10sierpień2020     ISSN 2392-1684

Dwie wyprawy na trzy pławy

00 trzy plawy

Dwa dni na „Tucanie” stały pod znakiem trzech pław. Pierwsza czekała na nas na podejściu do portu w Gdańsku, druga na Martwej Wiśle, trzecia w Porcie Północnym.

Zacznijmy jednak od początku, od dnia pierwszego, 13 lutego. Od pomostu w Basenie Prezydenta „Tucana”, stateczek hydrograficzny Urzędu Morskiego w Gdyni, odeszła kilka minut po godzinie ósmej. Czyli rano. Jak na mnie, nawet bardzo rano (od czasu, kiedy nie muszę już pracować, rozleniwiłem się i poranki moje bywają długie!). „Tucaną” dowodziła znana już Wam z kilku Morskich Kadrów Grażyna (Gaga) Sadłoń. Pozostali członkowie załogi to Andrzej Ustarbowski, mechanik oraz Bogdan Grubba i Eugeniusz Jurkiewicz, marynarze. 

Dzień rozpoczęliśmy od podejścia do siedziby gdyńskiej Grupy Oznakowania Nawigacyjnego przy Nabrzeżu inżyniera Wendy, skąd zabraliśmy Piotra Rawłuszewicza, specjalistę z Zespołu Serwisowego.

W drodze do Gdańska Gaga podszkoliła mnie nieco w dziedzinie oznaczeń nawigacyjnych i stąd wiem, że na torze wodnym, prowadzącym do portu stawiane są pławy – po prawej stronie zielone, po lewej czerwone (podobnie jak światła nawigacyjne na statku). Pławy te są numerowane, przy czym zielone są nieparzyste (1,3,5,7 itd.) a czerwone parzyste (2,4,6,8 itd.). Przykładowo: zielona pława z numerem 1 jest więc zawsze pierwszą, najbardziej wysuniętą w morze pławą po prawej stronie toru wodnego (patrząc w kierunku wejścia do portu).

Z reguły takie numeryczne oznaczenie pław jest wystarczające. Jednak w przypadku szczególnym, z jakim mamy do czynienia na Zatoce Gdańskiej, gdzie w bezpośredniej bliskości znajdują się podejścia do aż trzech portów – jednego w Gdyni  i dwóch w Gdańsku (Nowy Port i Port Północny), pławy mają dla większej jasności dodatkowe oznaczenia literowe: na torze do Gdyni G-1, G-2, do Nowego Portu N-1 do N-12, do Portu Północnego P-1 do P-23.

Naszym celem była pława N-10 - piąta po lewej stronie toru wodnego do Nowego Portu. Jest to pława typu Spar Buoy, tzw. przegubowa, za pomocą szekli połączona bezpośrednio z kotwicą. Tego typu pława to zwykle długa rura, od kilku do nawet 108 metrów, wystająca wysoko nad wodę, u góry zakończona galeryjką dla serwisanta. W tym wypadku część podwodna pławy liczy jakieś 10 metrów, a kotwicą jest duży betonowy klocek o wadze 20 ton. W przeciwieństwie do pław na łańcuchu, pławy przegubowe trzymają pozycję, nie mają tendencji do myszkowania, przemieszczania się pod wpływem prądu, wiatrów i falowania.

Pława N-10 ma światło czerwone, migające, z równymi sobie błyskami o częstotliwości nominalnej od min. 50 do max. 80 błysków na minutę.

Zadaniem Zespołu Serwisowego był montaż i naprawa uszkodzonego monitoringu razem z regulatorem napięcia. Pan Piotr musiał więc dostać się na szczyt pławy. Aby to zrobić trzeba było najpierw zdemontować reling na lewej burcie pokładu roboczego „Tucany” i podejść do pławy na tyle blisko, by móc złapać ją bosakiem, przyciągnąć do burty i przyczepić do statku. Następnie pan Piotr musiał wdrapać się na galeryjkę u szczyru pławy (to jakieś 4 metry nad poziomem morza). System zaawansowanego monitoringu dostarcza Radiolatarni Gdynia bieżących danych o pławie -  jej pozycję, napięcie akumulatorów, informację, czy lampa się świeci itp. Wbudowany inklinometr pokazuje jej wychylenie, czujnik uderzenia alarmuje, gdy przykładowo jakiś statek w nią uderzy. Niektóre pławy przekazują również informacje meteo, mierzone za pomocą z wiatromierzy, detektorów i innego sprzętu, na N-10 jednak te dane nie sa zbierane.

Na galeryjce pan Piotr spędził jakieś 25 minut, po czym powrócił z wysokości na pokład „Tucany”. Pierwsza pława naprawiona, możemy ruszać dalej!

Pława N-10, fotografie:

_________________________________________________________________________________________________________________________________

Druga pława jest na Martwej Wiśle. „Tucana” ruszyła więc na wschód, szerokim łukiem omijając Port Północny, po czym przecięła tor wodny do PP i udała się w kierunku ujścia Wisły Śmiałej. Mniej więcej 2,5 km w górę rzeki, minąwszy leżące po prawej burcie Narodowe Centrum Żeglarstwa, przystań jachtową w Górkach Zachodnich i parę pomniejszych stoczni i przystani, po lewej zaś długą groblę i rezerwat przyrody Ptasi Raj, do Wisły Śmiałej wpada Martwa Wisła. Początkowo sprawia wrażenie cienkiej strugi z odchodzącym od niej niewielkim basenem jachtklubu Neptun, rozszerza się potem znacznie, ukazując baseny stoczniowe należące do Alu Shipyard i Stoczni Wisła. Szczególnie ta ostatnia odegrała w historii polskiego budownictwa okrętowego nader ważną rolę. W obecnej swej postaci działa od 1994 roku, jednak już w 1888 roku istniała tu baza remontowa lodołamaczy. Od tego czasu na terenie obecnej Stoczni Wisła powstało ponad 1.500 różnego typu i rodzaju jednostek, z których wiele pływa do dzisiaj.

Podobnie jak na morskich podejściach do portów, tor wodny na Martwej Wiśle również oznaczony jest pławami. Jest ich w sumie 28 i oznaczone są za pomocą cyfr. Większość z nich to pławy typu SVV 500, wyposażone w szczytowe światło ledowe i trzy baterie wewnątrz korpusu. Wyjątkiem są trzy pławy, w których bateria się już wyczerpała i wymieniono je na tańsze w obsłudze i eksploatacji pławy typu 200, na których zamontowana jest lampa z solarem. Jedną z nich jest „nasza” pława 8, na której rozładował się solar. Pława wysłała więc sygnał do gdyńskiej Grupy Oznakowania Nawigacyjnego. I to jest przyczyna obecności pana Piotra na „Tucanie”.

W porównaniu z N-10 pława 8 jest maleństwem. Procedura złapania jej była wprawdzie taka sama, za pomocą bosaka i liny, lecz z racji jej skromnych rozmiarów możliwa była naprawa z pokładu. Pan Piotr rozprawił się z nią szybciutko, w niecałe 7 minut! Wymieniony moduł lampy z solarem trzeba było potem jeszcze „uśpić”. Odbyło się to zupełnie niespektakularnie przy pomocy niewielkiego pilota. Przyglądałem się z bliska, jak pan Piotr to robi. Było to dla mnie wielkim wydarzeniem, widziałem to po raz pierwszy w życiu!

Pława 8 świeci światłem czerwonym, błyskowym o okresie 5 sekund (1,5 sekundy błysk, 3,5 sekundy przerwy)

Pława 8, fotografie:

Wracaliśmy tą samą drogą, którą przybyliśmy, Martwą Wisłą do Wisły Śmiałej, dalej do jej ujścia, po czym… No właśnie, po czym w planie było pójście do Bazy Oznakowania Nawigacyjnego w Gdańsku. Byliśmy już na kursie na wysokości Portu Północnego, kiedy nadeszła decyzja, że jednak nie, nie zawijamy do Bazy, tylko wracamy do Gdyni! Załoga się ucieszyła, ja w sumie też. Zawsze to bowiem lepiej wrócić do domu wcześniej niż później, tym bardziej, ze pogoda zaczęła się psuć. Niebo zasnuło się szarymi chmurami, zrobiło się chłodno i mgliście. W Gdyni zatrzymaliśmy się nietypowo w basenie Węglowym przy nabrzeżu Duńskim. Tuż obok, o czym mało kto wie, mieści się w należącym do Urzędu Morskiego niewielkim budyneczku między innymi Wydział Usług Remontowych Taboru Pływającego. A nam potrzebna była szybka naprawa lub wymiana jakiegoś drobiazgu do maszyny. Dzięki temu miałem czas, by pokręcić się i obfotografować stojące akurat w Węglowym duże masowce. To byłby temat na kolejne Morskie Kadry.

_________________________________________________________________________________________________________________________________

Do trzeciej pławy wybraliśmy się następnego dnia. Wszystko zaczęło się dokładnie tak jak w przeddzień, od podejścia do Grupy Oznakowania Nawigacyjnego przy nabrzeżu Inżyniera Wendy po serwisanta. Był nim znów pan Piotr Rawłuszewicz. Choć nie, to niezupełnie tak się zaczęło. Naprawdę było tak, że Gaga zapomniała o mnie! Kiedy dochodziłem do pomostu, przy którym cumuje „Tucana”, zobaczyłem już tylko rufę odchodzącego stateczku! Szczęśliwie Gaga odebrała telefon (choć nie od razu) i wróciła po mnie. Gdyby nie to, nie byłoby Morskich Kadrów z trzema pławami, sprawa zamknęłaby się na dwóch! Jak widać, tak jednak stać się nie miało. Szczęściarz Antoni!

Możemy więc kontynuować. Trzecia pława czekała na nas w Porcie Północnym.

Jest to inna pława niż dwie poprzednie, nie stoi na skraju podejścia do portu. Nie jest więc ani czerwona ani zielona, jest żółta i ma umieszczony na szczycie znak w kształcie litery X. To oznacza (szybki kurs Gagi znów się tutaj kłania), że mamy do czynienia ze znakiem specjalnym. Jego zadaniem nie jest wspomaganie nawigacji, lecz wskazanie specjalnego rejonu lub obiektu, o których informują mapy lub inne odpowiednie dokumenty i publikacje nautyczne. Może oznaczać rozgraniczenie ruchu, wysypisko, strefę ćwiczeń wojskowych, strefę rekreacyjną albo też kable lub rurociągi. W naszym konkretnym wypadku znajdująca się pomiędzy Pirsem LPG i Pirsem Rudowym pława RUDA-1 oznacza (wspólnie z pławą RUDA-2 w głębi basenu portowego) granicę spłycenia. Jest to pława typu 1400, świecąca światłem żółtym, błyskowym o cyklu 2,5 sek (0,5 sekundy błysk, 2 sekundy przerwy)

RUDA-2 wyposażona jest w umieszczony w jej wnętrzu kosz akumulatorowy z 2 akumulatorami 40 Ah oraz 5 watową żarówkę na szczycie. Jest to specjalna żarówka dwuwłóknowa, automatycznie zapalająca drugie włókno, jeśli pierwsze się przepali. Żarówkę trzeba wymienić dopiero kiedy przepalą się oba.

Nie wiedzieliśmy, idąc do pławy, jakiego rodzaju będzie to naprawa. Dlatego też w Porcie Północnym podeszliśmy najpierw do nabrzeża kapitańskiego, gdzie zaopatrzyliśmy się w nowy kosz z akumulatorami. Okazało się jednak, że nie będzie on nam potrzebny i wystarczy wymiana samej żarówki. Pan Piotr nie miał więc wiele do roboty. Zanim zdążyłem przejść z tylnego pokładu (skąd fotografowałem łapanie i przyczepienie pławy do burty „Tucany”) na przedni, by zmienić stanowisko podczas wymiany światła, było już właściwie po wszystkim. Zdążyłem jeszcze tylko uchwycić ostatnie czynności tuż przed uwolnieniem pławy. Pewną rekompensatą jest to, że pan Piotr dał mi w prezencie zepsutą żarówkę, dzięki czemu możecie i Wy obejrzeć ją z bliska!

RUDA-2, fotografie: 

_________________________________________________________________________________________________________________________________

I to jest chyba dobry moment, by zakończyć temat trzech pław. Pozostałą część wyprawy - nasz pobyt w Bazie Oznakowania Nawigacyjnego, patrol po pogłębianej Martwej Wiśle wzdłuż przebudowywanych intensywnie nabrzeży portowych aż do terenów stoczni „Remontowa” -  pozostawię sobie na później, na inną okazję. Być może będzie z tego jeszcze więcej Morskich Kadrów. Kiedyś. Zobaczymy.

© Antoni Dubowicz 2020

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Komentarze  

0 #2 andrzej 2020-05-18 19:30
nauka locji zat. Gdańskiej - super
Cytować
0 #1 piotr 2020-03-16 08:29
Wspaniała wycieczka..Dzię kuję i pozdrawiam Wszystkich. Piotr..
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: