26październik2021     ISSN 2392-1684

DANĄ do Helu – XII zlot Próchno i Rdza 2020

01 acDSC0977

Czwartek, 8 października 2020, zaczyna się „XII zlot jachtów z duszą” PRÓCHNO I RDZA. W tym roku jego organizacja była nadzwyczaj trudna. Przez długi czas nie było wiadomo, czy przy szalejącej pandemii koronawirusa COVID-19 zlot się w ogóle odbędzie, niepewna i zmienna była też lista zgłoszeń. W rezultacie, by być w zgodzie ze zmieniającymi się z dnia na dzień rozporządzeniami rządu, zorganizować trzeba było dwa zloty równocześnie: „Próchno – zlot drewnianych jachtów z duszą” i „Rdza – zlot stalowych jachtów z duszą”. Ostatecznie w kategorii „Próchno” znalazło się 17 jachtów, w kategorii „Rdza” 12.

Dziś, w czwartek, bractwo spotyka się w Helu, jutro ma wyruszyć do Gdyni. Widziałem i obfotografowałem już kilka zlotów, ale jeszcze nigdy nie uczestniczyłem w nim jako załogant. Jest to więc mój debiut. I to jaki! Płynę na regatowej łodzi klasy 6mR o imieniu DANA, najpiękniejszym i najstarszym jachcie w stawce, na dodatek jedynej łodzi stricte żaglowej, bez silnika! Do załogi zaprosił mnie skiper Ryszard „Knipdul” Grabowski, „drugim” na pokładzie jest Andrzej „Topsel” Treppa. Ja jestem tym trzecim i ostatnim.

Wyjeżdżamy z Gdyni z samego rana, jako ze DANA stoi w Górkach Zachodnich. Liczymy na jakąś godzinę jazdy, wpadamy jednak w paskudny korek na obwodnicy. W rezultacie lądujemy w Górkach dopiero o 12:00, pół godziny później jesteśmy gotowi do wyjścia. Mamy szczęście, z mariny wyholowuje nas zaprzyjaźniony jacht, wyposażony w motorek.

Wiatr jest dobry, według Knipdula powinniśmy dojść do Helu jednym długim halsem. Wychodząc w morze to ja siedzę za sterem. Tak oto awansuję od razu na trzeciego sternika, nigdy nie myślałem, że zrobię tak szybką karierę! Jeszcze szybciej okazuje się, że równoczesne sterowanie i fotografowanie to niedobry pomysł, zostawiam więc aparat i zajmuję się trzymaniem, czy też raczej usiłowaniem trzymania kursu. Przekonuję się szybko, że nie jest to wcale takie proste zajęcie, wdzięczny więc jestem za krótki wykład Knipdula o wietrze odczuwalnym i rzeczywistym i odczytywaniu go po ruchu i kierunku fal. To mi naprawdę pomaga i powolutku, kroczek po kroczku zaczynam „czuć” jacht. W każdym razie tak mi się wydaje. Ale krótko. Kiedy bowiem oddaję ster i DANA natychmiast przyspiesza z ulgą, pojmuję, jak daleko mi jeszcze do żeglarza. Zajmę się więc lepiej balastowaniem i fotkami. Po to przecież tutaj jestem!

Oczekiwałem, że będziemy mieli liczne towarzystwo, przez większość trasy jesteśmy sami. Tylko na początku pojawia się w pobliżu RZESZOWIAK, który jednak szybko znika z zasięgu wzroku. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by delektować się wyłącznie wiatrem, wodą i dobrą atmosferą na pokładzie (Andrzej ma ze sobą bardzo przyjemny czteropak. A może nawet dwa?)

O 15:20 wchodzimy do Helu. Na żaglach, przepisowo zameldowani u kapitana portu, pewni bezpiecznego dojścia do wyznaczonego nam miejsca przy kei. Liczymy na przejście przez basen zewnętrzny - wciąż na jednym halsie - by za pirsem wewnętrznym zrobić zwrot w lewo i stanąć przy nim po północnej stronie już w basenie jachtowym. Ale co to? Jesteśmy już w basenie, kiedy SMILE, statek pasażerski Żeglugi Gdańskiej, oddaje cumy i odchodzi od nabrzeża, pakując się nam wprost przed dziób. Przecież musi wiedzieć, musi widzieć że idziemy na żaglach i mamy pierwszeństwo! Może i musi, ale jest silniejszy i najwyraźniej albo nas nie widzi albo ignoruje. Szybki manewr ratuje nas przed nieprzyjemną sytuacją. Szczęśliwie DANA jest mała i zwrotna, a skiper doświadczony i czujny. W rezultacie SMILE wychodzi z portu jakby nigdy nic, a my żegnamy go, życząc szczęścia i … już nieważne, już po krzyku. Dochodzimy do nabrzeża, stajemy, lecz tylko na chwilę. Okazuje się, że mamy przesunąć się nieco dalej w głąb basenu, by zrobić miejsce kolejnym, większym jachtom. Przeciągamy DANĘ kilka metrów do przodu, podajemy cumy, robimy porządek. To trwa chwilę. Mogę ją wykorzystać do fotografowania, jako że na pokładzie lepiej radzą sobie beze mnie niż ze mną.

O 16:37 jacht jest sklarowany, na wantach powiewa przyczepiony przez Knipdula proporzec zlotu. Zabieramy się do hotelu, gdzie zostawimy nasze graty i ruszymy w miasto, by SIĘ INTEGROWAĆ! Wrócimy jednak wieczorem, zaniepokojeni psującą się pogodą, by sprawdzić, jak się ma DANA.

To jest ten kawałek, który opublikowałem w Naszym Bałtyku jako pierwszy, 18 października 2020, tutaj: https://www.naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/4257-prochno-i-rdza-2020-noc-w-helu

Co się zdarzy następnego dnia, opowiem Wam również, ale już nie dziś. To będą już inne Morskie Kadry Antka. Mniej lub bardziej niedługo. Niebawem. Wkrótce. W każdym razie mam taki zamiar!

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

© Antoni Dubowicz 2020 (foto) / 2021 (tekst)  

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: