31październik2020     ISSN 2392-1684

„Corinthian”, czwarty z ośmiu Renesansów, w Gdańsku

00 Corinthian 32

Renesans skończył się definitywnie po ataku terrorystycznym na World Trade Center 11 września 2001 roku.

Wtedy to amerykański armator Renaissance Cruises stracił gros pasażerów, którzy zaczęli bać się morskich podróży. W wyniku tego firma zbankrutowała i musiała sprzedać wszystkie statki, w tym i ostatnie z początkowo ośmiu małych wycieczkowców klasy „Renaissance” –  zbudowanych w latach 1989-1992 we włoskich stoczniach Cantiere Navale Ferrari S.p.A.w La Spezii (pierwsze cztery) oraz Nuovi Cantieri Apuania w Carrarze (kolejne cztery).

Wszystkie miały jednak szczęście - trafiły w inne ręce i pod różnymi nazwami pływają do dzisiaj. To bardzo ładne i luksusowe statki o eleganckiej, wysmakowanej stylistycznie „włoskiej” linii, liczące zaledwie 88 m długości i zabierające maksymalnie 111 do 114 pasażerów (aktualnie „Corinthian” bierze na pokład niecałą setkę). Przy ponad siedemdziesięcioosobowej załodze ( w chwili obecnej 55-osobowej) bez trudu można sobie wyobrazić, jak bardzo im się na statku dogadza. Wszyscy goście mieszkają wyłącznie w luksusowych apartamentach i do swojej dyspozycji mają pięć pokładów pełnych wszystkiego, czego dusza zapragnie, o ile pragnienia te nie wykraczają poza windę, szybki internet we wszystkich pomieszczeniach z kabinami włącznie, restaurację, butik, Jacuzzi na pokładzie słonecznym, kawiarnię na świeżym powietrzu, dwa salony (w tym jeden panoramicznymi szybami) oraz czytelnię. Fitness Room nie ma, w zamian za to na statku znajduje się niewielka klinika. Podkreślmy, że średnia wieku pasażerów, a są to przeważnie Amerykanie, przekracza lat 50 - z tendencją do nieskończoności.

„Corinthian”, złapany w ostatnich dniach lipca w Gdańsku przez naszego niezastąpionego kolegę Henryka Żelaznego, był czwartym, ostatnim statkiem budowanym w La Spezii, zwodowanym w 1990 roku i nazwanym po prostu „Renaissance Four” (wszystkie jednostki opatrzone były kolejnym numerem). Do eksploatacji wszedł w styczniu 1991 roku.

Od 1996 roku statek nazywał się „Clelia II“ i pływał dla armatora Polar Cruises. W 2009 przebudowano go z zamiarem wysyłania na polarne ekspedycje na obu biegunach, zarówno w rejonie Arktyki jak i Antarktydy. Nie zawsze jednak odbywały się one bez przygód.

26 grudnia 2009 „Clelię II”, będącą akurat w czarterze nowojorskiej grupy Travel Dynamics International, w jednej z podróży wzdłuż Antarktydy, w okolicy Wysp Petermanna porwała wysoka fala i rzuciła ją na skałę, z której ściągnąć ją musiał towarzyszący jej inny wycieczkowiec. Był nim „Corinthian II” (cóż za przypadkowa zbieżność nazw!)

8 września 2010 „Clelia II” ponownie weszła na mieliznę, tym razem przy Boyle Marine w Little Current, niewielkiej osadzie na wyspie Manitoulin. Przyczyną była awaria maszyn.

Jeśli już jednak mowa o Little Current – wg informacji The London Free Press podczas trzynastu podróży w sezonie 2010 zebrano wśród załogi i pasażerów 600.000 dolarów kanadyjskich, które przekazano mieszkańcom Little Current.

W pierwszych dniach grudnia 2010, w drodze powrotnej z Antarktyki do Ushuaia, wycieczkowiec znalazł się podczas sztormu w Drake Passage w poważnym niebezpieczeństwie. W wichurze o sile wiatru przekraczającej 90 km/h jedna z ponad siedmiometrowych fal wybiła okna mostku i do środka wdarła się morska woda. Na statku zgasło światło, część systemów elektronicznych przestała działać, wysiadł też jeden z silników głównych. Prowizorycznie udało się jednak szkody naprawić i statek ruszył ze zmniejszoną prędkością w dalszą drogę. Przez cały czas aż do portu Ushuaia w Argentynie asekurował go znajdujący się akurat w pobliżu wycieczkowiec „National Geographic Explorer”, należący od 2008 do armatora Lindblad Expeditions. 88 pasażerów „Clelii II” wyszło z tego bez szwanku, lekko ranny został tylko jeden z 77 członków załogi.

Gdzieś po drodze, od maja 2011 do 2012 roku, statek nazywał się „Orion II”, ale okres ten minął bez większych wydarzeń.

Obecny właściciel wycieczkowca to firma Grand Circle Cruise Line, która kupiła go w 2014 roku. „Corinthian” ekspoloatowany jest głównie na Wielkich Jeziorach, Morzu Śródziemnym i wzdłuż brzegów Antarktydy. W sezonie letnim są to zazwyczaj Wielkie Jeziora, w tym również Toronto, Port Weller, Little Current, Mackinac Island, Houghton, Michigan, Thunder Bay oraz Duluth w Minnesocie.

Tego roku jednak, miast po Wielkich Jeziorach, „Corinthian” chodzi po Bałtyku. Na trasie rejsu znalazł się również Gdańsk. Tam właśnie „ustrzelił” go podczas wejścia do portu Henryk. Tylko dlatego mogę go wam teraz opisać, tylko dlatego możecie go tutaj zobaczyć.

Nie jest to jednak jedyna ku temu okazja! Bo jeśli „Corinthian” się Wam spodoba, czego – prawdę mówiąc - jestem absolutnie pewien, macie jeszcze wiele szans, by obejrzeć go z bliska! Do Gdańska wchodzić będzie bowiem również w piątek 12 sierpnia, we wtorek 16 sierpnia, a także pierwszego, piątego, dwudziestego pierwszego i dwudziestego piątego września, by zakończyć mocnym akcentem w dniu 11 października. Dla porządku – będzie to wtorek. Nie pamiętam, by kiedykolwiek jakikolwiek wycieczkowiec wpadał do nas aż z taką częstotliwością!

Pomyśleć tylko, że być może nigdy byście się tego nie dowiedzieli, gdyby Henryk nie przysłał mi swoich, jak zwykle cudownych, zdjęć!



fotografie:  © Henryk Żelazny 2016
tekst:  Antoni Dubowicz 

PS
Gdyby interesowało Was, co stało się z pozostałymi statkami klasy „Renaissance” – służę informacją:

- „Renaissance” (ten pierwszy) został prywatnym jachtem i nazywa się obecnie „Dubawi”
- „Renaissance Two” to dzisiejszy „Cruise One” (lecz od 2008 bez zajęcia)
- „Renaissance Three” pływa od 2013 jako „Silversea Expeditions“
- „Renaissance Five“ to obecny „Sea Spirit“ (od 2010)
- „Renaissance Six” od 2012 chodzi jako „Caledonian Sky”
- „Renaissance Seven” to wspomniany już w tekście „Corinthian II”, od 2016 „Hebridean Sky”
- „Renaissance Eight” w końcu - już od 2004 roku nazywa się „Island Sky”.

Być może zobaczycie gdzieś kiedyś któryś z tych zgrabnych wycieczkowców. Z pewnością rozpoznacie go bez trudu i powitacie jak starego znajomego. A to, wierzcie mi, bardzo przyjemne uczucie!

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież