18grudzień2017     ISSN 2392-1684

Ze Szczecina do Konstanz – nowoczesne promy „Tábor” i „Lodi” na Jeziorze Bodeńskim

00 DSC 0623a

Czym zasłużyły sobie kursujące na Jeziorze Bodeńskim promy samochodowe, by znależć się w Moskich Kadrach? Co mają one wspólnego z Bałtykiem?

Odpowiedź jest prosta – ich budowniczych, czyli naszych, polskich, szczecińskich stoczniowców.

Dwa promy bowiem, te najciekawsze, mają polski rodowód. Mówię tu o o statkach „Tábor” i „Lodi”, bardzo interesujących jednostkach o niespotykanej formie. Kursują one na trasie Konstanz–Meersburg. To krótki przelot, mający zaledwie 4,2 km długości. Promy pokonują je w 15 minut i pływają tam i z powrotem w ruchu wahadłowym, mijając się po drodze.

Uwagę widza zwraca ich oryginalny, nowatorski wygląd. Projekt tych promów powstał w pracowni Idea-Design z Kressbronn. W ich sylwetce dominuje wielkopowierzchniowe przeszklenie (ponad 780 m²) oraz stalowy łuk, rozpięty prawie od końca do końca, nawiązujący do konstrukcji mostowych. Oprócz nowej estetyki statki mają też cały szereg zalet technicznych i eksploatacyjnych. Wspomnieć wypada takie nowatorskie rozwiązania jak brak międzypokładu (dzięki czemu mogą one zabierać samochody ciężarowe do 4 m wysokości), toalety umieszczone pod pokładem głównym, winda dla niepełnosprawnych czy wydzielone miejsca parkingowe dla rowerów.

Pierwszy z tych nowatorskich promów – „Tábor” – zbudowała stocznia Bodan w Kressbronn w 2003 roku. Ma on 72 metry długości i 13,4 m szerokości (cztery pasy samochodów obok siebie). W kalkulowanych kosztach budowy w wysokości 6 do 7 milionów euro statek sie jednak nie zmieścił, w rezultacie kosztował 8,6 mio euro. W chwili wprowadzenia na linię (15 maja 2004) był największym i najdroższym promem na Jeziorze Bodeńskim. Jego nazwę wyłoniono w publicznym głosowaniu, choć po ogłoszeniu wyników słychać było głosy, że była ona ustalona już w przedbiegach. Nie nazwano go bowiem „Jan Hus”, jak chciała głosująca większość, lecz „Tábor” - od nazwy czeskiego miasta, z którym Konstanz (Konstancję) łączylo 20-letnie partnerstwo. W chrzcie statku uczestniczyła żona burmistrza miasta Ina Dedic, która w prezencie przywiozła ze sobą dzwon okretowy.

„Tábor” zabiera na pokład 700 pasażerów i 60 samochodów osobowych – lub też trzy ciężarówki o nacisku na oś do 15 ton i wysokości do 4 metrów oraz 15 samochodów osobowych.

- No dobrze, ale gdzie tu ten zapowiedziany polski wątek? - zapytacie słusznie. Już odpowiadam. Kadłub „Tábora” powstał w szczecińskiej stoczni Finomar, gdzie zbudowano poszczególnelne sekcje, montowane następnie w Niemczech. (http://www.finomar.com.pl/index.php/pl/realizacje/prom-mf-tabor/ )

„Lodi” zbudowana w 2010 roku na wzór „Tábora”, jest wprawdzie do niego bardzo podobna, lecz nie są to wcale jednostki identyczne. Różnice między nimi są znaczne, widać to jednak dopiero na drugi rzut oka Przede wszystkim „Lodi” jest statkiem o 10 metrów dłuższym (82,37 m), zoptymalizowano też na niej pokład główny, na którym mieszczą się teraz 64 samochody (cztery ścieżki samochodów od końca do końca), zainstalowano wygodniejsze, mniej strome schody na pokład górny, we wnętrzu użyto mniej różnorodnych materiałów, podnosząc jednocześnie ich jakość, poprawiono też widoczność z pomieszczeń pasażerskich na zewnątrz. 

Prom zbudowany został w podobny sposób jak „Tábor”. Za całość odpowiada stocznia Bodan w Kressbronn, jednak prefabrykacja segmentów kadłuba w Szczecinie oraz ich montaż w Kressbronn to dzieło szczecińskiego Finomaru. Jako, że hala stoczni Bodan okazała się być za mała, części montażu dokonać musiano „pod chmurką”. Ze Szczecina do Jeziora Bodeńskiego to niezły kawał drogi, więc z pewnością możecie sobie wyobrazić, że było to nadzwyczaj wymagajace wyzwanie - zarówno techniczne jak i logistyczne! (http://www.finomar.com.pl/index.php/pl/realizacje/prom-fs-2010/ )

Stępkę pod budowę promu położono w Szczecinie 1 października 2008, wodowanie odbyło się w Kressborn 14 października 2009. Uczestniczył w nim ustepujący mu miejsca na linii prom „Fritz Arnold” z oficjelami na pokładzie, częściowo nawet czynnie, występując w roli holownika portowego.

Uroczystość chrztu miała miejsce 9 maja 2010 roku na wodzie pomiędzy Konstanz (Konstancją) i Meersburgiem. Uczestniczyły w niej wszystkie pozostałe statki armatora - oraz oczywiście matka chrzestna, Giuliana Caminetti, radna miasta Lodi we włoskiej Lombardii (również miasta partnerskiego Konstanz) wraz z dwójką dzieci, laureatów przeprowadzonego w przedbiegach konkursu malarskiego.

Wówczas to prom przeobraził się z „numeru stoczniowego FS 2010 w „Lodi”. Również tę nazwę wyłoniono w wyniku głosowania, tym razem jednak obyło się bez żadnych zgrzytów.

„Lodi” kosztowała w sumie 11 milionów euro, prawie 4,5 miliona więcej niż budowany 10 lat wcześniej „Tabor”.

Na Jeziorze Bodeńskim są to w tej chwili dwa promy z tytułem „naj” – najnowocześniejsze.

„Lodi” szczyci się nawet podwójnym „naj” – najnowocześniejsza i największa!

Jakaś część tych tytułów należy się szczecińskiej stoczni Finomar.

© Antoni Dubowicz 2016/2017

 

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: