23listopad2020     ISSN 2392-1684

158 / Morski transport bez przeładunków / Pożegnanie Białej Floty z parowcami

00 DSC0379

W majowym „Morzu” w 1967 roku Marian Krynicki pisał o przyszłości żeglugi na morzu. Zastanawiał się, jak będą wyglądały statki przyszłości. Czasy były to burzliwe i rewolucyjne. W Ameryce pojawiły się już właśnie pierwsze Ro-Rowce, poważnie rozmyślano o masowym zastosowaniu poduszkowców. Dzięki tym statkom z systemem przeładunków poziomych porty miały przestać być potrzebne.

Wielką przyszłość widziano przed barkowcami. „--- W Stanach Zjednoczonych Ameryki opatentowano pod nazwa Lash … rewolucyjny system eksploatacji statków handlowych. Zasadą tego systemu jest połączenie szybkiego, zautomatyzowanego statku o bardzo uproszczonej konstrukcji z całą flotyllą specjalnych barek o kształcie dużych pojemników. Barki ładowane są w porcie towarem bez zbędnego pośpiechu i bez płacenia nadgodzin sztauerom, a po przypłynięciu „swego” statku zostają podniesione z wody na pokład za pomocą specjalnej pokładowej dźwignicy…”

Wydawało się, że będzie to TEN system na następne stulecie. Wybudowano cały szereg barkowców, jednak, jak wiele innych projektów, również i one okazały się efemerydą. Wszystko zmieniła niewielka znormalizowana skrzynia, zwana kontenerem. Skrzynia, która zawojowała świat i zdominowała przewozy towarów nie tylko na morzu, ale i na lądzie i w powietrzu.

Marian Krynicki: „Transport morski bez przeładunków”. Naprawdę ciekawy materiał!

Jerzy Miciński z kolei w artykule „Pożegnanie z dymiącym kominem”, utrzymanym w dość nostalgicznym tonie, opisywał proces modernizacji i wymiany statków Białej Floty.

„…Potężny zastrzyk blisko czterdziestu nowych statków w ciągu sześciu ostatnich lat zmienił zupełnie oblicze naszej Białej Floty. Wzrósł znacznie jej potencjał przewozowy, i to zarówno dzięki dwukrotnie większej niż dawniej liczbie miejsc pasażerskich, jak i niewspółmiernie lepszemu stanowi technicznemu floty, złożonej niemal wyłącznie już z nowych jednostek. (…) Nikomu już czarny, tłusty dym nie zasłoni słońca, na nikogo nie posypią się dokuczliwe sadze. Nie ma bowiem ani jednego parowca w naszej odmłodzonej nie do poznania Białej Flocie. (…) … niedostrzegalnie, cicho i bez rozgłosu znikło na zawsze kilkadziesiąt z pewnością niedoskonałych, ale miłych i dzielnych, białych stateczków, które milionom Polaków przez dwadzieścia lat uprzyjemniały pobyt nad morzem, dawały radość i garść niezapomnianych przeżyć…”

Okładkę „Morza” zdobi fotografia Zbigniewa Kosycarza: „Mazowsze” w Gdańsku. Piękne i ciekawe zdjęcie. „Mazowsza” dawno już nie ma, a i Gdańsk zmienił się nie do poznania!

00 DSC0379

01 DSC0380

02 DSC0381

03 DSC0382

04 DSC0383

05 DSC0384

Opracowanie: Antoni Dubowicz, maj 2017

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież