21listopad2019     ISSN 2392-1684

Kaszëbsczé Bôtë Pòd Żôglama 2019 – regaty

41 regaty tradycyjnych kaszubskich łodzi w Chałupach 2019

Niedziela, 28 lipca 2019. Czterdzieste pierwsze regaty tradycyjnych kaszubskich łodzi w Chałupach.

O tym, co działo się przed startem, już pisałem: https://www.naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/3934-kaszebscze-bote-pod-zoglama-2019-przed-startem.html

Łódź nasza to STRUGA, cudo z warsztatu Jacka Strucka z Jastarni. Jej właścicielem i sternikiem jest od niedawna (jeśli rok to niedawno) Grzegorz Sujecki. Start łodzi w tegorocznych regatach stał do końca pod znakiem zapytania. Stała załoga płynąć nie mogła, w ostatniej chwili udało się skompletować ochotników. Przedstawmy ich tutaj słowami samego sternika (bo kto zrobiłby to lepiej?):

Michał Duszewski - lekarz pokładowy, Ewa Mazur - balast korekcyjny lewego halsu, Marek Redlin - korepetytor języka kaszubskiego i tłumacz, Antoni Dubowicz - kronikarz wyprawy i balast dziobowy i Grzegorz Sujecki - sternik.  Oraz pies Milo - by rzecz uściślić (przyp. AD)

Część z nas nigdy się nie widziała, część z nas w zasadzie nigdy nie pływała (zgadniecie, o kim piszę?), musimy więc dopiero poznać swoje miejsce na łodzi i zgrywać się już w trakcie regat. Próbujemy zrobić to w przyśpieszonym tempie. Idzie nam nie najgorzej, więc niebawem STRUGA mknie kursem na wiatr z nadzieją na lotny start. To dałoby nam zaraz na wstępie dobrą pozycję wyjściową. Jeszcze tylko kilka metrów. Nagle jednak niespodzianka – idący przeciwnym kursem bôt wykonuje nieoczekiwany zwrot i pakuje się nam wprost przed dziób! Za nim to samo robi większa pomeranka, która nie pozwala mu na ucieczkę z tego ryzykownego manewru. My też nie zdążymy wykręcić, za późno! Trzask, walimy dziobem w burtę EPLONGI, uderzenie wytrąca nas z kursu, usiłujemy opanować szok, nerwy i łódź. Dobry start jednak diabli wzięli. W rezultacie wyznaczającą linię startu żółtą chorągiewkę mijamy dopiero o 13:46. Przed nami uciekająca konkurencja. Okazja, by zrobić łodziom kilka zdjęć od rufy.

Tymczasem emocje nieco się uspokoiły, staramy się wczuć w wyznaczone nam na role, żeglujemy nie najgorzej, acz świadomi własnych niedociągnięć. Łódka natomiast sprawuje się wręcz idealnie, wyraźnie pokazując, że jest w stanie iść szybciej i sprawniej. Dokładamy więc starań, co natychmiast daje rezultaty. Płyniemy coraz spokojniej, równiej, ruchy nasze staja się mniej przypadkowe, uczymy się!

Przy podejściu do drugiej bojki przegania nas IWA. Walczymy dzielnie, ale przegrywamy o włos. To mobilizuje nas do jeszcze większego zaangażowania. Do ostatniej bojki podchodzimy jednym długim halsem bez zbędnych, kosztujących cenne sekundy zwrotów. Przelatujące od czasu do czasu niewielkie szkwaliki dają nam poczucie, że STRUGA kocha wiatr! Żeglujemy więc jeszcze odważniej! To się opłaca! Na ostatniej prostej rewanżujemy się IWIE, zostawiając ją z tyłu. Teraz goni nas OST, dużo większy od nas bôt z Helu. Zbliża się powolutku, ale jednak nie daje rady. Linię mety przechodzimy przed nim! Rozbrzmiewa sygnał, że przyjście nasze zostało zarejestrowane, pokazujemy numer startowy. Jest to numer 4. Patrzę na zegarek, jest godzina 14:38, żeglowaliśmy 52 minuty. Liczę maszty stojących już przy pomoście łodzi, które ukończyły regaty przed nami. Widzę pięć albo sześć. Obserwuję miny załogi, minę sternika. Zadowolone twarze, uśmiech na ustach. Ja sam jestem dumny jak paw, ale usiłuję tego nie pokazywać.

Kierujemy się w stronę drewnianego pomostu, przy którym jednak nie ma dla nas miejsca. Stajemy więc blisko brzegu, kołysząc się łagodnie na wodzie. Teraz już wiem, dlaczego wszyscy żeglarze (oprócz mnie) noszą szorty. Brodzenie w dżinsach w wodzie po kolana nie jest rozwiązaniem zbyt komfortowym. Temat ten pomińmy jednak milczeniem.

Pora się rozstać, niestety. Załoga uda się zaraz na ogłoszenie wyników, po czym zajmie się tym, czym się żeglarze zwykle po regatach zajmują. Mnie jednak z nimi nie będzie, czekają na mnie obowiązki rodzinne. Na pożegnanie jeszcze pamiątkowa fotografia – i tyle. Po regatach. Jeszcze nie wiem, jakie zdjęcia zrobiłem, zobaczę to dopiero później na ekranie laptopa. Mam nadzieję, ze nie zawiodę „mojej” załogi!

© Antoni Dubowicz 2019

PS: Kilka dni później zwróciłem się drogą mailową do pana Marcina Budzisza, sołtysa Chałup i gospodarza zlotu z prośbą o oficjalne wyniki regat. Oto one. Panie Marcinie, kocham Pana! To najpiękniejszy dokument, jaki można sobie wyobrazić!!!

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: