1339-nb

Początki stoczni w Gdyni. Część 1.

Współpracujący z nami autor, pan Michał Sikora, jest rodowitym gdynianinem. Tu się urodził w 1934 roku, tu dorastał i tu spędził całe życie. Miasto zna więc od podszewki. Publikuje artykuły o Gdyni i Pomorzu na własnym blogu „Gdynia - w której żyję”, z którego pochodzi również poniższy tekst.

  • Antoni Dubowicz
  • Odsłony: 2069
Dantyszek

Gdynia w zapomnianej przepowiedni

Współpracujący z nami autor, pan Michał Sikora, jest rodowitym gdynianinem. Tu się urodził w 1934 roku, tu dorastał i tu spędził całe życie. Miasto zna więc od podszewki. Publikuje artykuły o Gdyni i Pomorzu na własnym blogu „Gdynia - w której żyję”, z którego pochodzi również poniższy tekst.

  • Antoni Dubowicz
  • Odsłony: 3277
DSC 4766-nb

Symboliczny pomnik ludzi morza w Gdyni

Współpracujący z nami autor, pan Michał Sikora, jest rodowitym gdynianinem. Tu się urodził w 1934 roku, tu dorastał i tu spędził całe życie. Miasto zna więc od podszewki. Publikuje artykuły o Gdyni i Pomorzu na własnym blogu „Gdynia - w której żyję”, z którego pochodzi również poniższy tekst, wzbogacony o kilka fotografii. Tytułowa pokazuje stan prac w grudniu 2013 roku (widok od Dworca Morskiego w stronę portu), na innej przeczytać można niezauważaną przez większość mijających pomnik, wyrytą w kamieniu inskrypcję wg Galla Anonima (XII w): DZIŚ SYNOWIE SIĘ NIE TRWOŻĄ BURZ I SZUMÓW MORSKICH WÓD.

  • Antoni Dubowicz
  • Odsłony: 2220
DSC 4440-nb

O wędzeniu ryb

Współpracujący z nami autor, pan Michał Sikora, jest rodowitym gdynianinem. Tu się urodził w 1934 roku, tu dorastał i tu spędził całe życie. Miasto zna więc od podszewki. Publikuje artykuły o Gdyni i Pomorzu na własnym blogu „Gdynia - w której żyję”, z którego pochodzi również poniższy tekst.

  • Antoni Dubowicz
  • Odsłony: 1956
01-nb

Prorocze słowa wicepremiera Kwiatkowskiego, czyli ostatnie przedwojenne Święto Morza.

Współpracujący z nami autor, pan Michał Sikora, jest rodowitym gdynianinem. Tu się urodził w 1934 roku, tu dorastał i tu spędził całe życie. Miasto zna więc od podszewki. Publikuje artykuły o Gdyni i Pomorzu na własnym blogu „Gdynia - w której żyję”, z którego pochodzi również poniższy tekst.

Prorocze słowa wicepremiera Kwiatkowskiego, czyli ostatnie przedwojenne Święto Morza.

Zgodnie z moją wcześniejszą obietnicą ... zamieszczam poniżej nieco osobistych wspomnień i przekazu moich rodziców z ostatniego przedwojennego Święta Morza w Gdyni, w którym wraz z rodzina uczestniczyłem. Wcześniej, bo już w 2000 roku opublikowałem moje wspomnienia z tej uroczystości (patrz „Wiadomości Gdyńskie” nr 7 z 2000 roku). Teraz po 13 latach wróciłem do tamtego tematu i zdecydowałem się na ponowne opublikowanie jego fragmentów ....

Na tę uroczystość czekaliśmy już od wczesnej wiosny. Mój starszy brat Jerzy liczył tygodnie jakie dzieliły nas od tego święta. Udział w nim naszej rodziny był czymś oczywistym, bo tata, do niedawna marynarz, nadal czuł się silnie z morzem związany. Czekaliśmy więc na Święto Morza, podobnie jak corocznie czekaliśmy na Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Wreszcie nadeszła oczekiwana niedziela, pogoda była słoneczna, a Gdynia witała nas wspaniałymi dekoracjami. Domy wzdłuż ul.10 lutego były przybrane flagami, girlandami i transparentami. Zamierzaliśmy uczestniczyć w polowej Mszy Świętej na Placu Grunwaldzkim. Ponieważ mieliśmy jeszcze trochę czasu udaliśmy się na Skwer Kościuszki, gdzie przy nabrzeżu Basenu Prezydenta cumowały nasze statki i okręty. Byłem zaszokowany ich ogromem, bo wcześniej z bliska widziałem tylko motorówki. Na Skwerze była masa ludzi, wycieczki z różnych stron Polski, co widać było po kolorowych strojach. Mnie najbardziej podobali się górale, bo jak dotąd znałem ich tylko z obrazków.

Na mszy ustawiliśmy się tuż za marynarzami i żołnierzami, których zwarte oddziały wypełniały prawie cały plac. Z uroczystej mszy zapamiętałem tylko to, że wojsko przez cały czas miało na głowach czapki i że pieśni kościelnych nie grały organy tylko orkiestra wojskowa. Po mszy była defilada, jakieś przemówienie i bardzo wielki tłok na Skwerze Kościuszki.

Po latach natrafiłem przypadkowo na przedwojenny miesięcznik „Morze i kolonie”, a w nim artykuł pana Lewandowskiego pt. „Po dniach morza w 1939 roku”. Z artykułu tego dowiedziałem się, że uroczystość ta miała miejsce 29 czerwca 1939 roku i była kulminacyjnym punktem obchodów Dni Morza. Cała uroczystość trwała od 24 czerwca do 2 lipca 1939 roku. Uczestniczyło w niej około 100 tys. osób, w tym delegacje zagraniczne. Mszę Świętą na Placu Grunwaldzkim celebrował biskup dr Stanisław Okoniewski, a przemówienie na Skwerze Kościuszki wygłosił wicepremier inż. E. Kwiatkowski. Na uroczystości tej Obronie Narodowej przekazano sprzęt wojskowy zakupiony ze składek FOM.

Autor artykułu przytacza też słowa inż. Kwiatkowskiego, adresowane do hitlerowskich agresorów:

„Chcecie wojny, to spróbujcie jej. Dzień i miejsce jej zaczęcia są inicjatorom wojny zawsze wiadome, ale nie znacie ani dnia ani miejsca, gdzie ją ukończycie...”

Słowa te okazały się prorocze. Bo już za dwa miesiące, 1 września 1939 roku wojna się rozpoczęła, po latach jej koniec był w Berlinie.

A my, gdynianie, na kolejne Święto Morza czekaliśmy aż do czerwca 1945 roku.

foto

Zdjęcie pojawiło się już w tekście „Co warto wiedzieć o Dniach Morza?”, zrobiono je w czasie ostatniego Święta Morza przed wojną (lipiec 1939). Na zdjęciu autor wraz z bocianem „Wojtkiem".

© Michał Sikora, 30 maja 2013

Zdjęcie ze zbiorów autora  

skan z miesięcznika „Morze i kolonie” 8/1939: Antoni Dubowicz

http://gdyniawktorejzyje.blogspot.de/2013/05/prorocze-sowa-wicepremiera.html

  • Antoni Dubowicz
  • Odsłony: 2901