31październik2020     ISSN 2392-1684

Pierwsza przygoda statku szkolnego „Pomorze” – relacja kpt.ż.w. Tadeusza Meissnera

00 nb

Tytułem wstępu:

W 1928 roku z połączonych inicjatyw trzech organizacji - Komitetu Floty Narodowej, Komitetu Obchodów Dziesięciolecia Niepodległości Polski oraz Ligi Morskiej i Rzecznej - zrodziła się idea zakupu statku handlowego z napędem parowym o nośności ok. 5000 ton. Statek ten nosić miał nazwę s/s „Pomorze”, a sfinansowany miał być z datków mieszkańców ziemi pomorskiej. Miał on zasilić powstającą polską marynarkę handlową, a pływać na nim mieli polscy marynarze i polscy oficerowie.

Prawdopodobnie z inicjatywy kapitana żeglugi wielkiej Tadeusza Steckiego, pracownika Departamentu Morskiego Ministerstwa Przemysłu i Handlu, wyszła idea, by zbierane fundusze przeznaczyć nie na parowiec, tylko na zakup żaglowca szkolnego dla Szkoły Morskiej, działającej wówczas jeszcze w Tczewie. Mógłby on zastąpić wysłużony bark „Lwów”, którego opłakany stan techniczny nie pozwalał już na dalszą eksploatację.

Nieważne jak, ale w każdym razie decyzja zapadła. „Pomorze” miało być żaglowcem! Zaczęto więc rozglądać się za odpowiednim statkiem. Znalazł się on we francuskim porcie Saint Nazaire dzięki informacji konsula Polski w Hawrze, pana Romana Wichniarza. Był to poniemiecki żaglowiec szkolny „Prinzess Eitel Friedrich”, zbudowany w 1909 na stoczni Blohm & Voss w Hamburgu. W czasie wojny, po zaledwie pięciu latach pływania, statek odarto z żagli i postawiono w porcie wojennym w Kilonii w charakterze pływających koszar, po wojnie zaś przypadł on Francji, która jednak zupełnie nie miała pojęcia, co z nim zrobić. Zmieniono mu jedynie nazwę na „Colbert”, choć i to tylko na papierze, a w końcu oddano baronowi de Foreste z Nantes w zamian za luksusowy jacht, który stracił on w czasie działań wojennych. Baron jednak również nie miał pomysłu na statek, „Colbert” stał więc (już dziesiąty rok) opuszczony w jednym z basenów portu w Saint Nazaire.

Po wstępnych oględzinach polskich rzeczoznawców żaglowiec zakupiono, wpłacając na przełomie czerwca i lipca 1929 roku dziesięcioprocentową zaliczkę, wynoszącą zaledwie 700 funtów angielskich.

Jednocześnie rozpoczęto poszukiwanie stoczni, która podjęłaby się dość dużego i nietypowego zadania wbudowania silnika spalinowego, związanego z kompletną przebudową części rufowej, zainstalowania oświetlenia elektrycznego, wymiany takielunku oraz unowocześnienia pomieszczeń. Przetarg wygrała w końcu października duńska stocznia Skibvaerft w Nakskov.

W listopadzie więc zawarto umowę z holenderskim towarzystwem holowniczo-ratowniczym L.Smit & Co w Rotterdamie na przeholowanie niezdolnego do samodzielnej podróży „Pomorza” z Saint Nazaire do Nakskov. To kilkusetmilowa trasa, wiodąca przez bardzo burzliwe wody Zatoki Biskajskiej, kanału La Manche i Morza Północnego. Z wielu różnych przyczyn podjęto decyzję, by holowanie rozpoczęło się 19 grudnia 1929 roku, w okresie zimowych sztormów.

9 grudnia na pokład przybyła szczątkowa polska załoga, składająca się z przyszłego dowódcy „Pomorza”, kapitana żeglugi wielkiej Konstantego Matyjewicza-Maciejewicza, bosmana Jana Kalety, starszego sternika Józefa Grzelaka i młodszego marynarza Tadeusza Klusiewicza, która zaczęła przygotowywać opuszczony, martwy kadłub żaglowca do przeprawy przez sztormowe morze. Trzy dni później dołączyl do nich wyznaczony na stanowisko starszego oficera kapitan żeglugi wielkiej Tadeusz Meissner, który przyjechał do Saint Nazaire wraz ze świeżo poślubioną małżonką.

W dniu 19 grudnia, zgodnie z umową, na statek weszło sześciu holenderskich marynarzy, będących załogą w czasie holowania. Polakom pozwolono zdecydować, czy chcą pozostać na statku w charakterze pasażerów, czy też pojadą do Nakskov pociągiem. Pozostali, i ta decyzja uratowała żaglowiec.

Całą resztę znajdziecie w poniższej relacji kapitana Meissnera, drukowanej w kilku numerach MORZA w 1929 roku. Uznałem, że zechcecie przeczytać ją od razu od A do Z, więc złożyłem wszystko w jedną całość.

00 nb

01 nb

02 nb

03 nb

04 nb

05 nb

06 nb

07 nb

08 nb

09 nb

10 nb

Epilog:

Do Gdyni żaglowiec przybył 19 czerwca 1930 roku i stanął na redzie. Ceremonia podniesienia bandery i poświęcenia statku odbyła się 13 lipca. Nazwano go „Dar Pomorza”. Dlaczego „Dar Pomorza”, a nie „Pomorze”, jak wcześniej ustalono? Skąd wziął się „Dar” w nazwie? Nie wiadomo do końca, być może miało to związek z tym, że krótko wcześniej zatonął w sztormie niemiecki żaglowiec o nazwie „Pommern” – a , jak wiadomo, marynarze są przesądni. A może Pomorski Komitet Floty Narodowej (który żaglowiec kupił i podarował Szkole Morskiej) chciał w ten sposób podkreślić zasługi i wysiłek finansowy pomorskiego społeczenstwa? Dziś nie ma to już jednak żadnego znaczenia, trudno nam sobie w ogóle wyobrazić, by „Dar Pomorza” mógłby się nazywać jakoś inaczej.

Wracając do wątku pierwszej podróży, ponad rok później, w dniu święta narodowego 11 listopada 1931 roku, za uratowanie statku przed utratą w sztormie odznaczeni zostali:

- kpt. ż.w. Konstatny Matyjewicz-Maciejewicz – Złotym Krzyżem Zasługi

- kpt. ż.w. Tadeusz Meissner – Srebrnym Krzyżem Zasługi

- starszy bosman Jan Kaleta – Brązowym Krzyżem Zasługi

- bosman Jan Grzelak – Brązowym Krzyżem Zasługi.

Marynarza Tadeusza Klusiewicza medale i zaszczyty ominęły.

Wstępem opatrzył, opracował i skanował: Antoni Dubowicz, luty 2016

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież