19październik2018     ISSN 2392-1684

ASTORIA wychodzi w morze / część 1

00 DSC0505a

Gdańsk, 18 kwietnia 2018

Na nabrzeżu Ziółkowskiego, a więc również na Niskim, na którym czekam na „Pilota-20”, wędkowanie jest zabronione. Co nie zmienia faktu, że wędkarzy jest tam dużo. Tak dużo, że ponoć są dni, w których tworzą szpaler tak zwarty, że nieomal uderzają się łokciami. Ba, doszły mnie słuchy, że „moczą kije” również i w nocy – także w zimie, przy czym nie odstrasza ich nawet najsurowszy mróz! To się nazywa determinacja. Albo pasja!

Powracająca z morza pilotówka użyć musi klaksonu, by panowie zechcieli podnieść wędki i rozstąpić się niechętnie, robiąc miejsce, by pilot mógł wyskoczyć na nabrzeże.

Z reguły załoga „Pilota-20” składa się z dwóch osób – szypra i mechanika. Oni to są odpowiedzialni za to, by dowieźć pilota na statek wchodzący i odebrać ze statku wchodzącego z portu – a w przypadku Gdańska nawet dwóch portów (wewnętrznego i zewnętrznego, głębokowodnego). Na dzisiejszej zmianie szyprem jest pan Zdzisław Duszyński, a mechanikiem (pardon, starszym mechanikiem) pan Edward Raczkowski. Statkiem zaś, który mają obsłużyć, wycieczkowiec „Astoria”. A tym „nadliczbowym”, trzecim na pokładzie jestem ja.

Przyznam się, że wchodząc na „Pilota” byłem trochę stremowany, bo przecież nigdy nie wiadomo, jaka będzie reakcja ludzi, których podgląda się bezceremonialnie podczas pracy, kręcąc się po kabinie i po pokładzie, włażąc wszędzie tam, gdzie cię nie proszą, wtykając nos w każdy kąt, pytając ich o rzeczy oczywiste, pstrykając do tego bezustannie fotki - bez baczenia na to, czy są akurat przygotowani i upozowani, czy też wcale nie. Miałem jednak szczęście, załoga „dwudziestki” przyjęła mnie nadzwyczaj serdecznie i przyjaźnie i już po chwili rozmowa tak się rozkręciła, że poczułem się jak stary znajomy, jakbym na tym statku bywał regularnie co kilka dni.

Czas jednak na kilka słów o samej „Astorii”, bo przecież to dla niej właśnie wsiadłem na „Pilota” (dziękuję pięknie za zezwolenie!). Jest to jedna z najstarszych, jeśli nie najstarsza jednostka pasażerska wciąż na chodzie. Od 70 lat przewozi pasażerów – początkowo w żegludze transatlantyckiej, potem w wycieczkowej. Historia jej jest równie długa jak i pasjonująca, swego czasu opisałem ją pokrótce w artykule „Dziesięć wcieleń Atheny” (http://www.naszbaltyk.com/morskie-kadry-antka/248-dziesiec-wcielen-atheny.html). Było to w roku 2013. Teraz wcieleń tych jest już dwanaście, ówczesna „Athena” nazywa się dzisiaj  „Astoria” i jest pierwszym statkiem wycieczkowym, który w tym sezonie odwiedził Polskę.

Znając już specyfikę gdańskiego portu przygotowany jestem na to, że pilota trzeba najpierw przewieźć na drugą stronę Martwej Wisły, na Nabrzeże Westerplatte, by mógł dostać się na statek, który ma wyprowadzić. Tym razem jednak ma być inaczej! Nasz pilot jest bowiem jeszcze w morzu, na statku, skąd trzeba go zdjąć, wrócić z nim z powrotem i wysadzić na nabrzeżu, gdzie czeka na niego „Astoria”.

To wspaniale – pomyślałem - będzie akcja, będzie się działo, będzie więcej emocji i wrażeń, „pomieszkam” trochę dłużej na pokładzie „Pilota”!

A dziać się właśnie zaczęło. Nadszedł bowiem oto oczekiwany komunikat, by odcumować i ruszać. Odchodzimy więc lekko od nabrzeża (ku uciesze wędkarzy, którym baaardzo już przeszkadzamy), obracamy się i kierujemy dziób w stronę wyjścia. Po chwili prujemy już pełnym gazem na odległą redę. Jednak nie od razu idziemy po „naszego” pilota, po drodze obsługujemy bowiem jeszcze inny statek. To jest jednak inna historia i być może zajmę się nią osobno, kiedyś.

Pomińmy więc teraz te kilkanaście minut i powróćmy do przerwanego wątku. Przed dziobem „Pilota-20” widzimy już bowiem nasz cel, niewielki masowiec „Wilson Mosel”. Z niewysokiej burty zwiesza się sznurowa drabinka, przy której w asyście marynarza pokładowego czeka już nasz pilot. Bez wysiłku przeskakuje na specjalny podest, zainstalowany nad kabiną pilotówki i po kilku krokach jest już w środku.

Muszę tu powiedzieć, że pogoda trafiła się nam wyjątkowo dobra. Morze jest spokojniutkie, nie ma fali ani wiatru, słońce leje się z nieba. Słowem, wymarzony wręcz dzień na morskie eskapady. Widywałem już inne morze i inne warunki, wiem więc, że praca pilota rzadko bywa takim spacerkiem, że potrafi być zupełnie inaczej! Potwierdza to również dzisiejszy pilot, pan kapitan żeglugi wielkiej Paweł Idzikiewicz. To właśnie on jest tym szczęśliwcem, który będzie wyprowadzał z Gdańska „Astorię”.

Niewiele jednak zostaje nam czasu na pogawędkę, po niespełna pięciu minutach jesteśmy ponownie w portowym kanale. Za szybą sterówki widać już przy Nabrzeżu Westerplatte gotowy do odcumowania statek, przed nim również gotowy do akcji holownik „Taurus”. Pan Paweł jest skupiony, myślami chyba już na mostku „Astorii”.

 Za kilka minut statek odejdzie od nabrzeża. A my (w części drugiej) towarzyszyć będziemy jego wyjściu!

cdn

© Antoni Dubowicz 2018

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: