16wrzesień2021     ISSN 2392-1684

Czarna RUTH (HG 264)

01 aDSC0422

Pierwsze wodowanie w tym roku w gdyńskiej stoczni Karstensen. Pierwsze i od razu najtrudniejsze w historii. RUTH, bo tak nazywa się wodowany kuter, to jednostka bardzo duża, mierzy prawie 90 metrów i waży w stanie surowym (bez silnika, nadbudówek, masztu i bramy rufowej) 2.300 ton. Jeszcze nigdy nie zbudowano tu większego statku! Nie sposób byłoby go zwodować przy pomocy dźwigu pływającego, najpotężniejszy na naszych wodach gdański CONRAD CONSUL podnieść może „zaledwie” 400 ton, gdyńska MAJA 360 ton. Wykorzystanie samozanurzającej się barki TRONDS BARGE 30, która służyła Karstensenowi przy wielu wodowaniach, również nie wchodziło w grę z uwagi na to, że jest ona po prostu za mała. W Karstensie mają na to jednak inne, sprawdzone już wcześniej rozwiązanie: wodowanie w doku pływającym. Jak to zrobić, zapytacie – przecież stocznia nie ma doku pływającego, w portowym basenie jest za płytko, nie byłoby tam nawet możliwości, by taki dok się mógł zanurzyć!

Rozwiązanie jest równie proste co skomplikowane. Wykorzystano dok Stoczni Nauta. Jak jednak przemieścić statek ze stoczni Karstensen do Nauty?

Teleportować się nie da, lądem też nie, pozostaje droga wodna. Jak? Po prostu, na barce!

Tak też zrobiono. W szczególe wyglądało to tak:

W pierwszym dniu wprowadzono RUTH (na kołach, przy pomocy systemu modułowych wózków pneumatycznych Kamag firmy Sarens) z placu stoczniowego na wielki ponton UR 5 (91,5 x 27,5 x 6,1 m), ustawiony przy nabrzeżu, po czym przeholowano ją do Nauty pod dok. 

W dniu następnym, a była to niedziela, 17 stycznia, RUTH przetoczono z pontonu na dok, ponton zabrano, dok się zanurzył, RUTH zeszła na wodę, po czym została wydokowana i zacumowana przy nabrzeżu wyposażeniowym. Tutaj w ciągu kolejnych kilkunastu dni zostanie na niej zamontowany silnik i agregaty, postawiona nadbudówka, maszt i bramownica rufowa. W połowie lutego RUTH ma być gotowa do przejścia na holu długiej drogi z Gdyni do Skagen, do stoczni-matki. Duński armator chciałby przejąć kuter już w czerwcu!

Brzmi to może dość prosto, ale wierzcie mi, tego rodzaju wodowanie to bardzo wymagająca operacja, zarówno ze strony technicznej jak i logistycznej. Jednak nie muszę chyba pisać, że ekipa Karstensena spisała się na medal!

Miałem przyjemność być w stoczni w sobotę, 16 stycznia. Przez kilka godzin obserwowałem pierwszą fazę przygotowań. I tak już niełatwe prace utrudniała dodatkowo pogoda. Właśnie nadciągnęła zima, a z nią minusowe temperatury, silny wiatr i przechodzące nad portem co rusz zadymki śnieżne. Jasne, że przez tak krótki czas nie zdążyłem zobaczyć zbyt wiele. Roboty tego dnia zaczęły się bowiem już o 4 rano, na ponton RUTH weszła dobrze po południu, a do Nauty wyholowano ją późnym wieczorem. Ja zaś przyszedłem do stoczni dopiero o godzinie 9:00, a wyszedłem z niej krótko przed 13:00.

Z tego jednak, co zobaczyłem, powstała ta relacja fotograficzna, składająca się z kilkuset zdjęć, z których wybrałem dla Was 108. Zbyt wiele na jeden raz, uznałem natychmiast. W związku z tym podzieliłem je na dwie równe części. Dziś pokażę Wam więc „tylko” 54 fotografie, co i tak jest okropnie dużo. Wierzę jednak, że obejrzą je ci, których to naprawdę interesuje. Cała reszta i tak nie przejdzie przez pierwsze trzy – media w dzisiejszych czasach żyją sekundą, nastawione są na jak najkrótsze spoty, a odbiorcy nie mają ani czasu, ani ochoty by zająć się jakąkolwiek treścią, zalewani masą niepotrzebnych, sekundowych, płytkich informacji bez wartości. Liczy się tylko liczba kliknięć (i co za tym idzie – zainteresowanie reklamodawców), a nie faktyczny dostęp do czytelnika, widza, słuchacza, odbiorcy.

Relację rozpocznę dokładnie tak, jak ją w drugiej części zakończę – fotografią RUTH, zrobioną z wnętrza hali stoczniowej. Lubię takie klamrowe kompozycje. Oczywiście jest tu trochę fotografii RUTH i uczestniczących w akcji holowników FAIRPLAY VII i STRALSUND, lecz znakomita większość ujęć przedstawia pracujących ludzi. Dla kogoś z zewnątrz, jak ja, jest ich (tych ludzi, nie tych fotek, choć tych także) zaskakująco dużo. Ale przecież wszyscy oni są potrzebni, każdy z nich jest jakimś trybikiem, niezbędnym do tego, by dzieło się udało. Znajdziecie więc na zdjęciach robotników placowych odśnieżających teren, przenoszących sprzęt i potrzebne materiały, operatorów dźwigów i wszelakich innych maszyn, spawaczy, cumowników, członków „stoczniowej” załogi statku, majstrów, konstruktorów, projektantów, podwładnych i szefów zarządu stoczni, a nawet kogoś rozsypującego szufelką piasek z wiaderka. Jeśli kogoś pominąłem (a pominąłem z pewnością) - przepraszam, nie zrobiłem tego naumyślnie, nie znam nawet zawodów i funkcji tych wszystkich ludzi na placu.

Zapraszam do części pierwszej:

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

cdn

© Antoni Dubowicz 2021

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: