15sierpień2018     ISSN 2392-1684

Strażacy przy pracy

00 DSC0417a

Nasza zdolność obserwacji jest bardziej niż ułomna. Jakże często zdarza się nam, że nie zapamiętujemy tego, co widzimy praktycznie codziennie. Przykładowo na drodze do biura lub do szkoły. Chodzimy, jeździmy przez cale lata wciąż tą samą ulicą, z przyzwyczajenia nie rejestrując jej wcale, aż zajdzie jakaś zmiana. Pewnego dnia odkrywamy nagle, że coś jest inaczej. W ciągu domów jednego brakuje. Zamiast niego jest plac budowy. A my nie możemy sobie przypomnieć, jak wyglądał budynek, który stał tam poprzednio. No, był jakiś, był z całą pewnością, ale czy był on czerwony czy biały, czy miał trzy czy cztery piętra, co w nim się mieściło? Pamięć nas zawodzi, nie wiemy, po prostu nie wiemy!

Znacie to dziwne i niepokojące uczucie?

Mnie dopadło ono kilka dni temu w gdyńskim porcie. Fotografowałem akcję przeholowywania dużego statku z nabrzeża Indyjskiego na nabrzeże Szwedzkie. W akcji uczestniczyły aż trzy holowniki, więc było na co popatrzeć! Już w Basenie Węglowym, zgodnie z radą przyjaznych panów z ochrony, postawiłem samochód w bezpiecznym miejscu w cieniu niewielkiego budyneczku w południowej części Nabrzeża Duńskiego. Ale co to za budyneczek – nie mam pojęcia. Wprawdzie przejeżdżam tędy regularnie, lecz pamiętam jedynie, że on tam jest, a oprócz niego wieżyczka kontrolna przy Pirsie Południowym, gdzie cumują gazowce, a także niewielki dźwig. Dźwig ten jako jedyny zapamiętałem lepiej, ponieważ wykorzystywałem go czasem do zamknięcia kadru – fotografując stojące przy Szwedzkim masowce. Wydawało mi się, ze jest żółty. I tyle!

I dopiero tego dnia, wieczorem 27 kwietnia, gdy już wsiadałem do samochodu, by wrócić do domu po zakończonej akcji, otworzyły mi się oczy! Przypadkiem!

Skądś nadjechał oto czerwony busik Portowej Straży Pożarnej, ciągnący na lawecie równie czerwoną szybką łódź patrolową typu RIB. Strażacy przejechali obok mnie, zatrzymali się przy dźwigu – który okazał się niebieski, a nie żółty, wysiedli i zabrali się do podnoszenia lodzi. Zaciekawiony podszedłem i zapytałem, co robią i czy zezwolą mi na fotografowanie.

- Wodujemy łódź – dowiedziałem się - by postawić kurtynę ochronną przy amerykańskim niszczycielu, który przyszedł z wizytą do Gdyni i będzie pobierać paliwo –

Faktycznie, dobrą godzinę wcześniej obserwowałem przy Francuskim, jak do burty USS „Farragut” dochodzi „Palica”, bunkierka należąca do Grupy Orlen firmy Ship-Service. Tymczasem łódź opuszczano już na wodę. Już wsiadła do niej załoga, podczas gdy pozostali strażacy zabrali się za rozwijanie ze stojącej tuż obok wielkiej, większej od dorosłego człowieka szpuli czerwonej taśmy zapory przeciwrozlewowej. Taśma taka, szacunkowo 2 m szeroka, składa się z metrowych na oko ogniw z wszytymi w nie pływakami. Dopiero teraz zarejestrowałem, ze na nabrzeżu są aż trzy takie wielkie szpule. Stoją obok siebie i wydawałoby się, że nie sposób je przeoczyć! Ja jednak nigdy wcześniej ich nie dostrzegłem! Coś takiego!

Tymczasem koniec taśmy zamocowany już został do łodzi. Odchodziła ona coraz dalej od brzegu, ciągnąc za sobą piękny, czerwony, wijący się wąż zapory. Jeszcze trochę, a portowy basen zrobi się za krótki!  

- Nie ma obaw – poinformował mnie liczący kolejne metry taśmy oficer dyżurny. - Na każdej szpuli jest jej wprawdzie 350 metrów, lecz rozwiniemy z niej tylko tyle taśmy, ile akurat potrzebne. Na amerykański niszczyciel wystarczy jej dużo mniej, okręt ma niespełna 160 m długości. -

I rzeczywiście, akurat doszliśmy do miejsca, w którym taśmę można było rozdzielić, podobnie jak bransoletkę w zegarku. Przy dobrej wprawie i odpowiednim wysiłku da się to zrobić w dwie osoby!

Tak się też stało. Taśma do wody, łódź do awanportu, strażacy z powrotem do busa, a ja do domu.

Ot i cała opowieść!

© Antoni Dubowicz 2018

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: