31październik2020     ISSN 2392-1684

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 11

dziennik cz11 001 okladka

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne. 
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.

belka

15.07, sobota.

Przez blisko tydzień nie otwierałem swojego dziennika, bo nie było o czym pisać. Dni na Atlantyku są bowiem podobne do siebie jak krople wody, która nas otacza.
Zaraz po wyjściu z Casablanki schwytaliśmy w żagle ostry bajdewind szliśmy pod nim aż do dnia wczorajszego. Ocean był niespokojny, Wysoka, blisko 8 - metrowa fala o długości około 100 m rzucała okrętem na wszystkie strony.

63

Na zdjęciu - potężne fale atlantyckie.

Przez 5 dni nasza "Iskra" parła w kierunku "Madery". Wczoraj osiągnęliśmy największą długość westową - 18 st. Ponieważ wiatr zdechł, zrzuciliśmy poczciwie pracujące do tej pory szmaty i bukszpryt skierował się na kurs 30 st. Teraz zbliżamy się już, wprawdzie powoli, w kierunku Gdyni. Jeszcze tylko 28 dni do końca rejsu. Jedzenie stale się pogarsza. Smaku ziemniaków już nie pamiętam. Dawno skończyło się świeże mięso.

Jedynie cytryny nas trzymają, a i te są na wyczerpaniu. Dziś powitała nas rano piękna pogoda. Ocean jest spokojny, prawie niebieski.

15 lipca ubiegłego roku zamknęła się za mną brama WSMW. Okrągły rok mija od czasu, gdy założyłem mundur, co prawda tylko drelichowy, i z cywila stałem się żołnierzem. A dziś uczelniana bramę przekraczają kolejne "rekiny"*. Od dziś jesteśmy tak naprawdę drugim rocznikiem. Po powrocie doszyjemy sobie na rękawach drugi pasek.

*Rekin to marynarski rekrut.

belka

16. 07, niedziela.

Ocean uspokoił się całkowicie. Dookoła pustka. Nadal przechodzimy strefę, w której spotkanie drugiego statku jest niezwykle rzadkie. Zaczynam być już niewrażliwy na piękne, atlantyckie noce, kiedy to dziób okrętu wrzyna się z cichym szelestem w granatową toń, rozdzielając sobą milionowe punkciki świecącego planktonu. Człowiek staje się już nieczuły na wspaniałe wschody i zachody słońca, kiedy to niebo oblane jest czerwienią, a po wodzie kładą się połyskujące smugi.

belka

17, 07 poniedziałek.

Wojna francusko-tunezyjska spowodowała wysłanie noty protestacyjnej do rządu francuskiego. Z Gdyni przyszedł radiogram, że wejścia do Le Havre nie będzie*. Cały miesiąc cieszyliśmy się na ten port i naraz taka przykra wiadomość. Kończy nam się paliwo i woda. W Sundach mają na nas czekać trałowce na wypadek, gdyby zabrakło paliwa lub wody pitnej.***
Wejdziemy za to do Świnoujścia***, a 5 sierpnia będziemy już w Gdyni. Martwię się tylko o pocztę, która jeśliby się wróciła do rodzin przed nami, mogłaby narobić niezłego zamieszania.

* Wydaje mi się, po latach, że prawdziwym powodem odwołania wizyty w Le Havrze, była dezercja oficera - słuchacza, a ta nota, to tylko zwykłe mydlenie oczu przez dowództwo MW. Bo była to bardzo poważna sprawa. Jak by nie było naprawdę, do Le Havre nie weszliśmy.
** Nie czekały. Prowiantu i paliwa starczyło, choć na styk.
*** To było nieplanowane, ale konieczne wejście w celu uzupełnienia kończących się zapasów, głównie paliwa do silnika głównego i siłowni pomocniczej oraz wody pitnej.

belka

18, 07, wtorek.

Nadal prujemy przez Atlantyk. Ciągle bez zmian.

belka

21. 07, piątek.

Znów postanowiłem odłożyć na dwa dni ołówek, gdyż nie było nic ciekawego do zapisania.
Nareszcie weszliśmy w "ludzką" strefę, tzn w Kanał la Manche. Już nam się nie nudzi, bo pojutrze mamy najbardziej bombowy egzamin z astronawigacji. . Poza tym panuje tu duży ruch statków i zawsze coś się dzieje na morzu. Nie ma takiego momentu, żeby nas nie otaczało 7-9 statków. Jutro i pojutrze świętujemy.

belka

22.07, sobota

I znów w przyjemnym nastroju spędziliśmy święto Odrodzenia. Znalazła się jeszcze czekolada, pomarańcze, wino, a nawet trochę wódki na soku pomarańczowym. Z głośnika cały czas nadawano śliczne melodie, a my zaczęliśmy wspominać co się robiło w Gdyni i myśleć o tym co się będzie robić po wejściu do portu. W tym dniu moja zmiana miała dzień wolny od wachty i cały czas się "byczyła" , mnie zaś wypadła służba bakowego. Pech prawdziwy.
Nastały teraz wspaniałe, księżycowe noce. Robi się bardzo widno. Od horyzontu, aż do okrętu, kładzie się srebrna poświata. To płynne srebro raz po raz przecina jakiś statek i znów morze lśni gładkie, prawie niepomarszczone, srebrne*

*Ten drink miał chyba wpływ na pojawienie się w mojej okolicy skrzydlatej chabety-Pegaza, że napisałem takie poetyckie słowa:)

belka

23 07. niedziela.

Już po egzaminie (na który nie czekano do poniedziałku ). Ogólnie wypadłem nieźle, zwłaszcza w praktyce. Zrobiłem (tj obliczyłem i wykreśliłem) pozycję (okrętu) bez zarzutu*. Ostatecznie, jak się ma na swoim koncie ponad 50 pozycji w ciągu krótkiego czasu na Morzu Śródziemnym i dwa razy tyle w całym rejsie, to się nabrało wprawy.
Z daleka już widać francuski brzeg. W nocy na psiej wachcie namierzam się dokładnie na dobrze widoczne latarnie. Zarazem odczuwam zadowolenie, że jednak czegoś się nauczyłem. W nocy mamy również egzamin ze znajomości nieba. Tu też wypadłem nie najgorzej.

* Nie mieliśmy ułatwionego zadania, bo horyzont nie był zbyt wyraźny i łatwo się było pomylić w odczytywaniu na sekstancie wysokości słońca.

Wszystkie odcinki - Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) (kliknij)

© Zdzisław Straburzyński  

Fotografie pochodzą z mojego albumu i zbiorów kolegów. Są to zdjęcia mojego autorstwa i moich kolegów, ale większość z nich wykonał Zbigniew Szczepanek - ówczesny wykładowca nawigacji i astronawigacji, dziś znany malarz akwarelista. Jest autorem wielu publikacji z nawigacji i astronawigacji

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież