16październik2018     ISSN 2392-1684

Kaszubskie Łodzie pod Żaglami 2018 – regaty z pokładu „Pucczanki”

000 DSC0203

Niedziela, 29 lipca 2018.

Wyimaginowana linia startowa przebiega gdzieś pomiędzy dwiema wetkniętymi w wodę chorągiewkami. Stawiamy żagle i krążymy w pobliżu, czekając na ostatni sygnał przed startem. Od tego momentu mamy minutę. Cyrkulujemy więc tak, by wejść w linię startu dokładnie w momencie rozpoczęcia regat. Odliczam ostatnie sekundy. Dziesięć, dziewięć, osiem. Jeszcze kawałeczek, jeszcze jeden zwrot. Siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden… Idealnie z sygnałem mijamy czerwoną chorągiewkę. Nie mamy jednak miejsca na manewry. Nasi konkurenci weszli bowiem w linię startu nie „z biegu”, jak my, tylko czekali na niej zwartą gromadą z opuszczonymi, zarytymi w dno mieczami. Woda jest tutaj bardzo płytka, więc nawet z postawionymi żaglami łodzie pozostawały w bezruchu. Teraz ruszają wszystkie równocześnie, zmuszając nas do pozostania w tyle.

Jest godzina 13:49. Przed nami dwadzieścia dwie łodzie i godzina regatowych zmagań. Rozpoczyna się sportowa rywalizacja.

Załoga zmaga się z wiatrem, ja staram się uchwycić w kadrach naszych przeciwników, ducha walki i zmienną pogodę na Zatoce.

Fotografii jest ponad sto, a więc wyjątkowo dużo. Tyle zostało po odsiewie. Wiem, że trudno obejrzeć je w jednym rzucie, proponuję więc oglądać je partiami i w maksymalnie możliwym powiększeniu. Wtedy fotki mają największą moc.

Linię mety osiągamy o 14:46 (to nieoficjalny odczyt z mojego zegarka) na doskonałej czwartej pozycji. Zgodnie z oczekiwaniami pierwsza przyszła regatowa „Amata” pana Aleksandra Celarka. Na drugiej pozycji uplasował się „Wašleuper”, trzeci był maleńki, acz przyzwyczajony już do premiowanych miejsc „Lëdgôrn” (obie łodzie z Jastarni). Nasze czwarte miejsce to świetny wynik i sądząc po gratulacjach z brzegu i radości załogi, nie jest to tylko moje zdanie. „Pucczanka” okazała się doskonałą łodzią i gwałtowne uczucie, jakim do niej zapałałem na wiadomość, że mogę dołączyć do załogi, wzmogło się jeszcze – jeśli to w ogóle możliwe.

Meta za nami, pozostało nam teraz zrzucić żagle i dojść do nabrzeża. Kręcimy jeszcze jedno malownicze kółeczko na wodzie, ściągając płótna, po czym opuszczamy silnik i powolutku zmierzamy do przystani, przy której zaraz zacumujemy. Przy pomoście znów tłoczno, wiec poruszamy się bardzo ostrożnie, co daje mi możliwość złapania kolejnych kilkunastu, kilkudziesięciu kadrów. Punkt trzecia jesteśmy przy pomoście.

Regaty zakończone. Ale nie dla mnie. Nie mógłbym zejść z łódki, nie robiąc na pożegnanie wspólnej, grupowej fotografii. Czas więc najwyższy, by przedstawić żeglarzy na fotografii. W pierwszym rzędzie w środku, w kucki, w czerwonej koszulce – pan Janusz Klimczuk, obok niego, w czarnym okolicznościowym t-shircie, pan Tomek Lewicki. Z tylu, pośrodku, sternik „Pucczanki”, pan Ireneusz Czarnecki. Oparty o bom stoi pan Roman Kużel. Uwaga, uśmiech! Pstryk! Zrobione!

To mógłby naprawdę być już koniec. Mógłby, gdyby nie życzenie załogi, bym i ja znalazł się na wspólnym zdjęciu. Wetknąłem więc aparat w ręce jakiemuś przypadkowemu młodzieńcowi – i jestem! Nie ukrywam, że to dla mnie wielkie wyróżnienie. Dziękuję Załodze z fantastyczną atmosferę na łodzi w najwspanialszych regatach, w jakich w życiu uczestniczyłem. Nie wypada prawie dodawać, że i pierwszych.

Odchodząc, uwieczniłem jeszcze na pożegnalnym zdjęciu „Pucczankę”, do której, jak już napisałem wcześniej, zapałałem nagłym i gorącym uczuciem.

Pan Janusz Klimczuk, jak się okazało, dyrektor MOSTiRu w Pucku, przesłał mi dane techniczne lodzi, które pozwolę sobie, za jego zgodą, dołączyć do artykulu – dla tych wszystkich, którzy szukają rzetelnej informacji o budowanych obecnie „pomerankach” i nigdzie nie mogą ich znaleźć:

© Antoni Dubowicz 2018

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: