04kwiecień2020     ISSN 2392-1684

XI Zlot jachtów z duszą „Próchno i Rdza” 2019

00 DSC 0161a

Wszystko zaczęło się od telefonu. Pewnego dnia zadzwonił Grześ. Jak co roku, wybierał się z przyjaciółmi na Próchno i Rdzę. Problem w tym, że do Helu dotrzeć mieli w czwartek, 10 października, a wyruszyć mogliby dopiero po pracy i nie zdążyliby na ostatni pociąg z Gdyni. Czy mógłbym jakoś pomóc? Rozejrzeliśmy się po rozkładach – i  nic! Faktycznie, nie ma żadnego połączenia. Ale od czego są koledzy? Jak nie zdążycie, zawiozę Was, nie ma sprawy - zadeklarowałem się. No i tak jakoś wyszło, że nie zdążyli.

A jeszcze zanim nie zdążyli, moja Ewunia wpadła na pomysł.

- Skoro już masz podrzucić Grzesia do Helu, wykorzystaj okazję i popłyń razem z nim!

Ha, to była myśl! Wystarczyła jedna rozmowa i już miałem miejsce na „Bryzie H”. To jest coś! Do tej pory nigdy się nie złożyło, bym był w Gdyni w czasie zlotu. Oprócz ubiegłego roku, wtedy spotkaliśmy się krótko w gdyńskiej marinie. Słowem, teraz mógłby być mój pierwszy raz!

Pojechaliśmy więc, do Helu dotarliśmy po północy. Wysadziłem moich pasażerów, mieli gdzieś załatwione kwatery, a sam pomknąłem do hotelu. Ładny pokoik w Cassubi za niewielkie pieniądze. Umówiliśmy się na rano. Spałem nie najlepiej, byłem podekscytowany wyprawą, a jeszcze bardziej tym, czy dam sobie radę. Towarzyszyły nam bowiem ostrzeżenia o nadciągającym sztormie. Na Zatoce miało być nieciekawie, z wiatrem z południowego wschodu o sile 6-8, w porywach 9 w skali Beauforta i opadami deszczu. Było też dość zimno. Już wieczorem odkryłem, że nie wziąłem ze sobą żadnych rękawiczek. Rano okazało się, że nigdzie ich w Helu nie kupię.

Plan zlotu zakładał wyjście jachtów z Helu około godziny 11.00 i kilka godzin pływania po Zatoce, tak by wejść do gdyńskiej mariny około 16.00. Poszedłem do portu dobrą godzinę wcześniej, rozejrzałem się, pospacerowałem wzdłuż nabrzeży, zerknąłem przez falochron na morze  – i ogarnął mnie niepokój. Wiatr był silniejszy, niż przypuszczałem, na domiar złego nieprzyjemna, ostra fala wchodziła wprost w wejście do portu, powodując duże falowanie. Jachty szarpały się więc na uwięzi przy pomostach i nabrzeżach, tańczyły wściekle na wodzie, zawieszone na wantach flagi łopotały złowrogo, wiatr gwizdał w olinowaniu. Ładnie, ale i groźnie. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad moim uczestnictwem w tym wypadzie. Nie jestem żeglarzem, woda to raczej nie mój żywioł (szczególnie, jak trzeba mnie z niej wyławiać), poza tym nawet nie wiem, jak zareagowałby mój organizm na sztormowe warunki. Zacząłem wątpić, że to dobry pomysł. Innymi słowy, obleciał mnie po prostu strach. Tym bardziej, że zamiarem moim było nie tyle żeglować, co robić zdjęcia. A to wydało mi się niemożliwe i wręcz niebezpieczne na skaczącej, nurzającej się w morzu, zalewanej wodą, wierzgającej na fali i wietrze łodzi.

W rozterce pomógł mi znów telefon. Tym razem do mojej Ewuni, również zaniepokojonej ostrzeżeniami o sztormie.

I tak oto nie zostałem członkiem załogi „Bryzy H” ani żadnej innej uczestniczącej w zlocie łodzi. Szczęśliwie Grześ nie miał mi tego za złe. Wilki morskie mają dużo zrozumienia dla szczurów lądowych, nawet tych z ambicjami. To nie ostatni zlot, nie ostatni jacht, nie ostatnia szansa. Trafi się następna!

Pozostając na twardym gruncie poczułem się od razu lepiej. Po fakcie, z perspektywy czasu jestem pewien, że podjąłem dobrą decyzję. Takich fotografii nie zrobiłbym z pokładu. W innych warunkach byłaby oczywiście inna rozmowa, ale warunki były jakie były.

Zdjęć jest dużo, może za dużo, ponad sześćdziesiąt, ale też dużo jachtów w zlocie uczestniczyło. Lista zapisów organizatora podaje ich 40 (czterdzieści!), 20 w kategorii Próchno i 20 w grupie Rdza. Oto one:

Próchno

Andromeda, Antica, Blue Lady, Bryza H, Copernicus, Dunajec, Farurej, Gwarek, Hetman, Jagiellonia, Karawela II, Ladies&Gentelmen, Legia, Mokotów, Radogast, Roztocze, Sharki, Smuga Cienia, Stomil, Tauri.

Rdza

Czarny Diament, Dione, Empatia Polska, Gedania, Helios Hel, Hoorn, Ina, Inatiz, Isfuglen, Krevetka, Luc-Ander, Malbork, Merkury, Mestwin, Nashachata II, Patagonia, Rzeszowiak, Sailor z Tczewa, Solanus, Sójka.

Nie wszystkie z nich były w Helu. Być może popłynęły od razu do Gdyni i tam czekały na pozostałe, być może z powodu sztormu zrezygnowały (jak ja) lub nie dotarły. Widziałem natomiast kilka innych jachtów, których nie było na liście (Junga, Brązowa Stena - oba "plastiki" nota bene). Rozpoznacie je pewnie na poniższych fotkach (pod warunkiem, że w ogóle przebrniecie przez tę masę ujęć). Nie ująłem tu Generała Zaruskiego, który również był obecny w Helu. Stał przy Falochronie Południowym, z dala od innych jachtów i odniosłem wrażenie, że nie miał nic wspólnego ze Zlotem, choć mogę się mylić. Może po prostu nie doczekałem.

Zacznijmy od krótkiego filmiku, który lepiej wprowadzi Was w klimat dnia. Zapraszam:

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Razem z funkcją F11 obraz jest naprawdę duży!)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć)

© Antoni Dubowicz 2019

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Komentarze   

0 #1 Grzesiek 2019-12-12 20:57
Jeszcze raz pięknie dziękuję za pomoc Antek... W imieniu swoim, oraz Hani i Kazika. Przyjaciół poznaje się w potrzebie.
A w przyszłym roku znów jest Zlot. I mam nadzieję że tym razem uda się razem pożeglować.
Pozdrowienia serdeczne (dla Ewci także).
Grzesiek :)
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: