18listopad2017     ISSN 2392-1684

Zimny Bałtyk - WILSON FEDJE

00 DSC 0946a

W zimowy, mroźny poniedziałek 4 stycznia 2016, ślizgając się na oblodzonym, gładkim jak szklanka nabrzeżu, rozkoszując się tak bliskim memu sercu widokiem na awanport i główki wejściowe na falochronie gdyńskiego portu, dostrzegłem na horyzoncie jakieś poruszenie.

Po chwili na wodzie ukazał się wracajający z redy do portu „Pilot-3” z krążącym nad nim ptactwem. „Pilot-3“ z pewnością nie pachnie rybą, więc przyczyna tego zlotu musiała być jakaś inna. Wyobraźnia podpowiedziała mi, że być może jest to grupa opiekuńcza, czuwająca, by załodze i pilotom nic się nie stało i by bezpiecznie dotarli do celu podróży. Czasem dobrze mieć takiego skrzydlatego opiekuna!

Życzyłbym tego wszystkim marynarzom, a już szczególnie tym, którzy muszą pracować w zimie. Nie jest to bowiem robota ani łatwa ani przyjemna, czego najlepszym dowodem był – jak na zawołanie - widok zmierzającego za Pilotem do Gdyni niewielkiego, mocno oblodzonego statku. Po bliższym rozpoznaniu udało mi się przeczytać, że był to WILSON FEDJE, bez mała 90-metrowy drobnicowiec uniwersalny, mogący przewozić również kontenery. Należy on do zadomowionej w Gdyni norweskiej kompanii żeglugowej Wilson ASA. Praktycznie zawsze, każdego dnia stoi przy którymś z nabrzeży jakiś statek tego armatora. A jak nie przy nabrzeżu, to w stoczni, Wilson bowiem wszystkie przeglądy i remonty wykonuje właśnie tutaj. 

W morzu jednak jest inaczej, tam wszystkie prace na statku wykonać musi sama załoga. Również i teraz, przyglądając się uważniej wchodzącej jednostce dostrzegłem na dziobie sylwetkę odzianego w czerwony kombinezon marynarza, usiłującego odłupać z bryły lodu zamarzniętą na kość cumę.

Jedno jest pewne - nie każdy nadaje się na marynarza!

© Antoni Dubowicz

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież