19listopad2018     ISSN 2392-1684

DAGNA, FAIRPLAY IV i mokre drewno na Fińskim

00 DSC0177a

Dużo, dużo drewna moknie na nabrzeżu Fińskim. Na wielkim placu, na którym do niedawna stały magazyny portowe, teraz jest skład drewna. Magazyny rozebrano, by wybudować tu w następnych latach nowy terminal promowy. Przez jakiś czas hulające na tym pustkowiu wiatry wzniecały tumany kurzu piasku i cementowego proszku. Teraz jest to żółty drewniany pył, zasilany ciemnymi chmurami z dymiących na wietrze węglowych hałd na Polskim.

Wygląda na to, że najpoważniejszym ostatnio zajęciem portu stał się obrót drewnem. Trudno powiedzieć, czy bardziej przyczyniła się do tego pamiętna nawałnica w sierpniu 2017, która spustoszyła Bory Tucholskie, czy prowadzona bez opamiętania przez ministra Szyszkę wycinka Puszczy Białowieskiej. W każdym razie znów staliśmy się światowym potentatem wywozu drewna. Nie ma prawie dnia, by do portu nie wszedł jeden, dwa lub więcej statków po ten ładunek. Jednostki te nie rzucają się specjalnie w oczy. Są zwykle niepozorne i raczej nieduże, nie tak jak coraz dłuższe kontenerowce czy potężne masowce przywożące do nas węgiel i nawozy lub wywożące zboże. W bilansie gdyńskiego portu wzrost przeładunku drewna bije wszelkie rekordy, z 63.000 ton w roku 2016 do 234.000 ton w roku 2017. Obecny rok będzie pewnie jeszcze lepszy.

Ale wcale nie dla drewna poszedłem do portu w to szare popołudnie we wtorek 17 lipca. Prawdę mówiąc – nie wiem, co mnie tam zagnało. Pogoda była niezbyt piękna, całkowicie zgodna z prognozą: „…w dzień zachmurzenie umiarkowane i duże. Przelotne opady deszczu, lokalnie burze. Temperatura maksymalna nad samym morzem około 21°C. Wiatr okresami dość silny, północny i północno-wschodni. W czasie burz porywy wiatru do 70 km/h…”

Nic więc dziwnego, że na Ostrodze Pilotów tłumów nie było. Ba, nie było w ogóle żadnych ludzi, nie licząc czterech czy pięciu stałych bywalców z wędkami, których i tak nic nie odstraszy. Stałem tam więc starając się im nie przeszkadzać i gapiłem się na port. Ni stąd ni z owąd pojawiło się kilka holowników, kierujących się w stronę wyjścia. Aha, coś się dzieje! Sprawdziłem szybko w telefonie ruch statków. No i proszę, do Gdyni zmierzał wielki kontenerowiec, którego jeszcze nigdy nie widziałem. Postanowiłem zrobić mu kilka fotek. Zacząłem od wychodzących holowników (kocham te stateczki i mógłbym wyłącznie dla nich spędzić w porcie cały dzień). Obserwowałem więc wszystkie trzy, kiedy z cienia falochronu wyszedł czwarty i wziął kurs wprost na mnie. To „Fairplay IV” – rozpoznałem go bez trudu. Szedł w charakterystyczny dla siebie sposób, rufą do przodu. Nie skierował się jednak w głąb basenu IV, gdzie gdyńskie holowniki w ostatnich latach cumują, lecz po przejściu przez awanport zakręcił i zatrzymał się na wodach portu wewnętrznego tuż przy Ostrodze Pilotowej. Najwyraźniej na coś czekał. Na co, okazało się po chwili. Z szarości morza wyłonił się bowiem niski kadłub niewielkiego szarego statku z suwnicą nad długą ładownią. Wymalowany na burcie napis zdradził jego właściciela – WAGENBORG –holenderską firmę shippingową z ponad stuletnimi tradycjami. Zaraz potem udało mi się odcyfrować nazwę statku – „Dagna”.

To stosunkowo nowy, zbudowany w 2005 roku w stoczni Scheepswerf Ferus Smit B.V. w Hoogezand (to również port macierzysty) uniwersalny drobnicowiec o 110 m długości i pojemności brutto GT 3.990. Dwie duże, wentylowane ładownie (27,58 x 11,47 x 9m oraz 50,88 x 11,47 x 9m) mają łączną pojemność 280.000 ft³ (ok. 7.930 m³). Ładunek - w tym także kontenery -  może być również przewożony wierzchem, na klapach ładowni.

Dziś jednak luki towarowe „Dagny” były puste, gotowe na przyjęcie zalegającego na nabrzeżu drewna. Statek wszedł powoli do portu wewnętrznego i na obrotnicy numer 2 rozpoczął z pomocą steru strumieniowego na dziobie manewr zwrotu o 180°, tak by dojść do Fińskiego prawą burtą i zacumować dziobem w kierunku morza. Stanął zaledwie kilka, może kilkanaście metrów ode mnie.  

Nad bezpieczeństwem manewrującego statku przez cały czas czuwał kręcący się przy nim w pełnym pogotowiu „Fairplay IV”. Piękne widowisko! Napawałem się nim nie bacząc na niesprzyjające warunki pogodowe.

Napawać mogliby się i wędkarze, gdyby mieli jeszcze w ogóle oczy dla statków. Wpatrzeni w kołyszące się leniwie na wodzie spławiki zajęci byli zupełnie czym innym. Wrośli już w port tak bardzo, ze nie podnieśliby oka nawet na największy statek, nawet na „Queen Elizabeth”, gdyby właśnie weszła do Gdyni (co zresztą zdarzyło się niebawem naprawdę).

Czasem to im tego stoickiego spokoju nawet trochę zazdroszczę.

Ale wiecie co? Na kupno wędki i tak mnie nie namówicie!

Gdynia, 17 lipca 2018

© Antoni Dubowicz

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: