22lipiec2017     ISSN 2392-1684

Władysław Szarski, zastępca dyrektora Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu

Aby dotrzeć do tak zwanej prawdy historycznej, nie można opierać się na jednym źródle

,Aby dotrzeć do tak zwanej prawdy historycznej, nie można opierać się na jednym źródle”
-mówi Władysław Szarski, zastępca dyrektora Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu, jeden z czterech jego twórców obok Ryszarda Kretkiewicza- najważniejszej postaci, jeśli chodzi o to przedsięwzięcie, Wojciecha Waśkowskiego i Zbigniewa Wiekiery, który przyłączył się do tej grupy po śmierci Romana Nowaka.

- Historyk powinien porównywać różne źródła, relacje, zdjęcia. Nawet jeśli obecnie jesteśmy świadkami jakiegoś zdarzenia, to każdy z nas może zrelacjonować je inaczej. A co dopiero jeśli chodzi o bardziej odległą przeszłość opisywaną na zasadzie wspomnień przez osoby ,,bardzo wiekowe”. Ludzie często inaczej interpretują te same wydarzenia. Widać to doskonale na przykładzie chociażby śledztw policyjnych.

- Jak rozpoczęła się pana przygoda z historią Helu?

- W 1997 roku zacząłem prowadzić stronę internetową: hel.edu.pl. (Wtedy chodziło mi bardziej o nauczenie się tworzenia stron www). Nie miałem jeszcze ściśle sprecyzowanego pomysłu na nią , ale chodziło mi o to, by miała charakter edukacyjny. Ponieważ jednak jestem ,,dokładnicki” , zacząłem badać najnowszą historię Helu, o którym wtedy zbyt wiele nie wiedziałem.

Przyznam, że w to ostatnie stwierdzenie trudno było mi uwierzyć, ale zapytałam:

- Rozumiem, że stało się to pana pasją, a jaki zawód pan wykonywał wcześniej?

- Jestem inżynierem energetykiem, mam stopień podporucznika, który zdobyłem podczas przeszkolenia studenckiego. Nigdy nie pracowałem w wojsku. Jednak z zamiłowania jestem humanistą.

- Kiedy powstało Muzeum Obrony Wybrzeża?

-W 2006 roku. Pracujemy na jego rzecz społecznie. Jesteśmy my, czterej emeryci, kilku wolontariuszy oraz pracownicy fizyczni zatrudniani dorywczo.

- Czyim pomysłem było utworzenie tego obiektu?

- W 2005 roku burmistrz otrzymał fundusze unijne na renowację zabytków i zwrócił się do nas dosłownie w ten sposób: ,,Zróbcie coś z tym, żeby było ciekawie!”

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 1785
Wywiad z latarnikiem Karolem Kłosem

Wywiad z pisarzem i latarnikiem – Karolem Kłosem cz. 3/3

Trzecia i ostatnia część wywiadu z pisarzem i latarnikiem Karolem Kłosem. Rozmawia Monika Śniedziewska – Lerczak „Latarnica”.

BEZ PASJI NIE MA ŻYCIA

Latarnica: Co było przyczynkiem do tego że zacząłeś pisać ”Latarnika”? Czy pisząc wiedziałeś już, że powstanie część 2 czyli „Latarniczka”?

Karol Kłos: Wcześniej próbowałem pisać wiersze, potem opowiadania. Udało mi się wygrać Ogólnopolski Konkurs Na Opowiadanie organizowany przez artystyczny klub „Winda” w Gdańsku w roku 2004 bodaj, otrzymać nagrodę marszałka województwa, co było pierwszym moim zarobkiem uzyskanym dzięki literaturze. Potem dowiedziałem się o konkursie na dziennik inspirowany dziennikami Stefana Żeromskiego. Przystąpiłem więc do pisania. Potem się okazało, że konkurs dotyczył młodzieży szkolnej, więc mnie przyznano tylko symboliczną nagrodę książkową, ale tekst pozostał i to z niego powstał „Latarnik”. Pisałem go przez sześć lat, po kilka zdań, po akapicie. Gdy wydałem „Latarnika” w postaci książki to zamarzyła mi się trylogia. Bo jak to brzmi. Drugi tom, czyli „Latarniczkę” pisałem przez rok. Zwieńczenie trylogii wciąż jest w sferze planów. Po drodze niejako było jeszcze opowiadanie „Duch”, opowiadanie „Księzniczka i groch”, które zwyciężyło w konkursie portalu Duże K, a także praca nad inną powieścią. Poza tym pasjonuje mnie fotografia, co też pochłania czas.

Latarnica: Pokazywałeś komuś fragmenty powstających książek? Powstawały jako pisanie do tzw. szuflady czy od początku planowałeś aby miały swoich Czytelników?

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 4158
Wywiad z latarnikiem cz.1

Wywiad z pisarzem i latarnikiem – Karolem Kłosem cz. 1/3

Pierwsza z trzech części wywiadu z pisarzem i latarnikiem Karolem Kłosem. Rozmawia Monika Śniedziewska – Lerczak „Latarnica” . Skąd pseudonim latarnica…. ? Wynika on z pasji Pani Moniki… jak sama pisze na swoim blogu , który gorąco polecamy (adres bloga na końcu artykułu) jej hobby to szeroko rozumiane kolekcjonerstwo latarniane : kartki pocztowe, zdjęcia, sztychy, literatura, mapy, czasopisma, znaczki, zapinki, monety itd.

BEZ PASJI NIE MA ŻYCIA

Latarnica: Witaj Karolu, z ogromną radością chciałabym zadać Tobie kilkanaście pytań dotyczących Twojej zawodowej drogi latarnika, Twoich dwóch książek, które miałam okazję przeczytać (powieści: „Latarnik” i „Latarniczka”) oraz życiowych pasji i zamiłowania do pisania. Zacznijmy od początku czyli chwili kiedy podjąłeś pracę w zawodzie, który mnie wydaje się czymś fascynującym i wyjątkowym oraz bardzo odpowiedzialnym. Jak to się stało, że z pracownika na budowie w Żarnowcu trafiłeś do helskiej latarni. Był wolny etat czy ktoś Tobie tą pracę zaproponował?

Karol Kłos: Zwolnił się etat w miejscu zamieszkania, a ja mieszkałem na kwaterze i wracałem do domu tylko na niedzielę, więc bardzo chętnie skorzystałem z nadarzającej się okazji. Ponieważ chętnych na to stanowisko było kilku, pracodawca zorganizował nam egzamin wstępny, w wyniku którego zostało nas dwóch kandydatów. Nastąpiła więc dogrywka, ale znowu uzyskaliśmy jednakowe wyniki. Wtedy zaproponowano pracę nam obu, ponieważ był wolny etat również w Helu.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 4318
Wywiad z Karolem Kłosem

Wywiad z pisarzem i latarnikiem – Karolem Kłosem cz. 2/3

Druga z trzech części wywiadu z pisarzem i latarnikiem Karolem Kłosem. Rozmawia Monika Śniedziewska – Lerczak „Latarnica”.

BEZ PASJI NIE MA ŻYCIA

Latarnica: Ilu latarników pracuje obecnie w Jastarni? W jakich godzinach w systemie zmianowym trwa jedna zmiana? I którą lubisz najbardziej?

Karol Kłos: W Jastarni pracujemy obecnie we troje. Razem z kierownikiem Leonem, oraz jego żoną Grażyną, tworzymy trio latarniane. W tym miejscu muszę nadmienić, że mam niewątpliwą przyjemność pracować z jedną spośród czterech polskich latarniczek. Koleżanka latarniczka motywuje mnie do bardziej wydajnej, owocnej pracy ku chwale ojczyzny i urzędu. Za wszelkie niedociągnięcia, które naturalnie mi się zdarzają, wstydzę się i rumienię.

Jedna służba trwa dwanaście godzin, dzięki czemu łatwo podzielić dobę na dwie zmiany. Jeżeli jednego dnia mam dzienny dyżur, to drugiego wypada nocka, a potem są dwa dni wolne, by zdążyć wypocząć. Takie obowiązują obecnie normy czasu pracy. Taki system oznacza, że nie ma miejsca na żadne nadgodziny. Jeżeli zachodzi konieczność wspólnej pracy poza swoim grafikiem, to potem po prostu bierze się wolne. Zostaje mnóstwo czasu na czytanie i pisanie książek. Oznacza to jednak również raczej średnie wynagrodzenie za pracę, bo lepiej płatne nadgodziny są zakazane.

  • Nasz Bałtyk
  • Odsłony: 4222