31październik2020     ISSN 2392-1684

000dziennik cz6 001 okladka

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 6

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne.
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 2188
Odcinek 5

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 5

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne.
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.

belka

29. 05, poniedziałek.

I znowu w morzu. Śliczna pogoda i błękit morza. Pomyślny baksztag zmusza nas do postawienia wszystkich żagli. Idziemy z prędkością 8 węzłów. Teraz już codziennie towarzyszą nam stada delfinów. Wiatr się stale wzmaga, a okręt idzie z coraz większą prędkością.

belka

30.05, wtorek.

Takiego Morza Śródziemnego się nie spodziewałem . Wiatr o sile 8 st B gna nas z prędkością 10 knotów*. Iskra pięknie tnie dziobem spienione fale. Oficerowie mówią, że taka fala na Śródziemnym nie często się zdarza o tej porze. Wśród tych spienionych fal z grzbietu na grzbiet fali skaczą zwinne delfiny. Wiatr unosi tumany wodnego pyłu. Spieniona woda raz po raz wdziera się na pokład. Gdy przy tym świeci słońce można przekonać się jak pięknie, a zarazem groźnie wygląda morze. W południe robimy zwrot przez rufę i idziemy lewym halsem,. Jesteśmy zdani na łaskę wiatru, bo znów nawalił silnik główny.

* 10 węzłów to dla Iskry było bardzo dużo, choć zdarzało się nawet 12 w.

dziennik orp Iskra odcinek5

Na zdjęciu - Iskra  pięknie tnie dziobem spienione fale.

belka

31.05, środa.

Ostatni dzień maja. Silnik udało się naprawić. Groźne morze powoli się uspokaja. Dziś padł rekord alarmów do żagli. Było ich łączne z nocnym aż 7.W końcu wytworzył się sztil. Nad okrętem przelatuje francuski samolot patrolujący algierskie wybrzeże. Zatoczywszy kilka rund nad okrętem wraca w kierunku niewidocznego wybrzeża.* Wiatr znów się wzmaga. Jutro powinien ukazać się brzeg Algierii, a potem Tunezji.

* Ten incydent miał większe znaczenie , niż się nam wydawało. Poszedł do Gdyni meldunek o naruszeniu terytorium PRL. Prawdopodobnie to, oraz sytuacja w Algierii spowodowała protest naszego kraju i wizyta w Le Havre została w ostatniej chwili odwołana. Do tego doszło wydarzenie z Casablanki, ale o tym - dalej.

belka

1.06, czwartek.

Dzień wolny od zajęć (Boże Ciało). Święto, które na okręcie odczuwa się jedynie spaniem o godzinę dłużej i brakiem zajęć. A wachty toczą się normalnie. . Mija miesiąc, jak jesteśmy na morzu. Pokazują się na horyzoncie brzegi skaliste, poszarpane. Prowadzę nawigację przy stoliku nawigacyjnym i jestem zmuszony szkicować dość długi odcinek brzegu.. Alarm do żagli! Stawiamy wszystkie żagle, łącznie z topslami i bryfokiem.
Dowództwo okrętu urządziło coś w rodzaju telewizyjnego turnieju "kółko i krzyżyk". Zagadnienia są bardzo szerokie - nawigacja, astronomia, historia morska, sygnalizacja, takielunek, RSO, MPZZNM*, geografia oraz tzw los szczęścia, obejmujący różne dziedziny wiedzy. Po bardzo zażartej walce do ostatecznej rozgrywki zakwalifikowały się dwie drużyny - reprezentacja załogi oraz reprezentacja trzeciej zmiany w składzie: bsmn.pchor. K., st.mar. pchor. B. i ja. W przyszłą niedzielę odbędą się finały. Nagrodą są Albatrosy (papierosy przydzielane załogom jednostek pływających) , czekolada i owoce cytrusowe. Jest o co walczyć. O 18 00 wiatr zdechł i musieliśmy zrzucić wszystkie żagle. Dobrze, że nie w nocy, chociaż kto wie, czy w nocy wiatr się nie pojawi. Dowódca wykorzystuje każdy powiew wiatru, aby iść na "szmatach". Chodzi o oszczędność paliwa. Jak dotychczas wiatr nam sprzyja. Może to wpływ tych setek życzeń pomyślnych wiatrów zarówno od rodzin, znajomych, kolegów, jak też od polskich statków, które nas mijały?

* Międzynarodowe Przepisy Zapobiegania Zderzeniom Na Morzu

belka

2.06, piątek.

Jeszcze tylko 10 dni do Aleksandrii. Jednak ten czas szybko leci! Dzień jak co dzień. Wiatr jest zmienny i mamy znów kilka alarmów do żagli. W odległości mili przechodzi obok nas francuski okręt patrolowy. Mijamy kilka małych wysp. Jedna z nich służy jako baza wojskowa Francji.Ale oto widoczne są już brzegi Tunezji. Ponownie przesuwam zegarek, gdyż wchodzimy w czas środkowoeuropejski. Od dziś sygnał z Krakowa i hejnał mariacki może nam podawać czas z dokładnością do 1 sekundy. Pod wieczór zbliżamy się do przylądka, półwyspu i latarni i jednej nazwie - Bon. Z tego przylądka niedobitki armii gen. Rommla ewakuowały się po rozbiciu na Sycylię. Oprócz Gibraltaru tu wiedzie najkrótsza droga z Afryki do Europy.
Noce są coraz cieplejsze, zresztą dni również. Zbliżamy się coraz bardziej do zwrotnika. Nasze cienie stają się coraz krótsze. W południe mamy kąpiel wodą zaburtową z węża. Dowódca nie chce zastopować okrętu, aby urządzić kąpiel w morzu. Woda przyjemna, ale bardzo słona. Próbuję dzisiaj spać na spardeku, ale uciekam pod pokład, bo jeszcze jest trochę chłodno.

dziennik ORP ISKRA odcinek5

Na zdjęciu -francuski eskortowiec  przeciwlotniczy, wielkości naszej "Błyskawicy, spotkany na Morzu Śródziemnym.

belka separator

3.06, sobota.

Rano jak zwykle pobudka i chociaż nasze zegarki wskazują godzinę szóstą, faktycznie jest dopiero piąta. Jeden z oficerów wskazuje na widoczny ląd, wyjaśniając, że jest to wyspa Pantalleria. Cały dzień idziemy wzdłuż brzegów Sycylii, ale samej wyspy nie widać. Mam wachtę na sterze. Umiem już wyliczać i nanosić linie pozycyjne ze słońca. Po naniesieniu na mapę pozycji okrętu odczuwa się satysfakcję*. Cały czas idziemy pod żaglami. Jakiś francuski statek przechodząc obok nas oddaje ukłon banderą jednemu z najstarszych żaglowców na świecie. W odległości 2 mili mija nas niezidentyfikowany okręt - coś w rodzaju fregaty lub korwety. Z pewnością zdąża ku Malcie. W nocy mam pieską wachtę. Ponieważ jutro jest niedziela, więc chyba odeśpię stracone godziny. Do 21 układałem w mesie oficerskiej pytania na jutrzejsze kolejne "kółko i krzyżyk". Będę jednym z członków jury. Jutro też jako zawodnik stoczę walkę z drużyną załogi. Nasza trójka będzie walczyć o pierwsze miejsce.

* Na rufie znajdowały się dwa stoliki nawigacyjne przykryte tylko brezentowym daszkiem. Na lewym prowadzili nakres drogi słuchacze, na prawym oficer wachtowy, który w każdej chwili mógł sprawdzić, jak wygląda mapa nawigacyjna słuchacza.

belka separator dziennik ORP ISKRA

4.06, niedziela.

Piękny, słoneczny dzień. Nawet po pieskiej wachcie wstaje się z ochotą. Z pokładu wołają, że fantastycznie widać brzegi wysepek leżących niedaleko Malty. W końcu i ona. Przechodzimy bardzo blisko brzegu, który powoli przesuwa się przed naszymi oczami. Na razie widoczne jest tylko skalisty brzeg. O 0930 na trawersie mamy piękne miasto - stolicę Malty - Vallettę. Valletta liczy 30 tys mieszkańców*. Tu, u wybrzeży Malty zatonął polski niszczyciel ORP Kujawiak. Stąd też wypadały na swoje korsarskie rajdy polskie okręty podwodne ORP Dzik i ORP Sokół. Na Malcie został Polsce wydzierżawiony ORP Garland jako rekompensata za zatopionego Groma.
Po południu "kółko i krzyżyk", natomiast generalna rozgrywka między załogą i słuchaczami odbędzie się podczas mistrzostw morza Śródziemnego w biegu przez wanty** Dziś były trójki mieszane. Zwycięska pierwsza zmiana otrzymała po paczce "Belwederów i po piwie!!! Zwłaszcza to ostatnie było cenną nagrodą. Na morzu pustki. Tak się złożyło że dziś miałem 8 godzin (2 x 4) wachty "na oku". Nie widziałem żadnego statku, ani żadnego światła. Pod wieczór wiatr powoli słabnie.W nocy mamy alarm do żagli. Zrzucamy topsle i bryfok.

* Mocno przestrzeliłem, bo dziś liczba mieszkańców to ok 7 tys.
** widać , że dowództwo okrętu nie pozwalało, abyśmy się nudzili nawet w niedziele, kiedy był czas wolny.

Wszystkie odcinki - Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) (kliknij)

© Zdzisław Straburzyński

Fotografie pochodzą z mojego albumu i zbiorów kolegów. Są to zdjęcia mojego autorstwa i moich kolegów, ale większość z nich wykonał Zbigniew Szczepanek - ówczesny wykładowca nawigacji i astronawigacji, dziś znany malarz akwarelista. Jest autorem wielu publikacji z nawigacji i astronawigacji.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 3309
dziennik cz 3 okładka

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 3

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne.
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.

separator

15.05, poniedziałek.

Biskaje pokazały , co potrafią. Pod koniec przejścia zerwał się silny wiatr i powstała fala większa, niż na M.Północnym. W naszym "salonie" wszystko zaczęło fruwać w powietrzu. Kto otworzył szafkę, leciały na niego części garderoby i inne przedmioty. Obiad jedliśmy siedząc w kucki na podłodze. Wykorzystując wiatr, postawiono wszystkie żagle. Prędkość okrętu wzrosła do 8 węzłów. O 22 00 wiatr zdechł, więc zrzuciliśmy wszystkie żagle. Dziś w południe weszliśmy w strefę czasu zachodnioeuropejskiego. Zegarki cofnęliśmy o godzinę. W nocy miniemy Zatokę Biskajską i zaczniemy przechodzić wzdłuż brzegów Hiszpanii i Portugalii.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 1918
Dziennik okładka

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 4

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne.
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 3653
dziennikokladka odcinek2 f9001

Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) / odcinek 2

Dziennik trzymiesięcznego rejsu na ORP "Iskra" od 2 maja do 2 sierpnia 1961 roku to robione na pokładzie żaglowca zapiski 18-letniego chłopaka z niewielkiego miasta w Wielkopolsce, który trafił na studia do jednej z ówczesnych uczelni wojskowych. Jak sam pisze – z przypadku, uciekając przed medycyną, na którą nie miał ochoty. Ten chlopak to Zdzisław Straburzyński, wówczas słuchacz 1 roku WSMW, dziś kmdr.w st.spocz.

Autor notował swe wrażenia na bieżąco, „...po lub przed wachtą, często zmęczony alarmami do żagli, lub odkładał zapiski "na jutro", gdy sztorm wyrywał wnętrzności. Ale te pożółkłe już dziś kartki są ... autentyczne.
Trasa rejsu wiodła z Gdyni przez Gibraltar-Aleksandrię-Casablankę-Le Havre z powrotem do Gdyni.

Za zgodą autora publikujemy w odcinkach jego dziennik pokładowy z nowo opracowanymi przez niego przypisami. Każdy odcinek opisuje 7 dni rejsu. Przez kilkanaście tygodni będą sie one ukazywać w poniedziałkowych wydaniach Naszego Baltyku.

separator belka

8.05, poniedziałek.

Gdy budzę się rano, nadal idziemy przez kanał. Ale Morze Północne coraz bliżej. Jeszcze godzina i okręt zaczyna się coraz bardziej kołysać. To nie jest Bałtyk!. Każdy staje się bardziej małomówny. Na kolację prawie wszystko idzie za burtę.

separator

9.05 wtorek.

Uzupełniam ten dziennik w czwartek. Przez cały czas nawet nie pomyślałem o pisaniu. Kucharze przestali gotować. Nie mogli wytrzymać w ciasnym, gorącym i dusznym kambuzie znajdującym się na dziobie ( gdzie kołysanie jest największe). O godz. 11 00 z trudem wytaczamy się na śródokręcie. Przechyły okrętu (na obie burty) dochodzą blisko 40 st. Znajdujemy się na akwenie, na którym zatonęła (prawdopodobnie) chluba naszej marynarki wojennej - ORP "Orzeł". Skromną wiązanką biało - czerwonych goździków rzuconą na wzburzone, groźne morze, czcimy pamięć bohaterów. A potem znowu pod pokład, aby choć na chwilę położyć się na podłodze, co przynosi ulgę*. Ja na szczęście, aż tak nie narzekam na fale. W zeszłym roku na Bałtyku, na fali niewątpliwie krótszej* czułem się o wiele gorzej. Najgorsze podczas takiego sztormu są wachty. Nikomu nie chce się iść na pokład, po którym przelewają się słone fale.

*Na podchorążówce na noc były rozpinane hamaki na dwóch poziomach. Było bardzo ciasno. W dzień hamaki zwijaliśmy, więc gdy ktoś chciał się położyć na chwilę, lądował na podłodze.

Dziennik fotografia 1

Nadchodzi sztorm.

Dziennik fotografia 2

Nieco mniejsza fala, ale nadal jest sztormowo. Iskra idzie na silniku, a w powietrzu widać krople wody i fale wdzierające się na pokład.

separator

10.05, środa.

Fala nieco słabnie. Idziemy pod żaglami. Silnik jest wyłączony, a prędkość dochodzi do 8 knotów (w żarg. węzłów). Kucharze nadal nie chcą wejść do kambuza. Ponieważ wszyscy domagają się gorącego posiłku, dwóch słuchaczy, którzy najłagodniej znoszą kołysanie, idą do kambuza ugotować coś ciepłego. Bardzo serdecznie witają nas przechodzące obok statki. Dzisiaj np. przechodził obok nas polski statek "Malbork". Dwukrotnie dał sygnał syreną, a nawet nieco zboczył z kursu, i nadał szczytówką (światłem) "życzymy pomyślnych wiatrów". Statki tego typu kursują regularnie miedzy Polską a Anglią.
Na okręcie wszystko powoli wraca do normy. Żołądek przyzwyczaja się do ciągłego kołysania. Zbliżamy się do kanału La Manche.

separator

11.05, czwartek.

Trzymam wachtę na sterze. Wchodzimy do kanału La Manche. I znów bardzo serdecznie pozdrawia nas polski statek Goplana. Ponieważ jest pomyślny wiatr stawiamy bryfok i topsle - idziemy teraz pod pełnymi żaglami*. Fale już nie robią na nas żadnego wrażenia. Lecz oto wiatr słabnie, a co za tym idzie - maleje fala. I ten kanał La Manche, którego się obawialiśmy bardziej, niż M.Północnego wita nas piękną, choć dla żaglowca niepomyślną pogodą. Na horyzoncie pojawiają się sine smugi, które rosną w oczach. To Francja i Anglia, a na ich brzegach Calais i Dover. Znajdujemy się w najwęższym miejscu kanału. I znów mija nas idąca w kierunku Bałtyku M/S Krynica - polski sześciotysięcznik.

Dziennik fotografia 3

Fala nieco słabnie, idziemy pod żaglami, ale koło sterowe trzymają dwaj słuchacze. Autor przez chwilę odpoczywa na bakiście, czyli skrzyni "na wszystko".

* czyli 693 m²

separator

12.05, piątek.

Idziemy nadal kanałem La Manche. Wiatr zupełnie ustał. Otrzymaliśmy komunikat, że na Biskajach stan morza wynosi 3-4 st.B, a na Atlantyku 1-2, a więc wszystko jest o.k.Do południa mamy zajęcie przy robieniu "kotków", które zakłada się na brasy rei lub gafla, aby się żagle nie obcierały.
Po południu mamy niesamowity ubaw - bieg przez wanty* i walki na bomie. Ta ostatnia konkurencja dostarczyła nam ubawu po pachy - dwóch bądź co bądź dorosłych ludzi, siedząc okrakiem na belce okłada się workami** robiąc takie grymasy, że można pęknąć ze śmiechu. Bezkonkurencyjna była stała załoga, która pokonała nas, słuchaczy.
Dziś przypomniałem sobie i zapisuję niektóre komunikaty z M.Północnego. Co jakiś czas przez okrętową rozgłośnię nadawano krótkie komunikaty o osobach, które szczególnie nie dawały sobie rady z przechyłami okrętu:
"Zamienię kordzik marynarski na szablę kawaleryjską" podpisał kpt.mar. S (oficer słuchacz naszego rocznika przyszedł do WSMW w zielonym mundurze).

"Zamienię wszystkie palety i pędzle na chwilę spokoju" - por.mar L (oficer malarz - marynista, zabrany w ten rejs)
"Sprzedam cytrynę za 10 $" -por.mar. Sz. - akurat ten oficer czuł się doskonale, a cytryna była dobrem bardzo pożądanym.
"Zamienię 10 dolarów na paczkę sucharów" por.mar. B (oficer WSW)
A dziś usłyszeliśmy następujący komunikat: "Dowództwo WSMW i MW wyraża uznanie za bohaterską postawę na Morzu Północnym oficerom, załodze i podchorążym. Za szczególnie bohaterską postawę w walce z żywiołem dziękuje kpt mar. S, ppor.mar. U. oraz bosmanowi S. z całym działem IX *** ( wiadomo, że kucharze rzygali jak koty, a wyżej wspomniani nie nadawali się do niczego). Na dziś tyle. Jutro chyba jeszcze będziemy przechodzili La Manche. A potem - Biskaje. Zobaczymy.

* Bieg przez wanty polegał na wbiegnięciu na wszystkie trzy maszty - wejście i zejście. Oczywiście liczył się czas tej konkurencji.
** Worek marynarski to mobilna szafa mieszcząca wszystko, co wnosi na okręt marynarz, czy słuchacz. W walce na bomie wypełnione były miękką odzieżą, choć uderzenie takim drelichowym workiem mogło zaboleć.
***Na okręcie, zgodnie z RSO (Regulaminem Służby na Okrętach MW), załoga stała podzielona jest na działy okrętowe. Np II - artyleryjski na Iskrze nie istniał z trzech powodów. Pierwszym z nich był brak armat:)
Dla nas najważniejszy był dz. I - nawigacyjny i ostatni -IX, czyli żarcie, umundurowanie i kasa. W chwili obecnej wprowadzono dział X - informatyczny. Komunikat był żartem naszego "starego".

Dziennik fotografia 4

Dowódca okrętu w stopniu (wówczas) kapitana marynarki - Stefan Kucharski. Podaję nazwisko , bo d-cy Iskry są wymienieni w Wiki.

Separator belka

13.06, sobota.

Zbliżamy się do Zatoki Biskajskiej. Pogoda fantastyczna, ale nie dla żaglowca. Stan morza 2 st.B. Wiatru jak na lekarstwo , więc idziemy na silniku. Po południu dalsza część zawodów o mistrzostwo M.Północnego. Tym razem w przeciąganiu liny. Udało nam się pobić załogę i lewa burta podchorążych zdobyła tytuł mistrzowski. *

* Na okręcie załoga i słuchacze podzielona była na burty - lewą i prawą, a każda burta na 3 zmiany. Wachta trwa 4 godziny - 3 x 4 x 2 = 24, czyli doba.

Dziennik fotografia 5

Zawody w przeciąganiu liny. Zdjęcie z M. Śródziemnego.

separator

14. 05. niedziela.

Trzymam wieczorową wachtę (20 00 -24 00) przy stoliku nawigacyjnym . Jestem świadkiem wejścia na Atlantyk. W ciemnej wodzie widać świecące punkciki.To fosforyzujący plankton . Rano na powitanie Atlantyku wbiegamy na wanty. Około południa po raz pierwszy spotykamy stadko pluskających delfinów. Kilka godzin idziemy pod żaglami, ale musimy je zrzucić, gdyż wiatr ustaje. Stan morza - 1 st.B. Ponieważ dziś jest dzień wolny od zajęć, opalamy się na spardekach*. Wieczorem mija nas bardzo blisko idący statek jakiegoś nowego państwa afrykańskiego z kolorową załogą. Statek oddaje nam salut syreną, a jeden z członków załogi pędzi do sterówki po banderę, żeby ją wciągnąć na flagsztok i oddać ukłon**. Do capstrzyku nic godnego uwagi się nie dzieje.

* Spardek to część pokładu przykrywająca nadbudówki. 
** Statki handlowe często oszczędzają bandery szybko zużywające się na wietrze . Na okręcie w ruchu jest to niemożliwe - bandery nie wolno opuścić nawet na sekundę - chyba, że do połowy przy odpowiedzi na ukłon banderą. Patrz też http://pl.wikipedia.org/wiki/Bandera_wojenna

Wszystkie odcinki - Pod żaglami "Iskry" - dziennik podróży (maj-sierpień 1961) (kliknij)

© Zdzisław Straburzyński

Fotografie pochodzą z mojego albumu i zbiorów kolegów. Są to zdjęcia mojego autorstwa i moich kolegów, ale większość z nich wykonał Zbigniew Szczepanek - ówczesny wykładowca nawigacji i astronawigacji, dziś znany malarz akwarelista. Jest autorem wielu publikacji z nawigacji i astronawigacji.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 2973