31październik2020     ISSN 2392-1684

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 12

Dziennik - odcinek 12

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne. 
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.

belka

24.07, poniedziałek.

Idą pełną parą przygotowania do kolejnego egzaminu. Tym razem ze znajomości okrętu i nie tylko. Przewidywany termin - ok 29 lipca. Przed wejściem do Świnoujścia, będziemy mieli gros egzaminów. Za tydzień już będziemy w Świnoujściu!

belka

25, 07, wtorek.

Na kanale La Manche zapanował niepodzielnie sztil. Wiatr ustał całkowicie. Ruch statków nadal bardzo duży. Tym razem idziemy wzdłuż brzegu angielskiego. Przechodzą obok nas w poprzek kanału śliczne promy pasażerskie kursujące miedzy Calais a Dover. Kończy się kanał, wchodzimy na Morze Północne.

Pogoda zmienia się raptownie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zrywa się najpierw lekki wiatr, który wzrasta z minuty na minutę.Wciągamy szmaty, które tak długo leżały w spoczynku. Wiatr wzmaga się do tego stopnia, że można wciągnąć bryfok i topsle. Prędkość "Iskry" wzrasta. Po kilku godzinach dookoła nas szumi groźne już morze. Cóż za niezwykle szybka zmiana pogody. Kurs na Cieśniny Duńskie!

belka

26, 07, środa.

Morze Północne po raz drugi pokazało swoje rogi. Wokół okrętu rozszalała się groźna woda. Spienione grzywy fal raz po raz przelewają się przez pokład. Prędkość pod żaglami 8-9 w. Stojąc na zawietrznej (burcie) podziwiam odwagę prawdziwych ludzi morza - rybaków. Na swych niewielkich kuterkach, które raz po raz giną wśród tych olbrzymich fal, uparcie rzucają swoje sieci.
U nas na podchorążówce - ogromny bałagan. Talerze, kubki - wszystko fruwa w powietrzu. Przy próbie otwarcia szafki odzież i przedmioty spadają na podłogę. Wszyscy przeklinają wachtę na oku. Tam regularnie fala zalewa pokład, mimo że idziemy pełnym baksztagiem. Nie wyobrażam sobie, co by się działo, gdybyśmy szli pod wiatr.

belka

27, 07, czwartek.

Morze Północne nadal szaleje.Przechyły regularne wynoszą 30 st. a czasem i więcej. Przez pokład wzdłuż burty nawietrznej trudno przejść, gdyż jest zalewana przez fale. Ale do kambuza trzeba jakoś się przemknąć. Niestety przy tej próbie zostałem należycie potraktowany - całkowicie przykryła mnie fala. Przemoczony do "suchej nitki", musiałem zmienić bieliznę i drelich. Wiatr nie cichnie - wręcz przeciwnie - jeszcze wzrasta na sile. Co za wspaniały widok - słońce na chwilę przedarło się przez chmury i rozświetliło ten rozszalały żywioł. Tego widoku nie da się opisać. Zostanie on na zawsze w mojej pamięci.

belka

28.07, piątek.

W nocy, o 24 00 minęliśmy przylądek i latarniowiec o tej samej nazwie - Skagen. Weszliśmy w cieśninę Kattegat. O 04 00 zbudził nas alarm do żagli. Wykonaliśmy zwrot i posuwamy się teraz prawym halsem. Rano znów kolejny alarm do żagli. Nasz Bałtyk, kochany oczekiwany Bałtyk, powitał nas rzęsistą ulewą. Trzeba było zrzucić bryfok. Morze znacznie się uspokoiło, ale wiatr nadal jest silny. Teraz, gdy piszę te słowa panuje śliczna, słoneczna pogoda. Idziemy pod żaglami, więc kołysanie nie jest już dokuczliwe. Dziś mam egzamin z wiedzy morskiej, MPZZNM i RSO.

belka

29.07, sobota.

Nad ranem, o 04 00 zerwano nas ze snu. Przechodziliśmy przez najwęższe miejsce w cieśninach - między Helsingorem, a bliźniaczym szwedzkim Helsingborgiem. Szerokość w tym miejscu wynosi zaledwie 18 kbl. Dmie silny wiatr, przejmujący do szpiku kości. Stoimy wszyscy stłoczeni na dziobie i podziwiamy kontury zamku duńskiego królewicza Hamleta, który rozsławił na świecie dramat Szekspira. I tu rodzi się pytanie - "spać czy nie spać'? Raczej nie, bo jednego, który nie wyszedł na pokład ukarano staniem na tym wietrze przez dwie kolejne godziny. My tymczasem robimy zwrot i bierzemy kurs na następny latarniowiec. W cieśninach jest zakotwiczonych wiele latarniowców bandery duńskiej i szwedzkiej, ułatwiających żeglugę.

Helsingborg żegna nas rojem różnokolorowych świateł,. Żałujemy, że nie mogliśmy obejrzeć tego miejsca w dzień.
Wracam pod pokład i natychmiast zapadam w sen... Nie było nam dane wyspać się tej nocy. Przesunięto bowiem w nocy zegary o godzinę do przodu, a tuż nad ranem znów był alarm do żagli. Nie widziałem również Kopenhagi, którą mijaliśmy w niewielkiej odległości, gdy spałem. Ruch w Sundach jest bardzo duży. Mijamy aż trzy polskie statki. Tutaj dopiero daje się odczuć klimat Bałtyku. Nisko zawieszone chmury, zmniejszona widzialność, zamglony horyzont. Raz po raz ulewa siecze nas po twarzach. Ale Świnoujście już niedaleko. Jutro po raz pierwszy od długich trzech miesięcy staniemy znów na polskim lądzie. I znów sprawdza się przysłowie, że wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu.

Mkniemy do Świnoujścia , jak na skrzydłach. Po drodze mamy poważną przygodę. Polski statek Noteć ostrzega nas że mamy dryfującą minę na kursie. Faktycznie widać z daleka kadłub miny z wystającymi czopami zapalników*, kołyszący się na falach. Pomknęły w eter ostrzeżenia o dryfującym niebezpieczeństwie.
O 23 00 rzucamy kotwicę na redzie Świnoujścia.

* miny kotwiczne utrzymywane są za pomocą minlin w toni, na określonej głębokości. Ta musiała się zerwać, a prawdopodobnie była miną ćwiczebną, której minlinę przeciął trał,  lecz ze względu na wysoką falę nie została odnaleziona i wyłowiona. Ale czy była to mina bojowa czy ćwiczebna, nikt nie był pewien.

belka

30, 07. niedziela.

Do Świnoujścia weszliśmy rano. Na redzie odbywały się międzynarodowe regaty żeglarskie. Ponieważ wiatr był sprzyjający, dowódca postanowił wejść do portu na pełnych żaglach!* Na nasze spotkanie wyszedł dywizjon radzieckich KT (kutrów torpedowych). Do samego wejścia odprowadzały nas wolno, po czym pomknęły, zostawiając za sobą bryzgi pian. Wzbudziliśmy swoim wejściem zrozumiałą sensację. W środku portu okręt pod pełnymi żaglami! Takiego widoku w obecnym czasie się nie spotyka**.

Rzuciliśmy cumy w basenach MW. Część załogi i podchorążych wyszła na ląd. Ja niestety i inni nieszczęśnicy pozostaliśmy na okręcie i w jego pobliżu. Chodzimy więc po nabrzeżu i obżeramy się półdzikimi wiśniami, których tu nie brakuje. Dziś jest święto MW ZSRR. Wieczorem widzimy snopy różnokolorowych rac wzlatujących w powietrze. Gdy opadają, na portową wodę kładą się wspaniałe, różnokolorowe odblaski.

*. Było to niezwykle ryzykowne przedsięwzięcie. Jedynie to, że byliśmy przez te trzy miesiące szkoleni przy żaglach w niezwykle trudnych warunkach, mogło usprawiedliwić tę decyzję. Wejście do portu jest bardzo wąskie, w dodatku biegnie po łuku.
** podejrzewam, że to było takie jedyne wejście, a nasz "stary" kozaczył. W końcu ORP Iskra to nie był byle jacht, ale kawał sporego żaglowca.

Wszystkie odcinki - Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) (kliknij)

© Zdzisław Straburzyński  

Fotografie pochodzą z mojego albumu i zbiorów kolegów. Są to zdjęcia mojego autorstwa i moich kolegów, ale większość z nich wykonał Zbigniew Szczepanek - ówczesny wykładowca nawigacji i astronawigacji, dziś znany malarz akwarelista. Jest autorem wielu publikacji z nawigacji i astronawigacji

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież