24lipiec2021     ISSN 2392-1684

Okręty naszych marzeń? Do wyboru, do koloru – niszczyciel, korweta i dwie fregaty w Gdyni

000 aDSC 0082

W ostatnich dniach mieliśmy w Gdyni istny nalot obcych, tzn. naszych, sojuszniczych, NATOwskich okrętów. Zaczęło się w czwartek, 3 czerwca. Wieczorem stanął sobie przy nabrzeżu Pomorskim stawiacz min fińskiej marynarki wojennej MLC Hämeenmaa. Udało mi się nie zrobić mu zdjęcia, ale dla chcącego nic trudnego, znajdziecie je z pewnością bez większego trudu w sieci lub na portalach społecznościowych. Okręt stał na widoku publicznym, niejako w samym środku miasta, więc obfotografowali go zarówno ship spotterzy jak i mieszkańcy oraz tysiące turystów, przybyłych nad morze w dłuuuuuugi weekend.

Potem przyszła kolej na grube ryby. W piątek rano o nieludzkiej porze (godzina 7) główki wejściowe minęła niemiecka fregata rakietowa SACHSEN (F219), wprowadzona do Gdyni przez holowniki FAIRPLAY VII (przy dziobie) i FAIRPLAY IV (za rufą). Weszła, przeszła obok niewielkiej w sumie grupki fotografów, zebranych na ostrodze pilotowej i poszła w siną dal, znikając w basenie V za halą stoczni Damen. Zacumowała przy nabrzeżu Stanów Zjednoczonych, niewidoczna, chroniona przed wzrokiem nałaźliwych (to cudowny słowotwór, skonstruowany przez pana Dorna) fotoreporterów. Trochę szkoda, bo to dość ciekawy i w miarę nowy okręt, zwodowany w 2001 roku, wcielony do służby w listopadzie 2004, w Niemczech klasyfikowany jako typ 124, przeznaczony głównie do obrony przeciwlotniczej. Jego długość to 143 metry, wyporność 5.800 ton. Uzbrojenie jest zbliżone do wszystkich innych podobnych jednostek na świecie, tzn. fregata wyposażona jest w cały arsenał śmiercionośnych aparatur na i pod pokładem. Jak niebezpieczne mogą one być, przekonała się załoga okrętu w czerwcu 2018 roku, gdy jedna z wystrzeliwanych przez SACHSEN rakiet przeciwlotniczych SM-2 wybuchła przy starcie. Eksplodował silnik, podczas gdy pocisk pozostał w wyrzutni. Ponoć na pokładzie rozpętało się istne piekło. Oficjalny komunikat mówi oczywiście, że pożar szybciutko ugaszono i zaledwie dwóch członków załogi przeżyło szok. I tyle. Bardziej gorące relacje znajdziecie w necie. 

Projekt okrętu to wspólna koncepcja trzech krajów, Niemiec, Hiszpanii i Holandii. Stąd podobieństwo budowanych w Niemczech okrętów klasy 124 do hiszpańskich klasy die Álvaro-de-Bazán i holenderskich jednostek klasy De-Zeven-Provinciën.

 Z pierwotnie planowanych czterech niemieckich fregat (w niektórych wykazach klasyfikowanych jako niszczyciele, czyli o klasę niżej) zbudowano trzy okręty, każdy w innej stoczni. SACHSEN (F219), powstał w renomowanej hamburskiej stoczni Blohm+Voss, HAMBURG (F220) w HDW Kiel, HESSEN (F221) w Nordseewerke Emden. Czwarty miał nazywać się THÜRINGEN, ale z opcji jego budowy zrezygnowano. Być może dzięki ekstremalnie dużym kosztom, największym w historii Niemiec. Trzy okręty kosztowały bowiem podatników około 2,1 miliarda euro (koszt jednostkowy ok. 700 milionów €) i trudno było w parlamencie przeforsować budowę kolejnego.

Wejście SACHSEN obserwowałem wspólnie z kolegami z Ostrogi Pilotowej. To mój ulubiony punkt do fotografowania ruchu w porcie. Z reguły najciekawsze, najbardziej malownicze portowe obrazki robi się właśnie stąd.

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

__________________________________________________________________________________

Drugim gościem była, również w piątek, wielozadaniowa włoska fregata rakietowa ANTONIO MARCEGLIA (F 597). Jest to okręt o metr większy od niemieckiego, ma 144 metry długości i wyporność 6.900 ton. Również i ten projekt jest przedsięwzięciem wspólnym, prowadzonym przez Francję i Włochy (Naval Group i Finncantieri). Nazwano go z francuska FREMM (Frégate européenne multi-mission), jako że pierwsza jednostka tego typu, AQUITAINE, powstała we Francji (w listopadzie 2012 roku). FREMM, po włosku „fregata europea multi-missione”, nazywa się tam klasą BERGAMINI. Włochy zamówiły aż 10 okrętów tego typu, w tym sześć w wariancie General Purpose (GP) i cztery w wersji Anti Submarine Warfare (ASW) Do tej pory zbudowano ich osiem, wszystkie w stoczni Finncantieri w Riva-Trigoso. ANTONIO MARCEGLIA (F 597), w służbie od kwietnia 2019 roku, jest ósmym, najnowszym i najmłodszym włoskim okrętem. Dwa ostatnie (miały już nazwy), jeszcze nie wykończone sprzedano do Egiptu, ale ich budowa ma zostać powtórzona. Stępkę pod pierwszy z nich położono w lutym tego roku.

Okrętu klasy FREMM jeszcze w Polsce nie było, jest to więc premiera, tym ciekawsza, że jest to jeden z kandydatów w przetargu na budowę naszego Miecznika. Jest, czy też, w świetle najnowszych zakulisowych plotek, był, bo ponoć przetarg ustawiony został na tego jednego kandydata, który wybrany został jeszcze przed jego ogłoszeniem. Ale czy można wierzyć wszystkiemu, co ludzie mówią? Jedni mówią, że tak, inni, że nie. Jeszcze inni, że kto wie? A jeszcze inni, że zbudujemy go  sobie sami, w Gdyni, w Gdańsku, w Szczecinie czy nawet w Elblągu. Jakby nie było, włoski okręt stanął przy nabrzeżu Francuskim i każdy mógł go zobaczyć. Żeby było ciekawiej, otworzono nawet hangar i wytoczono z niego helikopter, który stał sobie bardzo malowniczo na skraju pokładu rufowego. Zwiedzać wprawdzie nie było można, ale niech wszyscy zobaczą, jakie mamy cuda! Muszę powiedzieć, że podoba mi się ten włoski, swobodny styl bycia.

ANTONIO MARCEGLIA wprowadzany był również przez dwa holowniki, ale w innym zestawie. Przy rufie pracował URAN, przy dziobie zaś FAIRPLAY XII, nowy w Gdyni. Tak nowy, ze nie zdążono go jeszcze przeflagować. Nosi więc wciąż niemiecką flagę na maszcie, a na rufie widnieje nazwa portu macierzystego: LÜBECK. Załoga jednak jest już nasza, polska. Co ciekawe, holowniki miały absolutny zakaz choćby dotknięcia burty włoskiego okrętu! Taki to wrażliwiec! Faktem jednak jest, że na jasnoszarym okręcie wszelkie otarcia gumowymi odbojnikami wyglądałyby nieelegancko, a jak wiadomo, Włosi to naród estetów. W wydaniu  wojennomarynarskim nawet bardo dzielnych estetów. Motto fregaty, wypisane złotymi literami na tabliczce, przyczepionej do tylnej ściany hangaru, głosi bowiem wszem i wobec, iż ARDISCI AD OGNI IMPRESA, co na nasze znaczyłoby mniej więcej „Nie zawaham się przed niczym”. Nie wiedzieć czemu, odebrałem to jako bardzo buńczuczno-operetkowe. Przypomniał mi się zaraz taki miły, marszowy zaśpiew z czasów młodzieńczych (rodem z Carmen Bizeta): „…zabiłem byka, cóż to dla mnie byk, Krew z byka sika, siku siku sik…” Ale co ja tam wiem!

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

__________________________________________________________________________________

W sobotę doszło dwóch kolejnych gości. Zaczęło się, znów o poranku, od wejścia kolejnego Niemca, korwety LUDWIGSHAFEN AM RHEIN (F 264). Korweta to okręt, którego wielkość wikipedia określa jako „umiarkowaną”, a STANAG, czyli obowiązujący w NATO Standardization Agreement, w tym wypadku Agreement 1166 - „Standard Ship Designator System”, opisuje korwetę (FS) jako mały eskortowiec o wielkości od 60 do 100 metrów. Nasza Norma Obronna NO-07-A091:2008 „Klasyfikacja okrętów” ujmuje podział także pod względem wyporności, wyznaczając jej dolną granicę na 450 t. Marynarka Wojenna ma w swoim składzie dwie korwety: ORP KASZUB i ORP ŚLĄZAK. Duże okręty tego typu zbliżają się już do fregat, w języku angielskim nazywane są więc często małymi fregatami (small frigates). Niemieckie korwety przejęły ten pomysł, stąd też oznaczenie okrętów z prefiksem F (Fregatte).

LUDWIGSHAFEN AM RHEIN (F 264), powróćmy do tematu, to jeden z najnowszych okrętów Deutsche Marine, zbudowany jako piąty i ostatni (chwilowo, bo 5 następnych już zamówiono) w serii korwet rakietowych klasy 130, zwanych tez Braunschweig-Klasse. Okręt ma 89 m długości i 1.840 t wyporności. Główne jego zadanie to patrolowanie wód przybrzeżnych oraz zwalczanie celów lądowych i morskich. Służą do tego wyrzutnie rakiet sterowanych RBS15 Mk3. Okręt może też posłużyć do stawiania pól minowych. Historia jego nie zaczęła się jednak zbyt szczęśliwie. Stępkę położono w kwietniu 2006 w Lürssen-Werft w Bremie, 18 miesięcy później, we wrześniu 2007 jednostkę zwodowano, wcielenie do służby zaplanowano na 2009 rok. Trzeba je było jednak odłożyć z powodu licznych usterek. Najpierw zepsuło się sprzęgło, potem (już w 20212 roku) zerwała się kotwica i okręt dryfował w pobliżu Wilhelmshaven, wreszcie w maszynowni doszło do wycieku trującego formaldehydu. W rezultacie okręt wszedł do służby dopiero w marcu 2014, bez mała 7 lat po zwodowaniu. Nas to nie zaskoczy, możemy pochwalić się czymś znacznie lepszym, ale jak na niemieckie obyczaje, to ciężka wtopa!

Obecnie LUDWIGSHAFEN AM RHEIN stacjonuje w Rostocku i przynależy do 1 eskadry korwet (Korvettengeschwader) z bazą w Warnemünde. Kto wie, czy nie największym postrachem dla potencjalnych wrogów jest jego nazwa, długa jak gąsienica i wymawiana z gardłowym, charczącym niemieckim R!

W Gdyni okręt zacumował przy burcie stojącej przy Nabrzeżu Stanów Zjednoczonych korwecie SACHSEN i miałem przyjemność oglądać tę scenkę. Ciekawe jest porównanie wielkości obu jednostek, w bezpośrednim kontakcie różnicę widać szczególnie wyraźnie. Wejście LUDWIGSHAFEN AM RHEIN do portu wspomagały dwa holowniki, FAIPLAY VII i FAIRPLAY IV. Wydaje mi się jednak, że tym razem pomoc ich polegała raczej na byciu w pobliżu, niż na aktywnym działaniu. Chociaż, może go i troszkę dopchnęły w ostatniej fazie manewrów, ale nie jestem tego wcale taki pewien.

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

__________________________________________________________________________________

Czwartym i ostatnim gościem w Gdyni był okręt naszego Wielkiego Brata, znaczy amerykański. Jeśliby ktoś tego nie wiedział wcześniej, i tak by się domyślił po ustawionych zawczasu w najodleglejszej części nabrzeża Francuskiego zasiekach, ścianach z kontenerów i czego tam jeszcze. Tego typu zapory buduje się przy każdej wizycie okrętów zza Wielkiej Wody – i tylko przy nich. Niemcy stanęli sobie po prostu przy nabrzeżu, Włochom wystarczyła zwykła barierka, Amerykanie muszą mieć fortyfikacje! Skąd u nich ten strach? Co im do głowy wkładają, że załoga w bojowych mundurach stoi z palcem na cynglu działek i karabinów maszynowych, trzęsąc się ze strachu przed  - no właśnie, przed czym? Że ktoś rzuci kamieniem? Albo, co gorsza, złym słowem? Że ktoś krzywo spojrzy? Że broń boże jakiś fotograf odważy się skierować lufę obiektywu w stronę okretu? Były już sceny, że marynarze amerykańscy chcieli wyrzucać widzów z tarasu Muzeum Emigracji, bo ktoś podniósł smartfon. Okręt i tak stoi w miejscu, do którego żaden zwykły śmiertelnik nie ma dostępu, za bramą zamkniętego portu i armią specjalnie w tym celu zatrudnionych ochroniarzy – i taka heca! A wydawałoby się, słuchając słów najwybitniejszych mężów stanu (tzn. naszych), że jesteśmy ich najwierniejszym, najpoddańszym sprzymierzeńcem w NATO i drugiego takiego ze świecą szukać – i nie znaleźć!  

No dobra, Amerykaninem okazał się być USS ROOSEVELT (DDG 80), 30 z kolei okręt klasy Arleigh Burke, klasyfikowany jako Aegis Guided Missile Destroyer. Co tutaj robi, jakie są jego zadania?  Zacytujmy: „…Misją USS ROOSEVELT (DDG 80) jest prowadzenie szybkich, trwałych operacji bojowych na morzu, wspierających politykę narodową USA. Jest on wyposażony do samodzielnego działania w środowisku wielu zagrożeń o dużej gęstości lub jako członek Grupy Uderzeniowej Lotniskowców lub Ekspedycyjnej Grupy Uderzeniowej…” „… Roosevelt jest w stanie działać niezależnie lub jako część sił morskich, połączonych lub koalicyjnych…” To oznaczać może absolutnie wszystko i być może pomaga zrozumieć, dlaczego załoga tak bardzo się boi. Jest przecież na wojnie i każdy obcy to śmiertelny wróg! Podejrzenie, że polityka narodowa nieuchronnie prowadzi do waśni, kłótni i budowania niechęci, by nie rzec nienawiści, nasuwa się samo.

Do portu wprowadzały go, jakżeby inaczej, dwa holowniki: FAIRPLAY XII i URAN. ROOSVELT nie obrócił się jednak w awanporcie, nie stanął dziobem do wyjścia. Zatrzymał się gdzieś na środku akwenu, po czym pozwolił się dopchać bokiem do nabrzeża Francuskiego. To kawał drogi, więc holowniki miały co robić. Burty amerykańskiego okrętu są szare, ciemniejsze od włoskiego, więc nie widać na nich tak bardzo śladów gumowych odbijaczy.

Wejście obejrzeć chciałem z tarasu widokowego Muzeum Emigracji, ale okazało się to niestety niemożliwe. Taras otwierają dopiero o 10:00, a Amerykan przyszedł do Gdyni godzinę wcześniej. Ponownie więc fotografowałem z balkonika z wieży Kapitanatu Portu (dziękuję panom kapitanom za pozwolenie na wejście do ich sanktuarium).

Co do kwestii terminologicznej, USS ROOSEVELT nie jest ani fregatą, ani korwetą, tylko niszczycielem, nosicielem rakietowych pocisków kierowanych. Ma 155 m długości i wyporność 9.300 ton. Zbudowała go stocznia Ingalls Shipbuilding w Pascagoula, Mississippi w roku 1999, rok później wcielono go do służby. W rodzinie niszczycieli klasy Arleigh Burke jest jednym z dwóch przedstawicieli wariantu Flight IIA: 5"/54. Jego uzbrojenie główne, obok potrójnej wyrzutni torped przeciw podwodnych Mk. 46, stanowi 96 komorowa wyrzutnia Mk 41 VLS, mogąca wystrzeliwać zarówno RIM-66M Standard Missile jak i BGM-109 Tomahawk oraz RUM-139 Vertical Launch ASROC. Czyli wszystko. Znawcom tematu to coś powie, reszta podziwia niezrozumiałe skróty. Okręt wyposażony jest również w lądowisko i hangar dla dwóch helikopterów 2 × SH-60 Seahawk.

Cóż jeszcze? Motto okrętowe brzmi: "Leadership Truth Loyalty" (Przywództwo, Prawda, Lojalność), co ma być hołdem dla dorobku prezydenta Lincolna.

Okręty klasy Arleigh Burke oglądamy w Gdyni częściej. Przypomnę choćby wizytę USS RAMAGE w październiku 2013 (https://www.naszbaltyk.com/wszystkie-kategorie/historia-artykuly/835-utajniona-wojna), USS JASON DUNHAM w maju 2015 (https://www.naszbaltyk.com/aktualnosci/2109-niszczyciel-uss-jason-dunham-wplynie-w-srode-do-gdynskiego-portu), USS DONALD COOK w kwietniu 2016 (https://www.naszbaltyk.com/aktualnosci/2657-amerykanski-niszczyciel-uss-donald-cook-w-gdyni), USS FARRAGUT w kwietniu 2018 (https://www.naszbaltyk.com/aktualnosci/3481-uss-farragut-w-gdyni) czy USS ROSS w listopadzie 2020 (https://www.naszbaltyk.com/aktualnosci/4287-uss-ross-przelotem-w-gdyni). W tych i kilku innych postach opisałem je dość wyczerpująco i nie ma potrzeby, bym się powtarzał. Różnica między nimi jest niewielka, ostrzeliwują Gdynię tylko nieliczne, liczba zasłaniających je kontenerów zmienia się w sposób nieistotny.

Prawdopodobnie okręty tej klasy widywać będziemy w Gdyni jeszcze przez lata. Chwilowo US Navy eksploatuje ich 68 w kilku wariantach wyposażeniowych, kolejne znajdują się bądź to w trakcie prób morskich, bądź w budowie lub są już zamówione. Chwilowo jest ich jeszcze stosunkowo niewiele (jeśli tuzin to mało), lecz ich liczba szybko urosnąć może nawet do kilkudziesięciu. Ma to ścisły związek z rezygnacją z budowy następnych „cudownych” Zumwaltów, które miały je zastąpić, okazały się jednak tak absurdalnie drogie, że nawet amerykański parlament, który ma chyzia na punkcie zbrojeń, odmówił ich finansowania.

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

__________________________________________________________________________________

Na zakończenie kilka słów o okrętach, które do Gdyni nie weszły.

Zacznijmy od „niewidzialnej” ponoć dla radarów wszelkiej maści futurystycznej, plastikowej korwety szwedzkiej KARLSTAD (K35), jednej z pięciu jednostek klasy VISBY. Pojawiła się niezapowiedziana w sobotę na kursie do Gdyni. Przeszła przez nasze wody i stanęła na redzie. Kurs jej można było prześledzić, bo miała włączony system AIS. Akurat byłem w kapitanacie, wiec spytałem, kiedy wejdzie. To byłyby ciekawe fotki! Kapitanat jednak nic o niej nie wiedział, okręt nie zgłosił chęci wejścia do portu. I w rezultacie nie wszedł. Postał sobie, postał, po czym zniknął. Z wieży kapitanatu złapałem jego zarys na gdyńskiej redzie. Szczegółów nie widać, bo był bardzo daleko, poza tym musiałem fotografować idealnie pod słońce.

Drugim był ten, którego podobno w ogóle tu nie było, czyli rosyjska korweta STOIKIJ (545), typ STEREGUSZCZIJ. Okręt ten zapuścił się rzekomo na nasze wody terytorialne, podchodząc nawet tuż pod sam Hel. Dowodem miał być zarejestrowany na Marine Traffic kurs, na który zwrócili uwagę internauci. Zapis tego kursu znajdziecie poniżej. Jakość marna, ale i dowód ponoć równie marny. Organy odpowiadające za bezpieczeństwo naszych granic stwierdziły bowiem zgodnie, że o niczym nie wiedzą, ergo nic takiego się nie zdarzyło. Może to więc być zwykły fejk jakich wiele, celowa rosyjska dezinformacja, ale ile niczym niepotwierdzonych, często absurdalnych plotek posłużyło już do wykreowania teorii spiskowych, w które uwierzyły miliony? W imię świętego spokoju zrezygnuję jednak zarówno z podawania przykładów jak i z publikowania zdjęcia STOIKIJA. Tym bardziej, że nigdy go nie widziałem.

I tym optymistycznym akcentem zakończmy te Morskie Kadry z „fazy portowej” tegorocznych manewrów NATO Baltops.

© Antoni Dubowicz 2021

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: