21wrzesień2018     ISSN 2392-1684

Ze Stanów Zjednoczonych na Polskie – krótki przelot „Adama Asnyka”

00 DSC0292a

Statków z polską załogą jest dziś na świecie bez liku. Statków pod polską banderą już bardzo niewiele. Statek zaś z polską nazwą i polską załogą to jeszcze większa rzadkość.

Ucieszyłem się wiec, gdy okazało się, że przy nabrzeżu Stanów Zjednoczonych cumuje „Adam Asnyk”.

To jeden ze statków „Chipolbroku”, polsko-chińskiej spółki z siedzibą w Gdyni i w Szanghaju, założonej 15 czerwca 1951 roku pod nazwą Chińsko-Polskie Towarzystwo Maklerów Okrętowych. Firma, startująca wówczas z flotą sześciu starych statków posiada dziś 17 specjalistycznych jednostek „heavy lift” o łącznym tonażu bez mała 496.000 DWT. Tradycją „Chipolbroku“ jest, że w każdej serii statków połowa nosi polskie, a druga połowa chińskie lub międzynarodowe nazwy (najczęściej w formie Chipolbrok coś tam).

„Adam Asnyk” to jeden z dziesięciu nieomal 200-metrowych uniwersalnych drobnicowców (30.000 DWT) typu „Władysław Orkan”. Seria rozpoczęła się od zamówienia czterech jednostek, zbudowanych w 2003 i 2004 roku w Szanghaju. Były to „Władysław Orkan”, Chipolbrok Sun”, „Chipolbrok Moon” i „Leopold Staff”. W 2009 roku doszło do nich sześć dalszych, bliźniaczych jednostek, budowanych tym razem w stoczni Dalian Shipyard  – „Chipolbrok Star”, „Chipolbrok Cosmos” (przemianowany później na „Quian Qun”, „Chipolbrok Galaxy”, „Adam Asnyk”, „Kraszewski” i „Parandowski”. Statki te o pojemności 37.917 m³ lub 1.904 TEU wyposażone są również w dwa dźwigi o udźwigu 320 i dwa 50 ton, dzięki czemu przewozić mogą ładunki ponadgabarytowe i bardzo ciężkie.

„Adam Asnyk” pływa pod banderą Malty, jego portem macierzystym jest Valetta. Dowództwo i załogę stanowią Polacy.

Jednostki „Chipolbroku” od dawna już nie zachodzą do Gdyni, wizyta „Asnyka” była więc dla mnie magnesem, który przyciągnął mnie na nabrzeże. Sam przelot był bardzo krótki, z pomocą „Fairplaya V” i „Fairplaya 26” statek przeholowany został z basenu V Ministra Kwiatkowskiego do leżącego po drugiej stronie molo Basenu IV Marszalka Piłsudskiego. To w sumie jakieś 500 metrów, trudno więc mówić o jakiejś wielkiej podróży. Nie wnikam wcale w to, dlaczego w ogóle „Adam Asnyk” stał przy nabrzeżu Stanów Zjednoczonych, przeznaczonym przecież dla obsługi ro-rowców, ani dlaczego przestawiono go na Polskie, gdzie też nie miał nic do roboty. Faktem jest, że tak się stało – i to wystarczyło, bym pobiegł do portu i usiłował zrobić mu w trudnym wieczornym świetle jakieś w miarę przyzwoite zdjęcia.

Oto one, obejmujące dwie fazy tej „podróży” – odejście od nabrzeża Stanów Zjednoczonych oraz dojście do nabrzeża Polskiego. Oprócz mnie czynnie w akcji uczestniczyło pięciu, może sześciu cumowników. Im też więc należy się fotograficzne uwiecznienie!

© Antoni Dubowicz 2018

PS: Akcja miała miejsce 23 maja 2018 pomiędzy godziną 19:30 i 20:30

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: