19sierpień2019     ISSN 2392-1684

W doku!

W doku Gdynia

Codziennie w rejs patrolowy po gdyńskim porcie wychodzi jeden ze stateczków Urzędu Morskiego. Do niedawna był to mocno już wysłużony „KONTROLER-6” (zbudowany w 1968 roku!), zastąpiony ostatnio przez nowiusieńką, nowoczesną jednostkę „KONTROLER-22”. Jest jednak rzeczą ogólnie wiadomą, że wyjątki potwierdzają regułę, dlatego też nie zdziwi Was fakt, że od czasu do czasu w obchód wyrusza kuter hydrograficzny, stawiacz pław „TUCANA”. I tak właśnie zdarzyło się w ostatnim dniu maja 2019. Na pokład dowodzonej przez Grażynę „Gagę” Sadłoń „TUCANY” weszło dwóch inspektorów ds. ochrony środowiska morskiego oraz ja, uszczęśliwiony tym zrządzeniem losu fotograf, gość z zewnątrz.

Podczas gdy „TUCANA” szła utartym szlakiem wzdłuż portowych nabrzeży, ja – zupełnie nieświadom tego, jaki zaszczyt mnie za chwilę trafi - obserwowałem codzienną pracę inspektorów, pana Bogdana Dobkowskiego i pana Pawła Pirskiego. Znajdowaliśmy się właśnie w basenie stoczniowym i fotografowałem remontowane statki, stojące w pływających dokach. Kiedyś uczestniczyłem już w takim obchodzie na „KONTROLERZE-6”, wówczas przeszliśmy obok doków i poszliśmy dalej.

Tym razem jednak było inaczej. Nieoczekiwanie bowiem podeszliśmy do Doku Nr 3 i zatrzymaliśmy się przy jego krawędzi. Do przejścia na niego szykował się pan Paweł. Właśnie robiłem mu zdjęcie, gdy kiwnął do mnie, abym dołączył! Zaskoczenie moje było nie do opisania, lecz dwa razy zapraszać mnie nie trzeba! Wiem, że taka okazja zdarza się raz na sto lat! Błyskawicznie nałożyłem więc na głowę podany mi kask i po raz pierwszy w życiu wkroczyłem na dok. Stał w nim średniej wielkości statek świeżo po remoncie, czekający już tylko na wydokowanie.

Kiedy więc pan Paweł wspólnie z pracownikiem stoczni robił obchód sprawdzając, czy nie zapodziała się gdzieś jakaś porzucona na dnie doku puszka z farbą czy cokolwiek innego „zapomnianego”, czego tam być nie powinno (nic nie było!), ja miałem trochę czasu, by zrobić kilka zdjęć dokowanego statku z zupełnie nowej, „oddolnej” perspektywy (nie zapominając jednak o tym, że nie wolno mi ujawnić nazwy jednostki).

I tak narodziły się dzisiejsze Morskie Kadry! Kto wie, czy coś takiego zdarzy mi się jeszcze raz?

© Antoni Dubowicz 2019

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: