23listopad2020     ISSN 2392-1684

Krótki rejs masowca „CLIPPER EMPEROR”

00 DSC 6256 nb

Zaiste nie był to długi rejs. Potężny, 225 metrowy masowiec „CLIPPER EMPEROR” zostawił w grudniu 2011 roku w Gdyni swój ładunek i udał się w dalszą podróż. Zaczęło już się lekko ściemniać (zimą dni są krótkie), gdy do Basenu III (Węglowego) weszły trzy holowniki, pomagające kolosowi odejść od Nabrzeża Holenderskiego.

Były to „CENTAUR II”, który podjął cumę dziobowę, oraz „HEROS”, ktory przejął cumę na rufie. Pośrodku basenu pozostał „KRONOS”, przyglądający się zrazu manewrom, gotów jednak każdej chwili doskoczyć do czarnej burty masowca i przytrzymać ją, bądź tez popchnąć w pożądanym kierunku.

Holowniki ruszyły, liny się napięły, stalowe cielsko „EMPERORA” drgnęło i zaczęło powolutku oddalać się od nabrzeża. W tym momencie statek nagle ożył. Z komina buchnął kłąb czarnego dymu – widomy znak, że silnik rozpoczął pracę, zagotowala się też woda za rufą, zabełtana przez wprowadzoną w ruch śrubę.

„CLIPPER EMPEROR” spoglądał już w stronę falochronu, trzeba było go tylko wykierować w lewo, do wyjśca. Ale co to? „CENTAUR II” najwyraźniej odciąga dziób masowca nie w lewo, tylko W PRAWO! Czyżby zamierzano wyprowadzić tak wielki statek wyjściem południowym? Nie, to niemożliwe, tamtędy wychodzą przecież tylko male jednostki i statki Żeglugi, wiozące pasażerów do Helu, Jastarni czy Gdańska.

Cóż więc się dzieje? Mija dłuższa chwila, nim zaczynam rozumieć. „CLIPPER EMPEROR” wcale z portu nie wychodzi, on po prostu obraca w niewiele od niego większym basenie, by stanąć po jego drugiej stronie, w terminalu BAŁTYCKIEJ BAZY MASOWEJ przy Nabrzeżu Szwedzkim. Tam przyjmie ładunek i dopiero wtedy uda się w morze!

Manewr to naprawdę skomplikowany, nie dziwi mnie więc, że aż trzy holowniki są do tego potrzebne. Statek sam by przecież nie obrócił. Ma prawie ćwierć kilometra długości i jest praktycznie w bezruchu – czyli niesterowny. W idealnych warunkach potrzebuje co najmniej 700 metrów, by zawrócić – a Basen III ma tylko niespełna 380 metrów szerokości! Manewr taki nie udałby się więc nigdy! Maszyny wprawdzie pracują, ale tylko po to, by ułatwić holownikom robotę, dodać trochę gazu lub minimalnie zwolnić, przy okazji będąc też przygotowanym na niespodziewaną konieczność jakiejs awaryjnej reakcji.

Potrzeba włączenia się do akcji „KRONOSA” rysuje się już niebawem, gdy należy dopchnąć środek burty w stronę Nabrzeża Szwedzkiego. Wszystkie trzy holowniki pracują więc w pocie czola, powolutku, kroczek po kroczku ustawiając statek przy kei. Niebawem można już podać na brzeg cumy. Rejs dobiega końca, holowniki zostają zwolnione, pilot schodzi ze statku. Tak, również i takie, a właściwie lepiej powiedzieć – szczególnie takie manewry nie mogłyby się udać bez pomocy pilota!

Cała podróż trwała niecałe pół godziny, zaczęła się tuż po 14:00, zakończyla dokładnie o 14:30.

Przebyta odległość od nabrzeża do nabrzeża – ok. 380 metrów. Krótkie, ale jakże pasjonujące widowisko!

Przedstawmy krótko wszystkich aktorów tej sceny:

CLIPPER EMPEROR – 224 metrowy masowiec o pojemności 38.878 (GT) i tonażu 74.381 t DWT. Statek, szeroki na 32 m, o zanurzeniu maksymalnym 10,50 m, zbudowała w 200 roku japońska stocznia Sasebo Heavy Industries. W grudniu 2011 „CLIPPER EMPEROR”, pływający pod flagą Wysp Marshalla z portem macierzystym Majuro, należał do koncernu CLIPPER. Firmę założył w 1972 roku kopenhaski armator Frank G Jensen. Zaczął skromnie z jednym statkiem. Dziś CLIPPER to firma globalna, posiadająca flotę, składającą się z około 100 „bulk carrierów”. Prowadzi biura nie tylko w Kopenhadze, ale i w Stanach Zjednoczonych (Stamford, Houston), Singapurze, Kolumbii, Brazylii, Japonii, Chinach i w Algerii.

Dziś „CLIPPER EMPEROR” nie jest już częścią koncernu. Sprzedano go w marcu 2013 roku. Teraz nazywa sie „EVANGELIA” i należy do zarejestrowanej w Liberii firmy Coral Marine Enterprise.

„CENTAUR II” był w grudniu 2011 roku najmłodszym gdyńskim holownikiem. Zbudowała go w 2007 roku gdańska „Remontowa”. Ten 30 metrowy statek typu ASD, wyposażony w dwa pędniki azymutalne marki Schottel (umieszczone z tyłu pod kadłubem) ma uciąg na palu 45,8 ton. Wówczas był on także najsliniejszym kolownikiem w Gdyni.

„HEROS” to holownik nieco starszy, zbudowany w 1998 roku równiez w kraju, dokładniej rzecz ujmując w gdyńskiej Naucie. Zbliżony gabarytami (30,23 m), uciągiem (45 ton) i napędem (ASD Aquamaster, również z tyłu) do CENTAURA, wyglądem różni się jednak od niego bardzo. Dzięki charakterystycznemu, wysokiemu masztowi bramowemu jest chyba najbardziej rozpoznawalnym holownikiem w Gdyni.

„KRONOS” zaś - staruszek w holowniczej flocie, jeden z „duńczyków”, zamówionych i zbudowanych dla Polski w 1966 roku w stoczni A/S Svendborg Skibsvaerft. Seria ta należy do najbardziej lubianych „w kręgach” jednostek. Wszyscy zgodnie twierdzą, że to nadzwyczaj udana konstrukcja. Nieco mniejszy od dwóch poprzednich, KRONOS ma 28,5 metra i sporo mniejszy uciąg na palu, wynoszący „zaledwie” 20 ton. To klasyczny statek „starej daty”, wyposażony w silniki o łącznej mocy 1650 KM i jedną „zwyczajną” śrubę o czterech piórach. Prawie wszystkie „duńczyki” zakończyły już służbę, choć niekoniecznie w stoczni złomowej. Część z nich sprzedano obcym armatoriom. Niebawem także i KRONOS przejdzie do historii. Cieszę się, że mogę go jeszcze pokazać przy pracy. Zasłużył sobie na to rzetelnie!

© Antoni Dubowicz

Udostępnij na:

Submit to FacebookSubmit to Twitter

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Przeczytaj również: