19sierpień2019     ISSN 2392-1684

URAN i FAIRPLAY 26 przy wejściu kontenerowca AGIOS DIMITRIOS

00 DSC0442b

AGIOS DIMITRIOS, po grecku Άγιος Δημήτριος , w tłumaczeniu na polski Święty Dymitr, to nazwa przedmieścia na południu wielkiej aglomeracji ateńskiej. Oddalone jest ono o 5 km od centrum Aten i około 4 km od wybrzeża Zatoki Sorońskiej. Mieszka tam ponad 71 tysięcy osób, jest to więc całkiem spore miasto.

Całkiem spory jest też kontenerowiec o tej nazwie, który wpadł do Gdyni w dniu 2 sierpnia tego roku. AGIOS DIMITRIOS ma niespełna 300 m długości (dokładnie 299,20 m, co na warunki Gdyni jest dużo), 40 m szerokości i zanurzenie maksymalne 14,52 m. Jego pojemność GT to 74.175 w jednostkach niemianowanych, lub też 6.500 TEU w przeliczeniu na liczbę kontenerów 20-stopowych. Nośność całkowita (tę podaje się w tonach) wynosi 85.700 t. Cóż jeszcze? Statek zbudowany został w 2011 roku w którejś ze stoczni należących do koreańskiej grupy Hanjin Heavy Industries, pływa pod flagą Liberii, a jego operatorem jest grecka kompania Conchart Commercial Inc. z siedzibą w Atenach.

Cechy szczególne? Nie ma. Nie wyróżnia się niczym, chyba żeby nudę i absolutną przeciętność zaliczać do walorów. Nawet czarny jak smoła dym, który AGIOS DIMITRIOS wypuszcza w dużych kłębach z komina przy włączeniu silnika, nie jest niczym szczególnym. Robi to znakomita większość wchodzących do Gdyni jednostek z pewną prostą zależnością – im większy statek, tym więcej dymu.

Nie byłoby więc być może wcale tych Morskich Kadrów, gdyby nie pracujące przy kontenerowcu holowniki, w tym wypadku URAN i FAIRPLAY 26. Wciąż ulegam uczuciu fascynacji, kiedy oglądam je, jak uwijają się przy statku. I ten widok nigdy mi się nie znudzi! I dlatego taki, a nie inny porządek tytułu! I proszę mi nie mówić, że nie zaczyna się zdania od i. Przecież wiem!

© Antoni Dubowicz 2019

PS: Tym razem akcję obserwowałem nie z Kapitanatu, nie z tarasu przy Muzeum Emigracji ani też nie z Ostrogi Pilotowej (która jest chyba najpiękniejszym miejscem do fotografowania statków), lecz z głębi portu. Przemieszczałem się tu i tam po nabrzeżu Norweskim; 264 metry w jedną, 264 metry w drugą stronę, szukając najszczęśliwszego miejsca do kolejnego ujęcia. Efektem są te fotki. Zaliczmy to do plusów. Minusem jest jednak pewna drobna, acz dotkliwa zguba. Jest taka niewielka, nie większa od paznokcia na kciuku gumowa podkładka z tyłu aparatu, która służy właśnie do tego, by fotografując trzymać na niej kciuk. Otóż ta gumka niezauważenie się oderwała się i zginęła. I już nie znalazła. Dwukrotne przejście całej drogi (264 metry w prawo, 264 metry w lewo) nic nie dało. Czarnych plamek tej wielkości jest na nabrzeżu co najmniej milion, żadna jednak nie była tą! Pod gumką jest jednak jakaś śrubka i oczywiście okazało się, że trzymanie aparatu z kciukiem na śrubce jest na dłuższą metę niewygodne! Zacząłem więc szukać odpowiedniej gumki w necie – i faktycznie znalazłem. Na ebayu w Chinach. Mam wyłącznie złe doświadczenia z handlarzami z Chin, lecz cóż robić, jeśli nikt inny jej nie oferuje? Zamówiłem więc, zapłaciłem. Dostałem zwrotnego maila, że dojdzie do mnie prawdopodobnie między 20 sierpnia i 27 września. Pocieszające, że tego roku. Hmm, zobaczymy!

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: