27czerwiec2019     ISSN 2392-1684

„KUŹ-141” wchodzi do portu

00 DSC 0627 nb

Wpół do trzeciej po południu to na początku stycznia dość późna pora. Godzinę przed kalendarzowym zachodem słońca nawet w pogodne dni już się ściemnia, a co dopiero w taki słotny, zimny i deszczowy dzień, jak ten czwartek, ósmy dzień roku 2015. Tym bardziej, że pogoda była fatalna, od Zatoki zacinał ostry deszcz, przed którym nie sposób się było obronić.

W rybackim porcie w Helu byłem chyba jedynym człowiekiem, w każdym razie jedynym turystą. Kutrów przy nabrzeżach też prawie nie było, widać niepogoda nie przeszkodziła im w wyjściu na łowiska. Stojąc na końcu falochronu, tuż przy wejściu do portu, zziębnięty i przemoczony szykowałem się już do odwrotu, gdy na stalowej, wzburzonej wodzie dostrzegłem sylwetki wracających do portu „rybaków”.

Jednego z nich rozpoznałem bez trudu. To KUŹ-141, największa łódź z Kuźnicy (długość całkowita 10,90 m), jedna z sześciu zaledwie jednostek powyżej 10 metrów. Wszystkie inne 34 łodzie ze znakiem KUŹ na burcie, w tym 14 wiosłowych, bezsilnikowych, są mniejsze, najmniejsze z nich mają zaledwie 3,20 m długości. Piszę – łodzie, ponieważ jednostek poniżej 16 metrów formalnie nie nazywa się kutrami.

KUŹ-141 to stalowa łódź o pojemności GT 10,7. Wyposażona jest ona w silnik WSW Andrychów SW 400 o mocy nominalnej 70 kW przy 2200 obrotach na minutę. Silnik ten z przyczyn klasyfikacyjnych „przykręcony” został do 50 kW przy 1800 obrotach. Wiadomo, ze łódź tę zbudowano w 1980 roku w stoczni Wistma AB Soedertaelje w Szwecji. Rejestr pokładowych łodzi rybackich PRS 2016 mówi wprawdzie o miejscowości Wistma w byłej NRD, jest to jednak nieprawda. Takiej miejscowości w Niemczech nie ma i nigdy nie było, najwyraźniej mamy tu do czynienia z błędem urzędniczym.

Łódź nazywała się poprzednio „Salome”, miała mocniejszy silnik (90 kW), na burcie nosiła znak KA 13 i zadomowiona była w szwedzkim Sturkö, Ekenabben. Wyrejestrowano ją stamtąd pod koniec sierpnia 2006 roku. Trafiła do Kuźnicy w ręce pana Marcina Budzisza. KUZ-141 jest nie tylko łodzią rybacką, ale i turystyczną. Może zabrać na pokład 14 pasażerów (z wędkami lub bez), by udać się z nimi w rejs przybrzeżny. Bez pasażerów rejon żeglugi rozszerzony jest do 30 Mm od linii brzegu.

Tym razem turystów na pokładzie nie było. Poutykane za sterówką i leżące na pokładzie sztenderki wyraźnie wskazywały na to, ze nie jest to rejs wycieczkowy. Z drugiej zaś strony łódź nie wyglądała też na to, ze wracała z łowiska. Miałem raczej wrażenie, ze przyszła prosto ze slipu, sądząc po kierunku, z którego przybyła pewnie z Władysławowa, świeżutko odmalowana, bez rdzawych zacieków i na pierwszy rzut oka bez śladów starcia z morskim żywiołem. Choć nie do końca! Drugi rzut oka wystarczył, by zobaczyć na burcie czarne ślady po gumowych odbijaczach – a kto wie, może i po rzucanych i wyciąganych sieciach?

Hmm, zagadka godna Sherlocka Holmesa. Niestety, nie mogłem się z nią zmierzyć, musiałem spasować i czym prędzej uciec z portu, zanim mróz zamieni mnie w sopel lodu. Podczas więc, gdy KUŹ-141 odchodził w głąb basenu wewnętrznego, ja udałem się do szczęśliwie otwartej przyportowej restauracji, by odtajać przy gorącej herbacie i zregenerować się przy talerzu smażonego śledzia z dodatkami.



© Antoni Dubowicz 2016

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: