24październik2020     ISSN 2392-1684

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 6

000dziennik cz6 001 okladka

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne.
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.


belka

5.06. poniedziałek.

Morze pokazało swoje rogi. Nasza łajba rozkołysała się niesamowicie. Barometr gwałtownie opada. Iskra powoli traci prędkość i w końcu robimy tylko 2,5 węzła. Jak tak dalej pójdzie, to na 12 -go do Aleksandrii się nie dowleczemy. Dzisiaj jestem sternikiem. Dobrze się steruje, bo powiał bajdewind. W końcu "stary" decyduje się postawić żagle główne. Prędkość wzrasta do 5 węzłów.

belka

6.06, wtorek.

Złamało mnie Morze Śródziemne - to, którego najmniej się obawialiśmy. Na świtówce znów stałem na sterze. Na szczęście wiatr zaczął się zmieniać na półwiatr, a potem na baksztag. Zza chmur wyjrzało słońce, a morze momentalnie stało się znów błękitne. W południe postawiliśmy wszystkie trzy topsle i bryfok. Zrobiło się ciepło. Może w końcu to Śródziemne stanie się Śródziemnym?

belka

7. 06, środa.

Dziś od rana śliczna pogoda, ale nie dla nas. Wiatr ustał całkowicie. Szmaty zrzuciliśmy już w nocy. Dziś również dowódca pozwolił na kąpiel w morzu. Zastopowano silniki pozwolono nam wskoczyć do wody. Woda fantastyczna. Schodzę w dół. Widać cały kadłub. Koloru wody nie można określić żadnym błękitem. Daje się odczuć lekki prąd. Po każdym skoku z burty czuję w gardle słono-gorzki posmak. Woda jest cholernie słona. Cała ta przyjemność trwa kilkanaście minut, ale dobre i to. Czuję się jak nowo narodzony. Na okręcie trwają już przygotowania do wejścia do Aleksandrii. Zostało nam jeszcze tylko 5 dni. A to jest niedużo.
Cudowny wieczór. Wychodzimy o 21 00 na spardek z gitarą i śpiewamy do 22 sentymentalne piosenki. Będzie ciepła noc.

belka

8.06, czwartek.

Mam pieską wachtę przy stoliku nawigacyjnym. Wiatr się wzmaga. Na pokładzie pojawia się wódz, a on wykorzystuje każdy dogodny moment , aby postawić "szmaty". I rzeczywiście - kilka ostrych dzwonków podrywa wszystkich z hamaków. Dobrze, że alarm jest na naszej wachcie. Będziemy mieć pewność, że przez trzy godziny nikt nam nie przerwie snu.
Wiatr utrzymuje się przez cały dzień. Rano stawiamy bryfok, a w południe topsle. Lądu nie widać,choć cały czas idziemy wzdłuż niego. Kurs prosto na Aleksandrię. Znów zatrzymał się silnik. Jesteśmy zdani na łaskę wiatru, który na szczęście jest pomyślny. W nocy jednak słabnie i znów wleczemy się z prędkością 2-3 węzłów.

belka

9.06, piątek.

Od samego rana sprzątanie okrętu. Musimy wyglądać "flagowo", gdyż nasza wizyta w ZRA (Zjednoczonej Republice Arabskiej) będzie miała charakter oficjalny. Podobno ma być z ich strony salut armatni i jakieś wycieczki.
Piasku już nie ma, więc aż do obiadu pokład szorowany jest mydlikiem. Silnik naprawiono dopiero w nocy.

belka

10.06, sobota.

I znów ta sama polka - sprzątanie i jeszcze raz sprzątanie. Ukazał się już egipski ląd. Do Aleksandrii mamy jeszcze ok.150 Mm. O 09 00 ogłoszono alarm do żagli. Prędkość kiepska - 4 węzły. Ale jest już pewność, że zdążymy na czas.

belka

11.06, niedziela.

Jutro wchodzimy do Aleksandrii! Na pokładzie gorączkowy ruch, jak to przed wejściem do portu. Cały dzień pracujemy na pokładzie, pod coraz bardziej prażącym słońcem. Obsługa kliwrów ćwiczy oddawanie honorów kliwrami. Jestem ciekawy jak to wypadnie. Ma być tak - gdy z brzegu oddadzą salut armatni, na maszt zostanie wciągnięta flaga ZRA, a kliwry zostaną trzykrotnie podniesione i opuszczone. Jest to bardzo stary ceremoniał morski stosowany na okrętach żaglowych.

 Wszystkie odcinki - Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) (kliknij)

© Zdzisław Straburzyński 

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież