektował m.in. apartamentowiec Złota 44 w Warszawie), szczęśliwie jednak do realizacji nie doszło. Autorem obecnego projektu jest gdańska pracowania architektoniczna KD Kozikowski Design. Wielu mieszkańców i wielbicieli Gdańska uważa wprawdzie, że dzieło to zamorduje panoramę miasta w podobny sposób, w jaki dały radę zrobić to dwie wieże Sea-Towers w Gdyni czy Sky Tower we Wrocławiu (jesteśmy światowcami i nic już nie nazywa się po polsku), ale jakichś zdecydowanych i głośnych protestów na razie nie słychać. Dla  uzmysłowienia sobie skali zamierzenia użyjmy wyobraźni. Wysokość sklepień bazyliki NMP – jednej z największych na świecie swiątyń halowych – to nawet nie 30 metrów, a kościelna wieża (razem z dachem) ma „zaledwie” 82 m. Wieżowiec ma zaś liczyć 170 m, czyli ponad dwa razy tyle. Jak obrazowo wyraził się jeden z krytycznych komentatorów w internecie - „Bazylika Mariacka przy tym grzmocie to jak piesek przy koniu!”

Na razie teren leży odłogiem, rozgrywki toczą się na innej płaszczyźnie. Deweloper oczekuje, że to miasto stworzy dla niego odpowiednią  infrastrukturę (nie ma tam w tej chwili w zasadzie żadnego dojazdu, nabrzeża są w stanie bardziej niż opłakanym, a teren zapuszczony do granic możliwości), miasto zaś liczy na kolosalne pieniądze, które miałyby wpłynąć od dewelopera i przyszłych inwestorów na urzędnicze konto (lub też konta – o czym również mówi się po cichu). Chwilowo sytuacja jest patowa, wszyscy grają na zwłokę. Pierwszym, którego w związku z tym ominie wydanie jakiejś wiążącej decyzji, będzie konserwator. Niezamieszkałe domy padły bowiem w ostatnim czasie ofiarą pożarów, coraz bardziej upomina się też o nie rozbuchana natura. Wejście na posesje już teraz jest prawie niemożliwe, a za rok, dwa pozostanie po nich tylko zarośnięta chwastami kupa kamieni. Nie będzie więc czego wpisywać do rejestru zabytków. Jest to dla wszystkich zainteresowanych stron bardzo wygodna i sprawdzona metoda działania. 

Co stanie więc z Polskim Hakiem? Po zrealizowaniu zamierzeń Polski Hak stanie się – jeśli w ogóle – tylko komercyjną, martwą nazwą jakiegoś kolejnego bezpłciowego kompleksu biurowo-hotelowego.  Miejscem jakich wiele, miejscem bez historii. Bo po co nam ona? W gruncie rzeczy tylko przeszkadza. Piszemy ją więc właśnie (po raz któryś) od nowa, według aktualnych potrzeb i na aktualne zamówienie.

Chwilowo jednak określenie Polski Hak wciąż coś dla nas znaczy. Co? Pozwólcie, że posłużę się tekstem z Gedanopedii, Encyklopedii Gdańskiej:

„... POLSKI HAK (1615 Polnischer Hacken), obszar i nabrzeże przy ujściu  Motławy do Martwej Wisły na wprost Kanału Kaszubskiego. W XVI–XVII wieku miejsce rozgraniczające gdański port zewnętrzny, bezpośrednio podległy władzy burmistrza (reda – ujście Wisły – Polski Hak) od portu wewnętrznego (Polski Hak – Stara i Nowa Motława), podległego zastępcy burmistrza. Z tej racji pełnił funkcję wodnej rogatki: po nastaniu ciemności obsługa wybudowanego tu blokhauzu zamykała za pomocą drąga nurt Motławy. Według rozporządzenia  Rady Miejskiej z 26 III 1618 w okresie po Zielonych Świątkach kupcy gdańscy, pośredniczący w handlu zbożem z Polski, mogli je do tego miejsca oglądać i nabywać. Stąd po żniwach ulubione miejsce postoju płynących z Polski flisaków. Już w XVI wieku funkcjonowała tu karczma, w XVII wieku rozpoczęto wznoszenie fortyfikacji: około roku 1640 powstał Szaniec Chłopski (bastion Kasztanek), w 1842 w miejscu blokhauzu założono publiczny ogród. Polski Hak został włączony 17 III 1814 w obszar administracyjny Gdańska. W 1842 roku w miejscu Szańca Chłopskiego, przy końcu Siennej Grobli, powstała promenada spacerowa z wytyczonymi ścieżkami, ławkami, z widokiem m.in. na ujście Wisły i wzgórza, założona przez inspektora rzecznego Leopolda i mistrza szkutnictwa Carla Christiana Haamanna, radnego gdańskiego w 1827 i 1842. Od 1 IV 1856 działała tu Stocznia Devrienta, od 1865 część nabył Julius Wilhelm Klawitter, który likwidując promenady, wybudował tu nowoczesną odlewnię (1886–1887) i zakład budowy maszyn okrętowych (1899–1901). Po I wojnie światowej (przed rokiem 1920) część terenu została zakupiona przez Polskę (miał tu m.in. od 1922 siedzibę Polski Klub Wioślarski). Po 1945 roku przy ul. Sienna Grobla działały w miejscu przedwojennej małej przetwórni Zakłady Rybne Gdańsk, na samym zaś cyplu od 1970 roku znajdowała się baza Spółdzielni Rybackiej „Jedność Rybacka”, eksploatującej na południu Bałtyku kutry 24-metrowe. Nazwą Polski Hak obejmuje się niekiedy także teren nad Martwą Wisłą między Mostem Siennickim a ujściem Motławy (obecnie baza Petrobaltic)...”

Zdjęcia, które zamieszczam poniżej, robiłem w odstępach prawie czteroletnich. Pierwsze pochodzą z ostatnich dni grudnia 2012, kolejne zaś są całkiem świeże, zrobiłem je w połowie sierpnia tego roku (2016). Różnice widoczne są gołym okiem, budynki są już tylko ruiną. Czy za następne cztery lata pozostanie po nich jeszcze jakikolwiek ślad? Prawdę mówiąc, wątpię.

A co stanie się z planami wieżowca?


POLSKI HAK, grudzień 2012


POLSKI HAK, sierpień 2016


© Antoni Dubowicz 2016

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: