19czerwiec2019     ISSN 2392-1684

111 / Made in Poland / Po raz pierwszy w Syrii

00 DSC 0718 nb

Pod koniec roku 1955 w kraju wszystko zaczęło iść lepiej. W dniach 11 i 12 grudnia obradował w Palacu Kultury i Nauki im. J. Stalina w Warszawie II Krajowy Zjazd Ligi Przyjaciół Żołnierza. Prezes wygłosił mowę, wpowiadając między innymi te słowa:

„...Nasza działalność, która w treści swojej jest atrakcyjna, przy zastosowaniu właściwych form może rozbudzać wśród młodzieży zdrowe zainteresowania, uczyć ją hartu i męstwa, wiernej służby Ludowej Ojczyzny (...) Oczywiście, zakres naszej pracy jest daleko szerszy – pracujemy wśród całego społeczeństwa. ... Realizując nasze zadania, pamiętać musimy o najważniejszej sprawie – o tym, że jestemy organizacją społeczną, masową, że w pracy swej musimy opierać się na szerokim aktywie społecznym...”

Krótko mówiąc, szły dobre zmiany, których świadectwem był nasz wspaniale rozwijający się eksport.

Jak napisał Adam Krzepkowski w styczniowym numerze „Morza” z 1956 roku – „...Towary z napisami „Made in Poland” i „Product od Poland” docierają do 72 krajów na całym świecie. Eksportujemy coraz więcej, żeby za uzyskane dewizy coraz więcej importować. Importujemy zaś – aby lepiej żyć, by przyśpieszyć rozwój naszej gospodarki i poprawić zaopatrzenie ludności...”

Sprzedawaliśmy więc wegiel, chemikalia, maszyny, obiekty przemysłowe, statki morskie, tabor kolejowy, samochody (wtedy naprawdę je produkowaliśmy), cement, aparaty elektryczne, drewno, tkaniny, wyroby skórzane, zabawki artystyczne (czyli Cepelia) oraz artykuły żywnościowe, które jednak (jak przyznał autor) „...stanowią obecnie mniejszy procent naszego wywozu niż przed wojną. Jednakże polskie wódki, szynki, wędliny, bekony, słodycze i owoce nadal cieszą się pokupnością. W każdym domu angielskim znane są polskie jaja i drób importowany z Polski...”

Zdjęć do artykułu dostarczyli K. Komorowski i Z. Kosycarz.

Akurat rozpoczęliśmy wówczas import bawełny z Syrii. Pierwszą podróż polskiego statku do Latakii, a była to „Nowa Huta”, opisał Antoni Strzelbicki w reportażu z cyklu „z marynarskiego dziennika podróży” (nie informując jednak czytelników, co do Syrii dostarczyliśmy).

Latakija byla jedynym portem Syrii, dostępnym jednak tylko dla małych jednostek o zanurzeniu do 15 stóp, więc przypływające tam statki zatrzymywały się na redzie. Były w stałym 10 minutowym pogotowiu maszynowym, jako że w wypadku częstych południowo-zachodnich sztormów trzeba było podnosić kotwicę i wychodzić w morze. Komunikacja z lądem odbywała się za pomocą motorówki agenta, a wyładunek wyłącznie za pomocą barek.

Interesujący w relacji jest fakt, że „Nowa Huta” dopłynęła do Syrii w piątek, czyli w muzułmańską niedzielę, na dodatek w czasie Ramadanu, a w niedzielę na naszym, jak i na trzech innych statkach jugosłowiańskich podniesiono wielką galę flagową - choć nie ze względu na niedzielną mszę, tylko z okazji święta 1 maja. O dziesiątej odbyła się więc uroczysta akademia pierwszomajowa. Po krótkim referacie, przypominającym tradycje świąta klasy robotniczej i jego znaczenie w ówczesnej sytuacji politycznej, nastąpila część artystyczna, po czym marynarze ruszyli w miasto, by tam dalej świętować.

Trudno powiedzieć, czy Syryjczycy również w tym święcie uczestniczyli. Dziś nawet spytać nie ma kogo. Mało bowiem prawdopodobne, by któryś z nich do nas dotarł.

Opracowanie: Antoni Dubowicz, styczeń 2016

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież