23listopad2020     ISSN 2392-1684

Port, nocna zmiana

00 DSC0281aa

Statek obserwowałem od dwóch dni, a właściwie – dokładniej rzecz ujmując – od dwóch nocy. Stał przy nabrzeżu Polskim i ładował węgiel, nieprzerwanie przez całą dobę, na trzy zmiany. Właśnie w nocy wyglądał szczególnie interesująco. Ciemny, masywny kadłub otoczony aureolą świateł i dwa poruszające się tam i z powrotem wysokie dźwigi z migoczącymi podczas ruchu reflektorami na szczycie. Co rusz zerkałem przez kuchenne okno, w końcu postanowiłem ruszyć do portu i zobaczyć ten spektakl z bliska. Nie przeczę, chciałem też przy okazji sprawdzić, czy uda mi się to sfotografować.

Zdjęcia ruchomych obiektów w nocy? Hmm, to niełatwa sprawa. Szczególnie dla takich jak ja amatorów fotografowania „z ręki”. Statyw bowiem nie jest dla mnie żadną pomocą, lecz uciążliwym balastem. Naprawdę nie lubię naświetlanych długo, rozmytych kadrów, w których rwąca woda sprawia wrażenie waty, a człowiek staje się bezcielesnym duchem. Statyw leży więc bezczynnie w kącie. Co najwyżej zdarza mi się dokręcić do aparatu monopod - w charakterze ciężarka -, kiedy bardzo wieje i potrzebna mi dodatkowa stabilizacja. Z zasady jednak fotografuję z ręki i bez błysku, by światło, a co za tym idzie, również atmosfera były prawdziwe. Czy to mi się teraz uda? Warto spróbować!

Do portu wybrałem się wreszcie we wtorek, 28 stycznia późnym wieczorem. Pierwsze wrażenie – światła było dużo więcej, niż się spodziewałem. Drugie – udało mi się wybrać odpowiedni obiektyw! Wiedziałem też z grubsza, z czym przyjdzie mi się zmierzyć, przed wyjściem sprawdziłem w sieci, co to za statek i co ładuje.

MG HAMMOND to całkiem spora i dość nowa jednostka, pływająca pod banderą panamską. Ma 229 m długości i 35 m szerokości. Pojemność ładunkowa GT wynosi 45.252, tonaż DWT 84.858 ton. Statek zbudowała w 2016 roku japońska stocznia Saijo Shipyard, należąca do grupy Imabari Shipbuilding Co., Ltd. Jego właścicielem rejestrowym jest Taiei Naviera SA z Singapuru.

W Gdyni MG HAMMOND ładował koks. Sądząc z minimalnego zanurzenia, dużo koksu! To was może zaskoczy, węgiel jest bowiem surowcem, który w milionach ton do naszych portów przywozimy, a tu nagle – załadunek. Znaczy, eksport! Czyli nie każdy krajowy węgiel jest marnej jakości? Zgadza się, wydobywamy również węgiel koksujący, który jest (oprócz rudy żelaza) niezbędnym składnikiem do produkcji stali. Ten węgiel sprzedaje się bardzo dobrze, wysyłamy go więc z dużym zyskiem do całej Europy.

Głównym producentem koksu w Polsce jest utworzona w 1993 roku Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW), działająca na Górnym Śląsku. W jej skład wchodzi obecnie pięć kopalń węgla kamiennego: Borynia-Zofiówka, Budryk, Jastrzębie-Bzie, Knurów-Szczygłowice i Pniówek. Dwa dużej skali projekty węglowe realizuje u nas również australijska grupa Prairie Mining. Kopalnia Dębieńsko, zlokalizowana koło Rybnika, ma produkować węgiel koksujący typu 35,  głównym produktem Kopalni Jan Karski, położonej w okolicach Lublina, miałby być węgiel koksujący typu 34. Rozmowy o współpracy pomiędzy Mining i JSW zostały jednak w ostatnich miesiącach zawieszone. Z doniesień prasowych wynika, że Australijczycy mają poważne kłopoty z naszym rządem. Praire Mining zaskoczona jest faktem, że niespodziewanie koncesję na wydobycie węgla kamiennego na obszarach jej kopalni Jan Karski przyznano w grudniu 2019 kopalni Bogdanka. Wygląda na to, że międzynarodowa współpraca jakoś się nie układa.

Jakby jednak nie było, 28-go ładowano nasz koks, skądkolwiek on pochodził, do przepastnych ładowni MG HAMMOND. Towar wyruszyć miał do Tarentu (wł. Taranto), portu i gminy w Apulii, na podeszwie włoskiego buta, jednej z dwóch głównych baz Marina Militare, ważnego ośrodka przemysłu stalowego, chemicznego i spożywczego, jednego z najbardziej zatrutych miast świata.

 Akurat gdy podchodziłem do statku, dźwigi przestały pracować. Prawdę mówiąc ucieszyłem się, bo pozwoliło mi to podejść bliżej, co by się nie udało podczas przeładunku. Przyczyną chwilowego przestoju okazał się być biały busik z logo Usług Rzeczoznawczo-Kontrolnych firmy Polcargo. Dwóch panów pakowało do niego czarne worki z próbkami ładowanego na statek koksu. Domyślam się, że próbki pojechały do laboratorium. Kontrola jakości!

Dzięki temu miałem trochę czasu, by ująć temat z kilku różnych perspektyw. Rezultatem są poniższe fotki. Jedziemy więc z tym koksem, zapraszam do oglądania.

© Antoni Dubowicz 2020

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: