18listopad2019     ISSN 2392-1684

Pożegnanie z kutrem - „JAS-51” idzie na złom

00 DSC0157 nb

Ta wizyta była zupełnie przypadkowa. Na dobrą sprawę udawałem się w stronę Helu i w Jastarni nie zamierzałem się nawet zatrzymywać. Przejeżdżając jednak obok portu zauważyłem katem oka stojący w nim żaglowiec. Zaciekawiony, przystanąłem na chwilkę tylko po wschodniej stronie basenu portowego, przypadkiem tuż obok całej masy wozów strażackich. Myślałem, że to jakieś ćwiczenia, ale strażacy nosili po prostu drewniane belki, mające zamknąć otwory w oddzielającym port od miasta murku. Nadciągał bowiem sztorm.

Belki jednak nie pasowały, więc nie musiałem nawet skakać przez mur, by zobaczyć, że żaglowiec to „Kapitan Borchardt”. Jako że nie spotkaliśmy się do tej pory w żadnym porcie, a tylko raz na wodzie, więc skierowałem się ku niemu. Przy trapie trafiłem na bosmana, który przeprowadzał na nim drobne naprawy. W rezultacie spędzilem sporo czasu w mesie na ciekawej rozmowie, rozgrzewając się gorącą herbatą. Gdy schodziłem z „Borchardta”, ściemniało się już. Tężał również wiatr i zrobilo sie jeszcze zimniej. Zegarek mówił, że pora wracać do domu. Z bólem postanowiłem więc zrezygnować z wypadu do Helu, przekładając to na kiedy indziej. Wiedziałem, że „kiedy indziej” nastąpi najwcześniej w kwietniu, ale cóż, mówi się trudno, trzeba było nie siedzieć tak długo we Władysławowie (co oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić!).

Nie było mi jednak dane dojść do samochodu, bo coś przy nabrzeżu mnie zaniepokoiło. Spojrzałem raz jeszcze, i jeszcze raz – i już wiedziałem. Kutry stały w innym układzie niż zazwyczaj! Zwykle bowiem burta w burtę cumowały: JAS-61 przy nabrzeżu i przyklejony do niego od strony wody JAS-51. Tym razem zaś było odwrotnie, to JAS-51 stał przy nabrzeżu. Nareszcie więc okazja, by zrobić mu porządne fotki! Musicie wiedzieć, że ten 17 metrowy stalowy kutrer typu B-368 jest jednym z najstarszych polskich kutrów w ogóle (zbudowany w 1951 roku) i jedynym, który przetrwał do dziś w prawie niezmienionym kształcie. Slowem – rarytas! Czychałem na niego od lat, ruszyłem więc dziarsko w stronę nabrzeża, by złapać go jeszcze w resztkach gasnącego coraz szybciej światła. Stał, lekko przechylony na prawą burtę, na pokładzie krzątali się rybacy. Miałem wrażenie, że trwają na nim jakieś naprawy, że być może przezbraja się, przygotowuje do rychłego wyjścia w morze, na łowisko.

W drzwiach sterówki stał starszy pan, jak sie zaraz okazało, właściciel i szyper w jednej osobie – pan Antoni Budzisz. Mój imiennik. Jak miło! Zapytałem go, czy szykują się w morze.

- Na łowisko? – odparł – Nie, idziemy na złom! -

Zatkało mnie.

- Niemożliwe -zacząłem – jak to, na złom? Dlaczego? Taki kuter na złom?-

Od słowa do słowa, pan Antoni zaprosił mnie na pokład i zaczął opowiadać o opłakanym dziś stanie rybołówstwa, o niemiłosiernie małych limitach połowowych, o braku jakiegokolwiek zainteresowania władz sprawami rybaków. Widziałem, że pan Antoni mówi to z bólem i goryczą.

- Kuter jest jeszcze dobry – relacjonował, - móglby łowić choćby i następne trzydzieści lat, ale rybaczyć już się nie opłaca i kiedyś trzeba powiedzieć: dość! –

- Poza tym mam już 70 lat – mówił dalej, - i od 50 lat jestem na morzu. JAS-51 to najstarszy polski kuter i chyba najstarsza i najbardziej zgrana załoga. Pływamy ze sobą od dobrych 30 lat,może z jednym wyjątkiem, wspólnie przeżyliśmy różne czasy. Ale dzisiaj to i tak przecież nikogo nie obchodzi – dodał gorzko, - więc nadeszła pora, by działalność zakończyć.-

- Na złomowanie idziemy do Łeby, musimy tam być w połowie stycznia. Teraz robimy wszystko, co się da zrobić samemu, by kuter „wypatroszyć” i przygotować do ostatniego rejsu.

Dni kutra są więc już policzone, pan Antoni zachował jednak dla siebie jego pełną dokunentację.

- Z nią się nigdy nie rozstanę! – zapewnił mnie.

Rzeczywiście, na kutrze widać bylo, że jednostka jest demontowana. Na pokładzie leżaly jakieś belki, zerwane wykladziny, niepotrzebne liny, lańcuchy, resztki osprzętu, zdemontowane lampy. Tylna część sterówki była zupełnie pusta, świeciła od wewnątrz gołą blachą. Pozostał tylko niezbędny sprzęt nawigacyjny, święty obrazek nad drzwiami i koraliki różańca, wiszącego na jakimś przełączniku.

Pan Antoni zgodził się, bym obfotografował cały kuter. W maszynowni trwały akurat jakieś prace, zaczęliśmy więc od pomieszczeń załogi, znajdujących się pod pokładem na dziobie. Schodzi się do nich z zejściówki drabinką, prowadzącą do nadzwyczaj skromnie wyposażonej kuchni. Na przedniej ścianie jest niewielki luk do komory łańcuchowej. Każdemu zejściu i wyjściu towarzyszy wymalowany w górnej części zejściówki duży napis BÓG Z NAM. Brakującą literkę I na końcu zjadł już czas i warstwy farby. Do umieszczonej za grodzią dziobową kabiny (i mesy zarazem) prowadzą z kuchni w dół trzy stalowe schodki. Za grodzią po prawej burcie wbudowana jest szafa, po lewej zaś umieszczono „kozę”, ogrzewającą całe pomieszczenie. W kabinie znajdują się cztery piętrowe koje (po dwie na każdej burcie) i stół. Światła dziennego nie ma, chyba że otwarta jest zejściówka, jak to właśnie teraz miało miejsce.

Za pomieszczeniami załogi znajduje się w rejonie śródokręcia długa na cztery metry ładownia. Tuż za lukiem ładowni na pokładzie umieszczony jest bęben sieciowy z osią wzdłuż osi statku, za nią wciągarka trałowa, obsługująca poprzez rolki za przednim masztem dwa wychylone za burtę kozły trałowe do podawania i wybierania sieci. Jak zwykle na kutrze, oba na prawej burcie, wszystkie bowiem „zwykłe” kutry łowią prawą burtą.

Część rufową zajmuje siłownia, do której schodzi się ze sterówki uchylną stalową drabinką. Na JAS-51 pracował początkowo silnik Kromhout 2H4 o mocy 100 KM. Wymieniono go w 1969 roku na 4-cylindrowy silnik Puck A-4 (również 100 KM), który poddano w 1976 roku modernizacji, a wreszcie w 1987 roku wbudowano pracujący do dziś silnik morski firmy PZL Mielec SW680/195 „Delfin 2” o mocy 121 kW/165 KM. Przyznam, że było to moje pierwsze widzenie z tym typem silnika, poświęciłem mu więc trochę więcej fotograficznej (i nie tylko) uwagi. Jest piękny, szkoda, że nie mogę usłyszeć go w ruchu!

Żegnając się z JAS-51 udało mi się namówić załogę do grupowego portretu. Mam więc zaszczyt przedstawić najdłużej z sobą pływającą załogę floty kutrowej w (niezmiennym od zawsze) składzie: Andrzej Budzisz - szyper, Jan Boszk - kierownik maszyn, Hugon Rachau –rybak. Czwartym członkiem załogi, tym najmłodszym stażem, jest starszy rybak Łukasz Kucharczyk, tego dnia akurat na kutrze nieobecny. Nie ma go więc i na zdjęciach, co musicie mi wybaczyć. Pan Antoni natomiast musi mi wybaczyć wszelkie nieścisłości, nie do końca zrozumiane zdania, cytaty włożone mu przeze mnie w usta. Wybaczyć lub skorygować.

Odchodzę wreszcie od JAS-51. Patrzę na niego i nadal nie mogę uwierzyć, że już go prawdopodobnie nigdy więcej nie zobaczę. Dlaczego musiało się tak stać? Nie rozumiem, nie chcę zrozumieć. Razem z nim odchodzi w niepamięć historia polskiego rybołówstwa. Znów będziemy o jakąś jej cząstkę ubożsi.

Jastarnia, 28 grudnia 2016

© Antoni Dubowicz

PS

Nie mam niestety dostępu do dokumentacji pana Antoniego Budzisza, przytoczę więc – dla zainteresowanych – historię JAS-51 na podstawie publikowanego na łamach Naszego Bałtyku „Wykazu Polskich Kutrów”, opracowywanego skrupulatnie przez Dariusza „Chemika” Tustirę:

WYKAZ POLSKICH KUTRÓW (3) – kutry typu B-368 (http://www.naszbaltyk.com/sylwetki-statkow/2485-wykaz-polskich-kutrow-3-kutry-typu-b-368.html )

34.) Arka 123 Gdy-58, typ B-368/III, Stocznia Nr 3/Północna, nr budowy S-139/Stocznia Rybacka, nr budowy 5/N6(?)
Stocznia Nr 3 --> od II.1950: Stocznia Północna w Gdańsku, nr budowy S-139, wodowany 1951
Stocznia Rybacka w Gdyni, nr stoczniowy 5/N6(?), ukończony VIII.1951
UWAGA: numer budowy w Stoczni Rybackiej prawdopodobny, niewykluczone, iż był to numer 13/N6
PRS 42019 --> od1975: PRS 420019; MMSI 261006940
sygnał wywoławczy: SOKJ (odebrany na początku lat 70-tych) --> od II. poł. lat 90-tych: SPG2375
charakterystyka w I.1959: 36 BRT, 12 NRT, 17 ton; 17.37(całk.)/16.22(rej.)×5.03×? m, głębokość kadłuba 2.22 m, wysokość boczna 2.44 m; silnik 2-cyl. Kromhout 2H4, rok produkcji silnika 1950, nr silnika 11971, 100 KM; 8 węzłów
charakterystyka w I.1972: 36 BRT, 12 NRT, 17 ton; 17.37(całk.)/16.22(rej.)×5.03×? m, głębokość kadłuba 2.22 m, wysokość boczna 2.41 m; silnik 4-cyl. Puck A-4, 100 KM; 8 węzłów
charakterystyka w I.1979: 36 BRT, 12 NRT, 17 ton; 17.37(całk.)/16.22(rej.)×5.03×? m, głębokość kadłuba 2.22 m, wysokość boczna 2.41 m; silnik 4-cyl. Puck B-120W(?), 100 KM; 8 węzłów
charakterystyka w I.1988: 36 BRT, 12 NRT, 17 ton; 17.37(całk.)/16.22(rej.)×5.03×? m, głębokość kadłuba 2.22 m, wysokość boczna 2.41 m; silnik 6-cyl. Puck SW680/195 Delfin, 121 kW/165 KM
charakterystyka w I.2005: 29 GT, 9 NT, 8.7 tony; 17.37(całk.)/15.14(rej.)×5.00×1.84 m, wysokość boczna 2.44 m; silnik 6-cyl. Puck SW680/195 Delfin, 121 kW/165 KM
VIII.1951: ukończony jako Arka 123 Gdy-58 (właściciel: Morska Centrala Zaopatrzenia; użytkownik: Przedsiębiorstwo Połowów i Usług Rybackich „Arka”; Gdynia)
poł.50-tych: Arka 123 Gdy-58 (Przedsiębiorstwo Połowów i Usług Rybackich „Arka”; Gdynia)
1.I.1959: Gdy-58 (Przedsiębiorstwo Połowów i Usług Rybackich „Koga”; Gdynia)
1959: Hel-96 (Przedsiębiorstwo Połowów i Usług Rybackich „Koga”; Hel)
21.XI.1962 po północy: w pomieszczeniu dziobowym wybuchł pożar (szyper Czesław Dominiak), ugaszony przez załogę
1965-1968: Koł-86 (Zygfryd Nocny; Kołobrzeg)
1969-1971: wymiana dotychczasowego silnika na silnik 4-cyl. Puck A-4, rok produkcji silnika 1955, nr silnika 44/65, moc 100 KM
1976-1978: Jas-51 (Antoni Budzisz; Jastarnia); Rejestr Administracyjny ROG/S/711
modernizacja dotychczasowego silnika do typu Puck B-120W(?), rok produkcji silnika 1955, nr silnika 44/63, moc 100 KM
1987: wymiana dotychczasowego silnika na silnik 6-cyl. Puck SW680/195 Delfin, moc 121 kW/165 KM
2011: Jas-51 (Antoni i Jadwiga Budzisz; Jastarnia)
X.2015: w służbie

 

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Komentarze   

0 #3 autor 2017-01-13 08:36
Siłą rzeczy, jako osoba spoza kręgu jastarnickich rybaków, nie mogłem po kronikarsku opisać całej historii rodzinnej, być może uwadze mojej umknęły też pewne treści rozmowy na kutrze lub przekazałem je niedokładnie. Świadomy tych niedociągnięć wdzięczny jestem zarówno za nieoczekiwanie duże zainteresowanie , jak i szczególnie za wszelkie uzupełnienia i poprawki do tekstu, wnoszone przez Was, drodzy czytelnicy.
Cytować
+1 #2 kaszub 2017-01-12 13:33
Pan Antoni został szyprem po śmierci swojego brata Jana , który to przez ponad 30 lat pracował na kutrze Jas 51. Kuter został zakupiony przez Antoniego - ojca p. Jana i p. Antoniego.
Jan - jeden z braci- był pracowitym, szanowanym i poważanym rybakiem w społeczeństwie Jastarni- o czym wiedzą wszyscy starsi i młodsi rybacy którzy Go znali oraz wszyscy Ci którym udzielał wsparcia i pomocy w tej ciężkiej pracy.
Cytować
+2 #1 jastarnik 2017-01-12 11:52
Witam
W opowieści Pana Antoniego coś się nie zgadza, możliwe że autor tego reportażu czegoś nie dopisał. Załoga się zmieniała nic nie wspomina o ojcu który ten kuter kupił i o bracie z którym pracował razem oraz o co najmniej jeszcze dwóch załogantach.
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: