Gdynia Sails 2014 - „Alexander von Humboldt II” wyrusza na paradę

Alexander von Humboldt II GDYNIA SAILS 2014

Te Morskie Kadry są uzupełnieniem, czy też rozszerzeniem relacji z wielkiej przygody, wydanej drukiem przez gdyński „Region” w 2015 roku w albumie << Gdynia Sails 2014 – Z POKŁADU „PILOTA” >>

Miałem wówczas niesłychane szczęście przeżyć kilka wspaniałych dni na pokładzie „Pilota-5” i „Pilota-3”, obserwując z bliska, od środka, pracę załóg i pilotów - od momentu pojawienia się na gdyńskiej redzie pierwszych żaglowców aż po finałowy moment zlotu, paradę żaglowców na wodach Zatoki Gdańskiej.

Kto ma ten album, niech potraktuje te słowa i kadry jako dodatkowy jej rozdział. Kto jej nie ma, już jej nie kupi, nakład rozszedł się bowiem co do ostatniego egzemplarza. Nie ma wiec szans, chyba, żeby ukazało się kiedyś drugie wydanie. Lecz w tym celu musiałoby znaleźć się ze stu lub więcej chętnych, co przy dzisiejszym czytelniczym ubóstwie wydaje mi się nieprawdopodobne.

Pozostańmy więc przy Morskich Kadrach.

Nowego „Alexa” zobaczyłem po raz pierwszy właśnie z okazji zlotu Gdynia Sails 2014. „Alexander von Humboldt II” wchodził do portu w piątek 15 sierpnia. Byłem naocznym świadkiem obsadzenia go przez pilota, kpt.ż.w. Jacka Marca. Pamiętam, że wszyscy wylegliśmy wtedy na pokład „Pilota-5”, nikt z nas bowiem go przedtem nie widział.

Bodźcem do zorganizowania zlotu była okrągła rocznica, którą zawdzięczamy „Darowi Pomorza”. Od niego bowiem się wszystko zaczęło. W roku olimpijskim 1972 udział w odbywających się od 1956 roku zlotach „Operation Sail” po raz pierwszy w historii wziął polski żaglowiec. Był nim właśnie „Dar Pomorza”. Debiut nie mógł się lepiej udać! Nasza fregata pod dowództwem komendanta Kazimierza Jurkiewicza zwyciężyła w klasie A, przychodząc na metę 5 minut przed niemieckim barkiem szkolnym „Gorch Fock”.

Podczas gdy w kraju sensacyjne to zwycięstwo zostało prawie niezauważone, cały żeglarski świat zakochał się w „Darze”. Dzięki temu, oraz dzięki staraniom ówczesnego ministra żeglugi Jerzego Szopy (nota bene absolwenta gdyńskiej PSM), gospodarzem kolejnego zlotu „Operation Sail” w 1974 roku została Gdynia, macierzysty port „Daru Pomorza”. Było to jedno z największych wydarzeń żeglarskich w całym okresie PRLu.

40 lat później władze miejskie postanowiły uczcić to wydarzenie, zapraszając do Gdyni żaglowce z całego świata, w szczególności zaś te, które uczestniczyły w „Operation Sail 1974”. Był to strzał w dziesiątkę, na zlot „Gdynia Sails 2014” przybyło 25 żaglowców klasy A i B (to te największe), w tym aż 10 „starych znajomych”. Oprócz „Daru Pomorza”, już emeryta, pełniącego od lat funkcję statku-muzeum, stawił się rosyjski „Kruzenshtern”, duński „Georg Stage”, niemiecki „Greif” (w 1974 NRDowski „Wilhelm Pieck”), szwedzki „Falken”, francuski „Etoile”, niemiecki „Seute Deern” oraz nasze rodzime żaglowce „Zawisza Czarny”, „Generał Zaruski” i „Copernicus”. W obu zlotach uczestniczył też szkolny szkuner Marynarki Wojennej ORP „Iskra”, jednakowoż nie ten sam. Starej „Iskry” bowiem już nie ma, nową zbudowano w 1982 roku.

Przybył też cały szereg innych żaglowców, dla niektórych była to nawet pierwsza wizyta w Polsce.

Wielka parada pod żaglami miała rozpocząć się na wodzie w pobliżu Gdańska w poniedziałek, 18 sierpnia o godzinie 18:00. Linię startu wytyczał okręt szkolny Marynarki Wojennej ORP „Gryf” oraz statek Urzędu Morskiego w Gdyni s/v „Zodiak”, na co dzień służący do obsługi pływającego oznaczenia nawigacyjnego.

Około 15:00 żaglowce zaczęły wychodzić z Gdyni. Prognoza pogody była mało optymistyczna, wiał silny wiatr od strony Gdańska. Organizatorzy mówili o „siódemce”, w porywach dochodzącej do „ósemki”. Przez miasto co rusz przechodziły ostre szkwały, podczas których lało jak z cebra.

W tym dniu „moim” stał się pokład „trójki”. „Pilot-5” zajął się bowiem zdejmowaniem pilotów z wychodzących żaglowców, my zaś byliśmy stosunkowo wolni, trzymając się w odwodzie na wszelki wypadek. No i, last but not least, „piątka” wracała po zdjęciu pilotów do portu, do dalszej pracy, podczas gdy „Pilot-3” miał pozostać na morzu do końca parady!

Muszę powiedzieć, że załoga „Pilota-3” robiła wszystko, by udogodnić mi fotografowanie, znalezienie dobrej pozycjo do strzału i być wszędzie tam, gdzie coś się działo. A działo się, uwierzcie mi! Dziękuję im więc za to raz jeszcze bardzo serdecznie, bez nich nie byłoby ani wspomnianego już albumu ani tych Morskich Kadrów. Wymieńmy ich więc tutaj z należytym szacunkiem- szyprem był pan Waldemar Razumienko, mechanikiem (i moim „dobrym aniołem” na pilotówce) pan Ryszard Aranowski.

„Alexander von Humboldt” wyszedł jako piąty, po pełniącym obowiązki gospodarza zlotu „Darze Młodzieży”, za którym szły kolejno niemiecki „Roald Amundsen”, szwedzki drewniany bryg „Tre Kronor af Stockholm” i portugalska piękność „Santa Maria Manuela”.

Po „Alexu” wyszła ich jeszcze cala plejada, lecz dzisiaj zajmijmy się niemieckim barkiem. „Alexander von Humboldt II” był nie tylko najmłodszym uczestnikiem zlotu, lecz także jednym z najmłodszych nowo zbudowanych żaglowców na świecie. Urodził się w 2011 roku w stoczni BVT – Brenn und Verformtechnik Bremen GmbH, zastępując po 23 latach służby starego „Alexa”. Zmiana warty nastąpiła 23 września 2011 roku na redzie Bremerhaven, gdzie oba statki oddały sobie saluty.

„Alex II” to 65-metrowy, trzymasztowy bark o szerokości 10 m, zanurzeniu 5 m, wyporności 992 t i nośności 763 BRT. Wysokość fokmasztu nad pokładem przednim (fordekiem) wynosi 29,9 m, grotmasztu nad pokładem głównym 32,9 m i bezanmasztu nad pokładem rufowym (achterdekiem) 25,8 m. Pod pokładem jest 26 kabin dwu-, trzy- i czteroosobowych. W przedziale maszynowym znajduje się 6-cylindrowy wysokoprężny silnik Volvo Penta o mocy 552 kW.

Ożaglowanie składa się z 24 płócien o łącznej powierzchni 1.360 m².

Nawiązując do poprzednika, również i on ma zielony kadłub. Zabrakło mu jednak gracji i klasycznego piękna form, jakimi cechuje się stary Alex (który wciąż jeszcze żegluje). Nowy jest wysoki i dość klocowaty. Zabrakło mu też tak charakterystycznych zielonych żagli. Przyznam, ze właśnie to było dla mnie największym rozczarowaniem(*).

Załoga „Alexa” była jednak na medal. Widać było, że ma świadomość uczestnictwa w wielkiej imprezie. Żeglarze stali więc w rozkroku z nogami na podwieszonych pod rejami pertach, szykując żagle do postawienia. Musieli mieć stamtąd dobry widok na tłumnie zgromadzoną, oklaskującą ich z brzegu publiczność. Mając jednak zajęte obie ręce, odklaskiwać raczej nie mogli. No i dobrze. Na rejach ręce służą do roboty, nie do klaskania. Poza tym każdy żeglarz wie, że jedną ręką zawsze należy się czegoś trzymać, to na statku podstawowa zasada bezpieczeństwa. A trudno przecież klaskać jedną (czyli drugą) ręką!

Ja również, wdrapując się na dach „Pilota”, by zrobić ostatnie zdjęcie, lewą ręką kurczowo trzymam się stalowej drabinki, prawą usiłując obsłużyć kilka przycisków aparatu na raz. To naprawdę niełatwe. O klaskaniu więc też nawet nie myślę!

© Antoni Dubowicz 2014/2019

(*) Prawie cztery lata pobożnych życzeń, westchnień i próśb miłośników żeglarstwa na całym świecie zrobiły swoje. Od maja 2015 roku również i „Alex II” ma zielone żagle! Ufundował je, podobnie jak jego poprzednikowi, browar produkujący piwo „Beck’s” (to w zielonych butelkach). Od tego czasu znów chętnie sięgam po tę markę.

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Google BookmarksSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: