25wrzesień2021     ISSN 2392-1684

Późne wejście SEAMAX GREENWICH do Gdyni

00 aDSC 0557

Początek września. Dni stają się coraz krótsze. Po zachodzie słońca niebo na wschodzie szybko robi się bardzo ciemne, podczas gdy jego zachodnia strona wciąż jeszcze rozświetlona jest schowanym już za horyzontem słońcem. Dlaczego tak się dzieje, uczą się dzieci w szkole. Wiedzą więc o tym wszyscy – z wyjątkiem płaskoziemców, których wiedza ma równie naukowe przesłanki jak wiara, że najlepszym środkiem na pandemię jest nie szczepionka, tylko modlitwa.

Wielki kontenerowiec SEAMAX GREENWICH (334 metry długości, 101.847 t DWT, 8.204 TEU) wejść miał do Gdyni w godzinach popołudniowych, ale przesunięto go na wieczór, na godzinę 19.15, co się jeszcze trochę przesunęło. W rezultacie główki wejściowe mijał dopiero o 20.20. Wprowadzało go dwóch pilotów (trzeci stał na Ostrodze Pilotów i monitorował akcję z lądu, więc miałem pod bokiem fachowca, który wyjaśnić mógł wszystkie ruchy statków i każdą komendę pilotów na mostku).

Statek wspomagały aż cztery holowniki, co nie zdarza się zbyt często. Dla fotografa to oczywiście wielka gratka, ale też i wielkie wyzwanie, no bo jak tu zrobić dobre zdjęcie, gdy obiekt w ruchu a wokół egipskie nieomal ciemności!

Szczęśliwie jednak większa część akcji rozegrała się w porcie wewnętrznym, dzięki czemu w tle miałem światła portowe i wspomniane już na wstępie zachodnie niebo. Widowisko było wspaniałe, statek nie obracał się w głębi portu, na obrotnicy numer 3 (tam byłoby za ciasno), tylko tuż przed moimi oczami na nowej, rozbudowanej obrotnicy numer 2. Ma ona średnicę 480 m i przy sprzyjających warunkach zdolna jest obsłużyć statki do 400 m długości. SEAMAX GREENWICH ma „tylko“ 334 metry, dodać do nich trzeba jednak holowniki, czyli co najmniej dodatkowe 100 metrów. Pozostaje więc niewiele miejsca po obu stronach statku, co jest szczególnie trudne przy silnym wietrze, szczególnie południowym, kiedy statek trudno opanować. Zazwyczaj przy rufie pracuje najsilniejszy holownik – który pełni funkcję hamulcowego. W Gdyni jest nim FAIRPLAY 26 (uciąg 65 ton), hol dziobowy przejmuje URAN (55 ton), a do burt doskakują tam, gdzie są akurat potrzebne, FAIRPLAY XII (42 tony) oraz FAIRPLAY VII ( 41 ton). Dziś wiatr jest dość silny, ale nie wieje z południa, w związku z czym mniej przeszkadza niefortunnie pozostawiony na starym miejscu po skróceniu Nabrzeża Gościnnego dok Stoczni Wojennej. Dok ten miał się przenieść na nowe miejsce, stanąć albo trochę głębiej w basenie stoczni MW albo na terenie Stoczni Nauta, po dokonanych jednak w ostatnich latach roszadach strukturalnych i przejęciu dowodzenia przez Polską Grupę Zbrojeniową dok pozostał tam, gdzie był od zawsze i w ten sposób stał się portową zawalidrogą. Przyszłość pokaże, czy znajdzie się jakieś lepsze rozwiązanie problemu.

I tyle. Czas na kadry! Gdybyście narzekali, że są ciemne i mało na nich widać, o co szczególnie na ekranie smartfona nietrudno, pomyślcie jak musi się czuć kapitan takiego wielkiego kontenerowca, wchodzącego do Gdyni. Z mostku bowiem nie widać ani przejścia przy ostrodze pilotów, ani wejścia do kanału portowego. Mimo najnowocześniejszego systemu naprowadzania, jakim chlubi się od niedawna port w Gdyni, kapitan zdany jest na doświadczenie pilotów i aktywną pomoc holowników. Bez nich ani rusz!  

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

(kliknijcie w kadr, by go powiększyć. Funkcja F11 włącza dodatkowo tryb pełnoekranowy)

© Antoni Dubowicz, 3 września 2021

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: